21 września 2012

"Małe zbrodnie małżeńskie" Eric-Emmanuel Schmitt (#28)


TYTUŁ: Małe zbrodnie małżeńskie
TYTUŁ ORYGINAŁU: Petits crimes conjugaux
AUTOR: Eric-Emmanuel Schmitt
WYDAWNICTWO: Znak
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2009

LICZBA STRON: 97

Wpadłam do pokoju, w którym dwoje ludzi prowadziło ożywioną rozmowę. Na plecach czułam jeszcze dotyk czyjeś dłoni, która celując w łopatkę wepchnęła mnie do pomieszczenia. Gdy odwróciłam się, aby dowiedzieć się, kto bezceremonialnie steruje moim ciałem, zobaczyłam z bliska fakturę drzwi, były zamknięte. Rozejrzałam się po pokoju, w którym raz po raz słychać było szept i krzyk, damski głos i męski, nie zauważyli mnie.
Nie chciałam przeszkadzać, więc zrobiłam kilka kroków w bok i osunęłam się za wysoki fotel, o który mogłam oprzeć się plecami niezauważona. Schowałam się za meblem, a mój wzrok mimowolnie przesunął się po regale zapełnionym książkami. Przez chwilę bawiłam się w odczytywanie tytułów na okładce, ale oczy szybko odmówiły posłuszeństwa, gdyż rozmowa dobiegająca za moimi plecami nabierała rumieńców.

On: To co robimy?
Ona: Dziś wieczór? Urządzamy cię. I zaczynamy żyć jak dawniej.
On: Co zrobimy, jeśli nie odzyskam pamięci?
Ona (zmieszana): Odzyskasz. *

Myślę sobie : C u d o w n i e, trafiłam na plan brazylijskiego serialu. Zresztą mogłam się domyśleć, obydwoje są niezwykle atrakcyjni, a nawet posiadają ten charakterystyczny wyraz twarzy, który świadczy o niezachwianej pewności siebie. Słucham dalej:

On: Co wydarzyło się ostatniego wieczoru? Tego, którego nie pamiętam?
Ona: Nic.
On: Ukrywasz coś przede mną.
Ona: I co z tego? **

On: Nie spadłem, prawda? ***
Ona: Próbowałeś mnie zabić.****

Myślę sobie : O   k u r d e. Pomyliłam się, jestem w kryminale.Słucham dalej. Wyłapuję:

Ona: Co to znaczy kochać mężczyznę? To znaczy kochać go na przekór sobie, na przekór niemu, na przekór całemu światu. To znaczy kochać go w sposób, na który nikt nie ma wpływu. Kocham twoje pragnienia, a nawet twoje awersje, kocham ból, jaki mi zadajesz, ból, którego nie odczuwam jako bólu, ból, o którym natychmiast zapominam, który nie pozostawia śladu. Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością.*****


Zaczęło się, poczułam drżenie w całym ciele, a wibracje przeniosły się na mebel, którego nóżki zaczęły miarowo stukać o podłogę. Nie usłyszeli tego dźwięku, od samego początku byli w tym pokoju tylko dla siebie. Nie zdradzę, jak skończyła się ta rozmowa, ani co zdarzyło się w jej trakcie, ale muszę zaznaczyć, że drżę tylko w trakcie ciężkiej choroby i przy ogromnym wzruszeniu. W tej sytuacji byłam zbolała od niepohamowanych emocji.

PS Panie Schmitt, czy Pan zdaje sobie sprawę, że wciąganie czytelników pomiędzy kartki książki może być niebezpieczne dla ich zdrowia psychicznego?

*s. 11
** s. 54
*** s. 63
**** s. 65
***** s.72-73


 OCENA6 / 6 



                        Książka przeczytana w ramach wyzwania "Z literą w tle" ( w tym miesiącu "S").

24 komentarze:

  1. O, muszę po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i bardzo miło wspominam;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po takiej recenzji to już chyba każdy, kto tej książki nie czytał pobiegnie do biblioteki. Ze mną na czele ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam serdecznie :) Warto sięgnąć po Schmitta w tym wydaniu!

