2 września 2012

"Marzycielka z Ostendy" Eric- Emmanuel Schmitt (#16)



TYTUŁ: Marzycielka z Ostendy
TYTUŁ ORYGINAŁU: Le reveuse d'Ostende
AUTOR: Eric-Emmanuel Schmitt
WYDAWNICTWO: Znak
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2009

LICZBA STRON: 314

W tym wypadku zbiór opowiadań, które popełnił Schmitt podziałały na mnie kojąco, a przede wszystkim wciągnęły w swoje macki z dużo większą gracją niż chociażby "Trucicielka". Na tom składa się z pięć następujących historii:

Marzycielka z Ostendy

Współczesny pisarz próbuje zapomnieć o ostatnim związku i zaszywa się w niewielkim miasteczku Ostenda, gdzie kojący szum fal pomaga mu osiągnąć wewnętrzny spokój. Podczas pobytu poznaje ekscentryczną właścicielkę pensjonatu w którym wynajmuje pokój. Kobieta zamknięta w salonie pełnym starych książek, z pozoru dziwaczka, postanawia podzielić się historią swojej największej miłości, która w równym stopniu była namiętna, co zakazana.

Zbrodnia doskonała

Podczas górskiej wędrówki kobieta postanawia zabić swojego męża i popycha go w stronę przepaści. Bez większych problemów przekonuje wszystkich, iż był to wypadek i wraca do domu, aby dowiedzieć się, co skrywają cztery pudełka ukryte w gabinecie męża. Tuż przed otwarciem pierwszej pokrywki w jej domu pojawia się policja i oskarża ją o zabójstwo - odnajduje się świadek, który widział jej czyn. Co skłoniło kobietę do tak drastycznego kroku? Jak potoczy się rozprawa sądowa? Co skrywają tajemnicze skrzyneczki?

Ozdrowienie

Młoda pielęgniarka cierpi z powodu kompleksów, które zamykają ją przed światem w byle jakich ubraniach i pod maską obojętności. Gdy w sali 221 pojawia się przystojny pacjent, który chwali jej urodę, postanawia zmienić się dla niego. Gdyby pominąć fakt, iż mężczyzna jest niewidomy (jej urodę rozpoznaje po przyjemnym zapachu ciała) oraz umierający, to mogłoby to być początkiem pięknej historii miłosnej.

Kiepskie lektury

Mężczyzna w średnim wieku mieszka w pomieszczeniach wypełnionych książkami, ale na próżno szukać wśród nich powieści. Interesuje go tylko literatura faktu, a fikcja śmieszy swoją naiwnością i niepotrzebnością. Wraz z kuzynką wyrusza na wieś, aby odpocząć od akademickich obowiązków. Tam wpada mu w ręce najnowsza powieść grozy, którą postanawia przeanalizować pod względem merytorycznym, a wpływ jaki dana historia będzie miała na rzeczywistość okaże się tragiczny w skutkach.

Kobieta z bukietem

Krótka historia starszej pani, która codziennie od kilkudziesięciu lat czeka na peronie z bukietem kwiatów w dłoniach. Pewnego dnia z pociągu wychodzi mężczyzna, który zmierza prosto w jej kierunku.


Podobno każde z opowiadań miało przedstawiać inne spojrzenie na kwestię marzeń - coś w tym jest. Marzenia okazują się obezwładniać człowieka i popychają do ich realizacji, ale efekty nie zawsze wywołują uśmiech na twarzy. Marzenia podobne są do obsesji, które ogarniają człowieka i zmuszają do działania. Marzenia zmieniają: ludzi i rzeczywistość, którą tworzą. Kilka z tych opowiadań bardzo mnie wciągnęło i zaintrygowało, ale nie obyło się bez gorszych momentów. Mimo przyjemnie spędzonego czasu na lekturze, dochodzę do wniosku, iż Schmitt w tego typu zbiorach nie do końca mnie przekonuje. Brakuje mi tych wzruszeń, które towarzyszyły podczas czytania "Oskara..." czy chociażby "Kiedy byłem dziełem sztuki". Obawiam się, że to nadal kwestia dialogów, które są dobre (bez wątpienia), ale nie fascynujące aż tak, abym wybuchała śmiechem lub płaczem.

Napiszę tak: jest w tym magia, ale jakby uśpiona. Jest w tym słodycz, ale z cierpkim posmakiem. Poleciłabym ten zbiór kilku osobom, ale nie nalegałabym, aby przeczytał go cały świat.


OCENA: 5 / 6

11 komentarzy:

  1. Lubię twórczość Schmitta. Nie miałam jeszcze przyjemności przeczytać "Marzycielki z Ostendy", ale na pewno zrobię to niebawem. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię powieści Erica, więc pewnie i na ten zbiór się zdecyduję w niedalekiej przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam kilka lat temu i miło wspominam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam ten zbiór jakieś pół roku temu i najbardziej utkwiła mi w pamięci tytułowa "Marzycielka z Ostendy". ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam;) i bardzo go lubię:D nawet na jedno z tych opowiadań ("Kiepskie lektury") wykorzystałam w mojej pacy maturalnej:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety do tej pory miałam okazję zapoznać się tylko z "Oskarem i różą" tego autora, ale zdecydowanie chcę to zmienić. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiadomo: to, co zostało napisane przez Schmitta, powinno zostać przeze mnie przeczytane ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. niestety nie potrafię przekonać się do zbiorów opowiadań, zatem pass

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię opowiadań. Ta forma mnie rozprasza. Nie potrafię się w nie wgryźć i skupić na nich. Natomiast dla "Marzycielki..." zrobiłam jakiś czas temu wyjątek, z racji uwielbienia jakim darzę Schmitta. :) I nie żałuję. Moim zdaniem to piękna i jak zwykle głęboka proza. "Jest w tym magia, ale jakby uśpiona" - pięknie i bardzo trafnie to ujęłaś. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja także lubię Schmitta, bardzo podobała mi się jego książka "Kiedy byłem dziełem sztuki". "Marzycielka z Ostendy" jeszcze przede mną.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie przepadam za Schmittem, ale okładką "Marzycielki" jestem zauroczona, książki jednak nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.