17 września 2012

"Motyl na wietrze" Rei Kimura (#25)



TYTUŁ: Motyl na wietrze
TYTUŁ ORYGINAŁU: Butterfly in the wind
AUTOR: Rei Kimura
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2009

LICZBA STRON: 167

Powieść o ogromnym potencjale, który został zmarnowany. Miałam pewne wątpliwości, gdy sięgałam po "Motyla na wietrze". Byłam zdumiona niewielką objętością tej książki (167 stron?!), która miała poruszać ważny temat niechcianej miłości oraz problem przedmiotowego traktowania kobiet w Japonii na początku XX wieku. Książka przejawia wszystkie objawy grafomanii, a ładunek patosu w niej zawarty nie jest w stanie zasmucić i wzruszyć, a jedynie odrzuca i zniesmacza.

Motylem jest Okichi Saito, której wielką urodą oczarowany jest sam konsul amerykański. Mężczyzna postanawia uczynić Okichi swoją konkubiną, przez co okrywa ją hańbą w oczach całego miasteczka. Dziewczyna zostaje zmuszona porzucić dom rodzinny i ukochanego Tsurumatsu, co zmienia ją w zgorzkniałą osobę pozbawioną złudzeń, której jedynym przyjacielem staje się butelka sake. Po latach posługi u amerykańskiego jegomościa, kobieta zostaje pozostawiona sama sobie i próbuje ułożyć swoje życie na nowo. Piętno, którym jest naznaczona sprawia, że każda jej decyzja nieuchronnie zbliża ją ku tragicznemu finałowi.

Historia godna uwagi, ale źle opowiedziana. Bohaterowie płytcy, bezbarwni i wyrażający cierpienie w podobny sposób. Jest to raczej krótka wycieczka w przeszłość, telegraficzny skrót wydarzeń, szkic jakiś, ale nie powieść. Brakowało mi rozbudowanych opisów, realnych i namacalnych postaci, malowniczego języka. Jakbyście się czuli, gdyby po kilkunastu stronach autorka sponiewierała wszystkie wasze nadzieje i czarno na białym wykładała, iż kobieta: umrze tragicznie, jej życie będzie beznadziejne i wszystko, czego się dotknie zarazi swoim pechem? Ja się poczułam urażona, bo nie słyszałam nigdy o Okichi (która notabene jest postacią prawdziwą) i miałam nadzieję, że wnioski będę mogła wysunąć sama, na końcu, gdzieś chociażby w ostatnim rozdziale! Nic z tego.

Odradzam, nawet osobom interesującym się gejszami, Japonią, lubiącym sake i akceptującym lepkość depresji, bo kiepski język autorki i nieudolny sposób prowadzenia akcji nie są w stanie uratować tej historii, chociażby miała traktować o legionie motyli poruszanych przez wiatr.


OCENA: 1 ! / 6


Książka przeczytana w ramach wyzwania "Literatura w Azji, Azja w literaturze".
 

32 komentarze:

  1. To chyba ksiązka tylko dla miłośników sake. Po kilku kieliszka ksiązka pewnie będzie bardziej strawna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Japonia mnie jakoś bardzo nigdy nie fascynowwała, a recenzja nie zachęca więc sobie odpuszczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Japonię bardzo lubię, ale tym razem odradzam lekturę.

      Usuń
  3. Ja też jakoś w Japonii nie gustuję. Gdybym miała wybrać się do jakiegoś kraju azjatyckiego to wybrałabym Wietnam albo Kambodżę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja najchętniej zwiedziłabym całą Azję :) Fascynuje mnie egzotyka Dalekiego Wschodu i zazwyczaj czerpię ogromną przyjemność z lektur traktujących o odmiennej kulturze. Tym razem cierpiałam i żałowałam, że nie mam sake ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinnaś sobie zukupić na zapas :) Mnie z kolei fascynuje wschód ale ten bliższy, kraje byłych Republik Radzieckich.Marzę o wyprawie do Mongolii.

      Usuń
    2. W takim razie życzę zrealizowania marzeń :) Ja najprędzej wyruszę w świat po wygranej na loterii, bo na tą chwilę to mogę najwyżej do Czech pojechać, czy na Słowację...;)

      Usuń
    3. Ja na razie planuję na przyszły rok Gruzję i Armenię i mocno oszczędzam :) A Czechy mają bardzo dużą zaletę - dobre piwo :)

      Usuń
    4. I aktualnie kiepską wódkę :)

      Usuń
    5. Zależy jak na to spojrzeć,sponiewierać potrafi całkowicie :)

      Usuń
  5. Książka wydaje się być interesująca, ale jak sama napisałaś - potencjał był, ale został niewykorzystany.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, bo opis wydawał się ciekawy, Lubię literaturę japońską, ale tej książce dam spokój.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nic, książka najwyraźniej niewarta zachodu. Nie lubię przerostu formy nad treścią, ani tym bardziej treści nad formą, oj nie lubię...

      Usuń
  8. I po myśleć, że bym sięgnęłam po tę książkę w ciemno, gdyż takie klimaty są moimi ulubionymi . Dobrze, że mnie ostrzegłaś:)

    OdpowiedzUsuń
  9. No to nie pozostawiłaś mi ni grama złudzeń, że coś z książki jednak wyłapię.
    A stoi i czeka. Doczeka się, bo jak wiem, że kiepskie to czytam w pierwszej kolejności, by mieć ból poza sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że będzie bolało :) Z drugiej strony istnieje prawdopodobieństwo, że wyniesiesz coś dobrego z lektury. Kto wie? :)

      Usuń
  10. matko, jak to dobrze, że nie zamówiłam tej książki! widziałam ją na wyprzedaży u Prószyńskiego i zastanawiałam się, czy jej nie brać... uff!

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja niestety zamówiłam, po przeczytaniu recenzji zastanawiam się czy po nią w ogóle sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  12. ostatnio lubię książki o tej tematyce ale skoro odradzasz to się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ajj... szkoda, bo książka naprawdę wydawała się godna przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ups, ależ niska ocena. O książce nie słyszałam do czasu Twojej recenzji. Okładka jest śliczna, ale chyba na niej poprzestanę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest bardzo zachęcająca - wnętrze rozczarowuje.

      Usuń
  15. Książkę miałam na swojej liście życzeń ale po Twojej recenzji, zdecydowanie ją skreślam. Miałam inne oczekiwania po książce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och ja też miałam inne oczekiwania ;)

      Usuń
  16. Lubię książki o Japonii, ale tę sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie czytam w ogóle książek dotyczących Japonii, ale nawet jeśli kiedyś po coś sięgnę, to już wiem, co ominąć szerokim łukiem. Pierwsze wrażenie powinno być dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedyś kiedyś, gdy "Motyl na wietrze" pachniała świeżością drukarni, zachwyciłam się jej okładką i postanowiłam, że konieczne muszę ją mieć. Co jakiś czas natrafiałam na różne recenzje, w większości raczej nieprzychylne. Nie byłam pewna, czy warto mieć tę książkę na własność, ale nadal chciałam ją przeczytać. Teraz niestety chęci moje zgasły: postanowiłam, że nie będę traciła czasu na tak słabą książkę. Naprawdę szkoda...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. A to mnie zmartwiłaś. Akurat te książkę sobie kupiłam wprawdzie za grosze, ale zawsze.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.