8 sierpnia 2012

"Pawilon Kwiatu Brzoskwini" Mingmei Yip (#4)



TYTUŁ: Pawilon Kwiatu Brzoskwini
TYTUŁ ORYGINAŁU: Peach Blossom Pavilion
AUTOR: Mingmei Yip
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2010

LICZBA STRON: 589

Historia luksusowej prostytutki  zainteresowała mnie od razu, bo wydarzenia z półświatka są dla mnie odległe, jak gwiazdy na niebie. Wszystko, co nieosiągalne (lub niemoralne) stanowi dla mnie wyzwanie, dlatego podeszłam do tej lektury z wielkimi oczekiwaniami.

Autorka o nazwisku, które nie przechodzi mi przez usta (Yip - czytać "jip"?) już na pierwszych stronach odmalowuje nam magiczny obraz Chin z początku XX wieku. Słownictwo, a raczej określenia z języka chińskiego pojawiają się co rusz, co dodaje szczypty egzotyki w trakcie czytania. Jak nakręcona czytałam o lokalnych potrawach (zupa z ust ryby czy rekina) oraz naparach, z których najpopularniejszy to oczywiście herbata.

Do rzeczy, o co w tym wszystkim chodzi? To podróż sentymentalna przez życie luksusowej prostytutki (Xiang Xiang), która wbrew swojej woli została wcielona w szeregi Pawilonu Kwiatu Brzoskwini, który jest po prostu...burdelem. Na miejscu zostaje wzięta pod skrzydła doświadczonej kurtyzany o imieniu Perła, która udziela naszej głównej bohaterce lekcji muzyki oraz uwodzenia. Wkrótce dziewczyna otrzymuje przydomek Drogocenna Orchidea, a jej uroda kusi klientów, chętnych do zapłacenia majątku za jej dziewictwo. Kto zdobędzie ciało Xiang Xiang, a komu podaruje swoje serce? Czy ucieknie z Pawilonu, który odebrał jej szacunek wobec siebie oraz marzenia o uczciwym życiu? Czy jej elegancja i talenty pomogą jej zmienić swój świat?

Muszę przyznać, że tłumaczenie książki jest moim zdaniem nie najlepsze. Musimy uzbroić się w cierpliwość, gdy będą nas bombardować słowa, jak "ruchanie" czy "kurwa", tylko po to, aby zaraz czytać o "nefrytowej łodydze" określającej męskie przyrodzenie. Czytając miałam wrażenie, że mam przed sobą ciastko nadziewane kolorowym pieprzem. W trakcie poznawania głównej bohaterki uświadomiłam sobie również, że nawet najczystszy duchowo człowiek może nasiąknąć zgnilizną i niektórych naleciałości nie jest w stanie tłumić - to straszne, że do wszystkiego można się przyzwyczaić, a nawet za tym tęsknić.

Polecam lekturę dla osób lubiących opowieści obyczajowe/wspomnienia oraz podróże do dalekich rejonów, które są ciekawe, poprzez swoją odmienność.

OCENA: 4 / 6

12 komentarzy:

  1. A skąd z łódzkiego jesteś ;)?Ja też z łódzkiego i też miszkamy w anykwariacie...;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam w planach tę książkę i w sumie nadal mam, ale nie jest to teraz priorytet.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj! Dodałam bloga do obserwowanych. Ja też pochodzę z Łódzkiego :) Będę odwiedzać twój blog :) :Podoba mi się twój opis, działa na wyobraźnię :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się porównanie książki do ciastka nadziewanego kolorowym pieprzem, bo w pewnym sensie tak jest, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę te wszystkie wulgaryzmy, na widok których nie sposób się wzdrygnąć. Sama podczas lektury nie wracałam na to aż tak szczegółowej uwagi, a książka wydała mi się naprawdę interesująca - Daleki Wschód z trochę innej perspektywy, bardziej mrocznej i "niewłaściwej".

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam jedną książkę tej autorki - przeszkadzał mi w niej nadmiar scen erotycznych, ale generalnie była całkiem niezła. Też oceniłam ją na 6 ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedawno zastanawiałam się nad kupnem, toteż miło było przeczytać recenzję. Tematyka interesująca, dla niej samej bym przeczytała:)"nefrytowa łodyga" mnie powaliła:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie też irytowały te "zmiany frontu", chociaż Pawilon to moja ulubiona powieść tej Autorki.
    Czytałaś może dwie pozostałe? Jestem ciekawa Twojej opinii ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam innych książek tej autorki, ale chętnie po nie sięgnę, gdy nadarzy się ku temu okazja :)

      Usuń
  8. Opinia o książce z punktu widzenia faceta. Nie pytajcie dlaczego ją przeczytałem.
    Jest to wyłącznie moje zdanie o tej książce, więc możecie w ogóle nie brać go pod uwagę. Powieść osobiście dla mnie jest słaba a recenzja ze strony jest dla tej książki bardzo łaskawa. Czytając to „dzieło” miałem w głowie książkę Mario Puzo „Rodzina Borgiów”, z prostej przyczyny. Podobnie jak tam PKB jest napisana sucho, bardziej w stylu dziennika/reportażu, niż typowej powieści. Oczywiście autorce PKB daleko do umiejętności pisarskiej Puzo. Książka bardzo chaotyczna, próbująca przedstawić główną bohaterkę w dwojaki sposób. Z jednej strony cnotliwej i bezradnej kobiety a z drugiej wyuzdanej, dbającej wyłącznie o swój dobrobyt prostytutki. Ona nie jest ani biała ani czarna jest po prostu szara, byle jaka. Śmieszą opisy, gdy dotykają ją moralne rozterki dotyczące swojego fachu by z drugiej strony dobrowolnie wstąpić do nowego burdelu gdy widmo innej pracy zagląda w jej oczy. Główny niby wątek też przyprawia o śmiech. Prawie 100 letnia babunia i jej ciągłe nawiązania w myślach do seksu. Czytając te powieść nie ma się kompletnie wrażenia, że bohaterka doznała strasznych cierpień a bardziej, że życie prostytutki jej odpowiada i ceni je ponad wszystko. Czytałem gdzieś, że została przybliżona w tej powieści kultura Chin, kulinaria itd. Wcale nie, opisy są słabe, powtarzające się. Kulinaria owszem, kilka potraw zostało na sucho wymienionych, nieustające „pierożki” ale porównując to do opisów Mickiewiczowskich z Pana Tadeusza, nie ogarniał mnie apetyt. No i takie typowe przesłanie od kur… do praktycznie świętej. I kolejne, kobiety jednak lecą na kasę. Wybaczcie, tak mi po tej książce zostało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Anonimie :)

      Rozumiem Twoją opinię, w której jest dużo prawdy. Osobiście nie przepadam za tą książką, ale nie mogę skazać ją na wieczne potępienie, gdyż znalazłam w niej kilka plusów. Wierzę, że mając 100 lat (och, no pewnie, nawet 150) będę wspominać swoją przeszłość, w której przecież seks był i odgrywał ważna rolę.

      Usuń
  9. karkam'ko, zgadzam się, że wspominanie jest potrzebne i miłe jednak 98 latka, która myśli o seksie w sensie fizycznego kontaktu tu i teraz jest chyba przesadą. A wspominać każdy powinien, szczególnie te najlepsze chwile.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.