29 sierpnia 2012

"Impresjonista" Hari Kunzru (#14)



TYTUŁ: Impresjonista
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Impressionist
AUTOR: Hari Kunzru
WYDAWNICTWO: Muza
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2002

LICZBA STRON: 470

Impresjonista to nie jest najlepszy tytuł dla tej powieści, ale po części rozumiem autora - bohater był ulotny, jak niespotykane impresjonistyczne przedstawienia otaczającej nas rzeczywistości. Iluzjonista - tak nazwałabym chłopaka, który za każdym razem próbował wyczarować wokół siebie inny zapach, inny akcent, inną rzeczywistość i na zawsze zapętlił się w tej odmienności, aż zapomniał kim jest i co naprawdę czuje.

Bohater zostaje poczęty w trakcie dziwnego i surrealistycznego spotkania Hinduski i Anglika, którzy wpadają sobie w ramiona podczas wielkiej powodzi. Ona jest w trakcie podróży do wujka, który ma jej znaleźć męża, a on jest naukowcem, który postanawia odpocząć od drzew będących tematem jego badań. Mężczyzna po uciechach ciała doznaje swoistego zaćmienia umysłu, które pcha go prosto w objęcia szarżującej wody, a ta porywa go i uśmierca. Kobieta dociera do celu swej podróży, gdzie zostaje żoną, a potem matką, co niestety trwa krótko, gdyż umiera tuż po porodzie. Na świat przychodzi nasz bohater, a biel jego skóry traktowana jest jako błogosławieństwo.

Wszystko zmienia się, gdy piętnastoletni chłopak zaleca się do córki służącej. Kobieta postanawia ujawnić prawdziwą tożsamość chłopaka, a jego "ojciec" z hukiem pozbywa się intruza. Od tej pory jest zdany tylko na siebie, a świat formuje w nim osobowości, które pomagają mu przetrwać.Wbrew pozorom nie jest to historia schizofrenika, a raczej wyzbytego złudzeń mężczyzny, który wie, iż mieszane pochodzenie nie zapewni mu dobrobytu, a nawet byle jakości.Tak oto staje się chłopcem w haremie, który jest zabawką w rękach podstarzałych mężczyzn. Przemienia się w sierotę, która zadamawia się na angielskiej misji. Zostaje synem plantatora herbaty, który trafia do Anglii, gdzie rozpoczyna karierę na uniwersytecie. Stamtąd zostaje wysłany do Afryki i jako etnolog bada tamtejszą ludność. Za każdym razem przyjmuje inne imię, nazwisko, przeszłość, aż wreszcie osobowość.

Historia, jaką prezentuje nam Kunzru, to przede wszystkim spojrzenie na Indie pierwszej połowy XX wieku, a tym samym zagłębienie się w takie problemy jak kolonizacja, działalność misyjna, a nawet tożsamość Hindusów, którym po trochu odbierana jest niezależność. Autor ciekawie opisuje Anglię ówczesnej epoki oraz dekadencki Paryż, a skwar afrykańskiego klimatu jest wręcz namacalny. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie uczucie zawodu, które zaczęło mnie ogarniać wraz z zbliżaniem się ku końcowi owej historii. Zdecydowanie historie dziejące się w Indiach oraz w Anglii przemawiały do mnie bardziej, a już Czarny Kontynent nużył mnie i przygnębiał. Czytelnik musi być przygotowany na długie opisy całkowicie wyzbyte dialogów, które łamią nawet najbardziej wytrwałych.

Tak naprawdę to książkę podzieliłabym na część udaną i część udającą, a mimo wszystko zachowam ją w pamięci jako satysfakcjonującą. Dowiedziałam się wielu rzeczy, które uzupełniły moją wiedzę o Indiach oraz Anglii, a główny bohater sprawił, iż poczułam się szczęśliwa tym, kim jestem. Bo nigdy nie próbowałam udawać nikogo innego. 

OCENA: 5 / 6 

9 komentarzy:

  1. póki co wstrzymam się z lekturą
    mam za dużo na głowie ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio jestem zafascynowana Indiami, a sama książka brzmi ciekawie, dlatego rozejrzę się za nią. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Indiach w niej sporo, więc powinnaś być zadowolona :)

      Usuń
    2. W takim razie koniecznie muszę ją przeczytać. :)

      Usuń
  3. Nigdy nie słyszałam o tej książce, ale zachęciłaś mnie do niej. Może to być naprawdę warta uwagi pozycja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się Twoja recenzja :) Ale że nie jestem fascynatką długich opisów i fabuła nie jest dla mnie interesująca, to lekturę tej książki sobie odpuszczę.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeczywiście nadmiar opisów może zniechęcić, ale dla ciekawego bohatera (który przeszedł sporo w życiu) chyba można się poświęcić :)) ...a iluzjonista kojarzy mi się z filmem z Edwardem Nortonem :D

    OdpowiedzUsuń
  6. To na pewno nie jest książka dla mnie. Pewnie zwróciłabym na nią uwagę, ale po Twojej recenzji wiem, że zmarnowałabym tylko czas :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.