5 września 2012

"Wieczór" Susan Minot (#18)



TYTUŁ: Wieczór
TYTUŁ ORYGINAŁU: Evening
AUTOR: Susan Minot
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2007

LICZBA STRON: 269

Nastrojowa okładka oraz tajemniczy tytuł potrafią być doskonałym wabikiem dla takiego wzrokowca, jak ja. Sięgając po tę pozycję, gdzieś we wspomnieniach miałam obraz ekranizacji, która wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Słyszałam opinie, iż książka osadzona jest w podobnym nastroju, ale wydarzenia nie pokrywają się ze scenariuszem filmowym - postanowiłam przeprowadzić prywatne śledztwo.

Poznajemy Ann, chorą na raka panią po sześćdziesiątce, matkę czwórki dzieci, która spędza swe ostatnie chwile w otoczeniu najbliższych - tych realnych, stojących obok łóżka i tych objawiających się jej jako halucynacje. Kobieta tkwi pomiędzy jawą i snem, a chwilowe przebłyski trzeźwości szybko zostają zastąpione majakami.

Najintensywniejszym wspomnieniem, które Ann ukryła głęboko w sobie jest wesele przyjaciółki podczas którego spotkała Harrisa. Kobieta od pierwszej chwili spędzonej w towarzystwie mężczyzny wiedziała, iż to będzie ten jedyny. Sprawy komplikują się, gdy dowiaduje się o jego narzeczonej, która w dodatku spodziewa się dziecka. Ten wieczór kończy się również rodzinną tragedią, która będzie miała wpływ na życie wielu osób.

Jest to smutna historia o odchodzeniu i godzeniu się z życiowymi wyborami. Ann miała kilku mężów i każdego kochała na swój sposób, jednak to Harris odcisnął największe piętno na jej sercu. Ten z pozoru przelotny romans okazał się być ważniejszy niż wszystkie lata spędzone w małżeństwie.

Jestem zadowolona z przebytej lektury, ale nie obyło się bez zgrzytów. Po pierwsze: styl, w jakim napisana jest powieść momentami zniechęca do kontynuowania. Po części rozumiem zamiary autorki, która chciała pokazać, jak zachowuje się ludzki umysł, który powoli gaśnie - chaotyczne obrazy przesuwające się przed oczami, wydarzenia na pozór niepasujące do siebie. Dlaczego jednak musiała prowadzić akcję na dwóch stronach, nie stosując ani jednego przecinka i ani jednej kropki? Coś takiego czyta się strasznie, aż kipią oczy. Język, którym posługuje się Minot bywa szalenie piękny, ale również okropnie nużący, a ta dwoistość sprawia, iż treść trawi się z trudem. Po drugie: mnogość bohaterów i wydarzeń wprowadza chaos, który samemu ciężko ogarnąć.

Polecam tylko amatorom nostalgicznych książek, którzy są w stanie przymknąć oko na ułomności tej lektury.

OCENA: 3 / 6 

15 komentarzy:

  1. Nigdy nie słyszałam o tej książce, no ale cóż się dziwić, wydana w latach kiedy ja siedziałam w czytelni polonistycznej, zagłębiając się w "fascynującym" świecie gramatyki historycznej i raczej nie było mowy o lżejszych lekturach:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gramatyka historyczna brzmi "fascynująco", zdecydowanie! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka była tak ciężka, tak pogmatwana, że w ogóle ale to w ogóle mi się nie podobała. W przeciwieństwie do filmu. Piękny był!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również mam miłe wspomnienia po obejrzeniu ekranizacji - książka jest rzeczywiście pogmatwana.

      Usuń
  4. nie... raczej nie dla mnie
    ostatnio mam ochotę na lżejsze historie

    OdpowiedzUsuń
  5. cóż, próbę przedstawienia strumienia świadomości podjął już Joyce w "Ulissesie" - tam myśli Molly Bloom ciągną się bez interpunkcji i logiki dużo dłużej ;-)
    raczej nie przeczytam, bo nie moja tematyka. ale okładka jest cudowna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulisses jest nadal przede mną, ale już teraz wiem, że taka forma męczy moje oczy i mózg.

      Usuń
  6. Okładka tej książki faktycznie przywodzi na myśl coś tajemniczego lecz także przyjemnego, niczym letni wieczór pozbawiony wszelkich trosk. Jej opis jednak nie zachęcił mnie do przeczytania, mam tu na myśli fabułę, która niekoniecznie pokrywa się z moimi zainteresowaniami. Pozdrawiam i zapraszam do siebie na premierową recenzję „50 twarzy Greya”. Osoby zainteresowane tematyką czytelnictwa zapraszam serdecznie do obserwacji mojego bloga : http://speedofthoughts.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również jestem pod urokiem okładki (nie pierwszy raz sprowadziło mnie to na manowce), która poniekąd oddaje klimat samej książki.

      Usuń
  7. Jakże się cieszę,że mogłam myslami znów spotkać się z bohaterami tej powieści.Dziekuję za recenzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie :)

      Usuń
  8. Raczej nie sięgnę po tę pozycję

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam... trzeba mieć odpowiedni nastrój na tę książkę i nie nastawiać się na lekką literaturę. Ja zrobiłam błąd i najpierw obejrzałam film. Dlatego książka mnie ciut rozczarowała. Faktycznie miejscami ciężko się czytało, szczególnie te fragmenty bez znaków interpunkcyjnych, ale z drugiej strony Autorka świetnie poradziła sobie z tematem umierania.

    OdpowiedzUsuń
  10. Może... choć nie wiem...
    B=Nie mam teraz nastroju na takie ksiażki...

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam i też coś skrobnęłam. Po raz drugi spotkałam się z tym stylem u Marii Kuncewiczowej W Tristanie.Kuncewiczowa była jednak pierwsza , gdyż Tristan powstał znacznie wcześniej.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.