      Usuń
  4. Ja mam absolutnie odwrotne odczucia co do tej książki. Jak dla mnie najsłabsza książka Schmitta, przeczytałam, stojąc w korku ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam wiele dzieł Schmitta i moim zdaniem to jest najmocniejsze pod względem dialogów (tuż po "Tektonice uczuć"). Jak widać, każdy ma inne wymagania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja! :)
    Czytałam "Małe zbrodnie małżeńskie" i mile to wspominam. Utwór krótki, ale zarazem intrygujący, potrafiący chwycić za serce. Ukazuje, iż nawet po wielu latach spędzonych z kimś, można go dalej kochać, miłością inną niż na początku, ale wcale nie słabszą.. po prostu inną. Miłość jest ponadczasowa, prawdziwa pozwoli pokonać największe trudności i przeciwności. Najważniejsze, aby chciały tego obie osoby w związku. Dzięki temu, można przetrwać wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie to ujęłaś :) Trafiłaś w sedno. Moim zdaniem to cudowna i dająca nadzieję historia o tym, że warto walczyć o siebie.

      Usuń
  7. Czytałam jakiś czas temu, kiedy jeszcze nie zwątpiłam w Schmitta za masowość publikacji, bardzo mi się podobała. Ciekawa, inna i przede wszystkim dobrze napisana książka o relacjach międzyludzkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w Schmitta znam od wielu lat i raczej pozostanę mu wierna :)

      Usuń
  8. ciekawa recenzja, a i książka wydaje się być godna uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobre książki pisze ten autor. Swoją drogą, recenzję napisałaś bardzo ciekawą! Wiele razy się uśmiechnęłam czytając ją. I kto tu ma talent! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za komplement dziękuję, a ostatnie zdanie skwituję: no nie wiem, chyba Ty ;)

      Usuń
  10. AAAAA cudo recenzja. Ale pomysł!! Co do książki, to wiesz, że także lubię Schmitta, choć nie czytałam wielu jego książek. Na "Małe zbrodnie małżeńskie" już dawno miałam ochotę. I ciągle jakoś się nie składa. Teraz już sama nie wiem, czy rzucić wszystko i biec do księgarni? Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Droga, jeśli masz ochotę to wrzucę na poczcie "Małe zbrodnie" i jeszcze kilka pozycji Schmitta (do wyboru, do koloru) :)

      Usuń
    2. Oczywiście mam na myśli Pocztę Polską :D

      Usuń
    3. Super, to może zorganizujemy sobie małą wymiankę? Napiszę maila:)

      Usuń
  11. Haha. Twoja odezwa do autora na końcu jest po prostu genialna. :) "Małe zbrodnie małżeńskie" czytałam kilka lat temu, ale co tu dużo mówić... Nie doceniłam wtedy tej książki, nie zrozumiałam kompletnie co, na co i dlaczego... Ale cóż. Miałam ledwie 14 lat i chodziłam do gimnazjum. To pewnie dlatego... ;) Planuję w najbliższym czasie kolejne podejście, bo Schmitta uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję! :) Wydaje mi się, że niektóre pozycje Schmitta trzeba czytać z odrobiną chociaż dorobku życiowego - ja mimo przeżytego ćwierćwiecza nadal nie rozumiem niektórych kwestii (albo wydaje mi się, że rozumiem, ale brak mi pewności). Do Schmitta warto wracać, bo zawsze smakuje inaczej :)

      Usuń
  12. Schmitt, jak sam mówi, kocha ludzi;) Myślę więc, że wcale nie chce wyrządzić szkody dobru psychicznego jakiegokolwiek człowieka;)
    Uwielbiam go, swoją drogą;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Schmitt musi bardzo kochać ludzi, jeśli nawet z Hitlera mógł zrobić wrażliwego artystę ("Przypadek Adolfa H.") :)

      Usuń
  13. Byłam parę lat temu na tej sztuce w teatrze - cudo. Dodatkowo świetnie wystawione, świetni aktorzy. Żałowałam, jak przedstawienie dobiegło końca, miałam ochotę na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zazdroszczę! Jak tylko dowiem się, że wystawiają "Małe zbrodnie..." to lecę po bilety :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.