14 sierpnia 2012

"Kiedy byłem dziełem sztuki" Eric-Emmanuel Schmitt (#7)



TYTUŁ: Kiedy byłem dziełem sztuki
TYTUŁ ORYGINAŁU: Lorsque j'etais une ceuvre d'art
AUTOR: Eric-Emmanuel Schmitt
WYDAWNICTWO: Znak
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2007

LICZBA STRON: 263

Już pierwsze strony książki upewniły mnie, iż mam do czynienia z literaturą błyskotliwą i barwną, za którą tak bardzo cenię sobie Schmitt'a. Uwielbiam jego sposób prowadzenia dialogów, które potrafią poruszyć najgłębsze pokłady czułości w moich trzewiach, aby innym razem napompować śmiechem płuca, aż do bólu w klatce piersiowej.

Trzy razy próbowałem przejąć nad sobą kontrolę i trzy razy zawodziły mnie przedmioty: sznur, na którym chciałem się powiesić, urwał się pod moim ciężarem, środki nasenne okazały się pigułkami placebo, a plandeka ciężarówki, która akurat przejeżdżała, zapewniła mi miękkie lądowanie, kiedy spadałem z piątego piętra. *

Takie oto przemyślenia dopadają naszego głównego bohatera, Tazio. To dwudziestokilkuletni chłopak, który stoi nad przepaścią kryjącą na dnie ostre skały - idealne do zakończenia żywota. Oczywiście ma nie byle jakie powody, aby skoczyć. Jest młodszym bratem cudownych bliźniaków Firelli, znanych ze swoich cudownych facjat i wyrzeźbionych korpusów, rozchwytywanych przez wszelkie media, po prostu ideałów. Tazio natomiast to zwykły chłopak (nie, nie jest brzydki) o przeciętnej fizjonomii i niewielkich ambicjach, co przy blasku rodzeństwa wydaje się być godne pożałowania.

Przed roztrzaskaniem czaszki powstrzymuje go ekscentryczny artysta, który proponuje mu 24 godziny na zmianę jego decyzji Oczywiście nie obędzie się przy tym bez barwnej konwersacji:

Ca pan umie robić? Ma pan jakiś talent? Wykształcenie, fach?
- Nie.
- Ambicję?
- Nie.
- To niech pan skacze. **

Tazio jednak nie skacze, przystaje na propozycje dziwaka z kamieniami szlachetnymi zamiast zębów i wsiada z nim do limuzyny, która wiezie go w odmęty szaleństwa. Tak, tak, szaleństwa.

To, co dzieje się potem przypomina historię Frankensteina. Chłopak zostaje fikcyjnie uśmiercony (misterna intryga artysty), aby potem stać się żywym dziełem sztuki - a to wszystko dzięki współczesnej medycynie, która pozwala na wszczepianie implantów, wkładanie pod skórę metalowych części, wypełnianie silikonem. Okazuje się, iż w popularności prześciga własnych braci, co mogłoby wydawać się spełnieniem marzeń, gdyby nie fakt, iż jest traktowany jak dzieło, nie jak człowiek. Ta przewrotna historia jest refleksją nad ludzką próżnością. Co jesteśmy w stanie zrobić dla zewnętrznego piękna? Ile zmian potrzeba, aby uprzedmiotowić człowieka? Czy pod przykrywką tych przemian może bić serce, które jest zdolne do miłości? Czy można cofnąć wcześniej podjęte decyzje, nie ponosząc żadnych konsekwencji?

Język, jakim operuje Schmitt jest dosadny, a jednocześnie poetycki. Czyta się go niespiesznie, ale z własnego wyboru. Historia jest przejmująca, a ludzkie charaktery prawdziwe, wręcz namacalne. To wszystko wprawia w zadumę i otwiera oczy na sprawy, które do tej pory lekceważyłam. Książka okazała się świetną lekcją człowieczeństwa

* s. 6
** s. 12

OCENA: 5 / 6

6 komentarzy:

  1. Jeszcze bardziej nabrałam ochoty na tę książkę... Szkoda, że w mojej bibliotece jej nie ma :<

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie przeczytam tę książkę. Schmitt zdobył moje serce dzięki "Oskarowi i Pani Róży" i z pewnością sięgnę po coś innego jego autorstwa. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja nawet nie wiedziałam, że schmitt napisał taką książkę. Bardzo lubię tego pisarza dlatego zapisuję tytuł i na pewno przeczytam. Pozdrawiam i dziękuję za zaobserwowanie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastyczna powieść, jak każda Schmitta, którą miałam przyjemność przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam:) i uwielbiam!
    Wywarła na mnie duże wrażenie

    OdpowiedzUsuń
  6. Powieść jest specyficzna, ale świetna. Muszę jednak przyznać, że ze wszystkich książek Schmitta, które do tej pory przeczytałam, podobała mi się chyba najmniej...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.