28 października 2012

"1Q84 tom 1" Haruki Murakami (#48)


TYTUŁ: 1Q84 tom 1
TYTUŁ ORYGINAŁU: 1Q84
AUTOR: Haruki Murakami
WYDAWNICTWO: Muza
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2010

LICZBA STRON: 479

Dwa księżyce na niebie to widok zadziwiający. Czy istnieje możliwość, że rok 1984 przekształcił się w 1Q84, świat równoległy, w którym na pozór wszystko wygląda normalnie, oprócz nocnego nieba?

Aomame to instruktorka sztuk walki, doskonała masażystka, morderczyni w dobrej wierze. Tengo to początkujący literat, walczący o swoją pozycję w świecie słowa pisanego. Kiedyś połączył ich przelotny uścisk dłoni, który dla każdego znaczył coś innego. Dzisiaj obydwoje są zagubieni w świecie, w którym przemoc zasłania słońce. Aomame morduje mężczyzn, którzy dopuszczają się przemocy wobec kobiet, a Tengo podejmuje się poprawienia (wręcz napisania od początku) powieści kilkunastoletniej debiutantki, która zadziwia swoim specyficznym sposobem mówienia i myślenia. Wszystko kumuluje się w Sakigake, gdzie za wysokimi murami funkcjonuje dziwna organizacja, początkowo komuna, później sekta.

Murakami w tym wydaniu nie powalił mnie na kolana. Rozumiem, że powinnam zapoznać się z dalszymi losami bohaterów, ale wcale nie spieszę się do tego. Świat stworzony przez autora (dwa księżyce, Little People) jest dla mnie nie do końca zrozumiały, mało tego, nie jestem pewna czy moja ciekawość została rozbudzona na tyle, żeby drążyć temat w przyszłości. Wszystko ma iście surrealistyczny wydźwięk, a podszyte zostało najpospolitszymi instynktami ludzkimi. Dużo tutaj seksu, napięć pomiędzy bohaterami, niespełnienia fizycznego i emocjonalnego, rozgoryczenia i zagubienia. Nie do końca rozumiem, jaki był zamysł autora, który bardzo często nawiązywał do uprawiania seksu, myślenia o seksie, rozmawiania o nim i snucia planów związanych z życiem intymnym. Czy to przypadkiem nie jest ten pieprzyk na policzku powieści, który przyciąga wzrok czytelników i mimo, że nie wypada się gapić, oczy wychodzą nam z orbit? Jak to jest?

Plusem powieści są niektóre wątki, jak chociażby specyficzna profesja Aomame, która skutecznie pozbywa się mężczyzn, za pomocą specjalnie skonstruowanego szpikulca. Ten temat mnie zafascynował, chociażby dlatego, że jestem kobietą i nienawidzę mężczyzn, którzy zamiast ust i mózgu, używają pięści i ciężkich butów, aby pokazać "kto tu rządzi". Przemoc wobec słabszych niezmiernie mnie porusza, nie godzę się na nią i chętnie wymierzyłabym sprawiedliwość własnymi rękami, gdybym miała tylko ciut większą odwagę. Aomame posiada ogromną determinację, która wynika z przeżyć osobistych i nie pozwala jej na strach czy wahanie; dłoń sięga do torebki i poszukuje narzędzia zbrodni, a palce głaszczą kark mężczyzny w poszukiwaniu tego idealnego punktu, którym po wbiciu szpikulca, ulatuje dusza.

Mniej podobał mi się wątek Tengo, który porwał się na poprawianie powieści siedemnastoletniej Fukaeri. Moim zdaniem to temat rozbuchany do ogromnych rozmiarów, który strawił płomieniem znacznie ciekawszą historię Aomame. Całość wypada średnio, nie zachwycił mnie język powieści, nie zachwyciły mnie kreacje bohaterów. Nie rozumiem fenomenu tej powieści, ale wierzę, że rzesze fanów Aomame i Tengo znaleźli w tej historii więcej wartościowych aspektów, niż ja. 
   
Ocena: 3 / 6


Książka przeczytana w ramach wyzwania  "Z literą w tle" (w tym miesiącu "M").

29 komentarzy:

  1. Haruki Murakami - dość głosno o tym autorze ostatnio ale mnie nie ciągnie do jego książek. Moze kiedyś się przekonam ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa, jakie będą Twoje wrażenia po lekturze :)

      Usuń
  2. Murakami to nie moja bajka, nie lubię książek, w których czysty seks jakby wybija się i jest obsesyjnie traktowany, chociaż mam pełną świadomość, że w rzeczywistości tak nie bywa ,jednak wolę gdy sprawy intymne są prowadzone na kartach książki delikatnie z wyczuciem smaku.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę szczerze - dla mnie seks również nie jest wabikiem, ale czasami ma swoje uzasadnienie. Tutaj było go za dużo, według mnie - całkiem niepotrzebnie.

      Usuń
  3. Bardzo byłam ciekawa Twojej recenzji tej książki. Widzę, że nie tylko mnie Murakami nie ujął tą powieścią. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uf! Cieszę się, że nie jestem osamotniona w swojej opinii :)

      Usuń
  4. Szczerze mówiąc Murakami mnie trochę przeraża. Ale może to kwestia tej jego nagłej popularności. Kiedyś pewnie jakąś jego książkę przeczytam, ale jeszcze nie teraz :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko sięgam po popularnych autorów (wyjątkiem jest Schmitt). Czasami mam wrażenie, że sukces kryjący się pod wieloma nazwiskami to efekt dobrej kampanii reklamowej.

      Usuń
  5. Nie jestem zbyt wielką fanka Murakamiego - czytałam parę jego powieści, z których najbardziej podobało mi się "Norwegian Wood", czyli jak miłośnicy jego twórczości piszą, najmniej charakterystyczna jego powieść. Niemniej jednak byłam ciekawa tej nowej trylogii. Może kiedyś po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Norwegian Wood czeka w kolejce na półce, cieszę się, że masz dobre zdanie o tej książce, gdyż boję się sięgać po inne powieści tego autora :)

      Usuń
  6. Do tej powieści zabieram się już od pewnego czasu i zawsze mi coś w tym przeszkadza. Do tej pory miałam okazję czytać opowiadania autora i bardzo mi się podobały. Ciekawa jestem jak odbiorę "1Q84"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również jestem ciekawa Twojej opinii - koniecznie daj znać, gdy przeczytasz 1Q84 :)

      Usuń
  7. Haruki Murakami to jeden z tych pisarzy, o których wiele czytałam (przeważnie pozytywne opinie), ale im dłużej o nim myślę, tym bardziej jestem przekonana, że jednak nic mnie do niego nie ciągnie. Raczej się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie przyciągnęły pozytywne opinie - to kolejny dowód, że bestseller nie jest dla mnie the best book ;)

      Usuń
  8. Przeczytałam wszystkie tomy "1Q84" i na tym póki co skończyła się moja literacka przygoda z Murakamim. Nie mogę wprost napisać, że mi się te powieści niezmiernie podobały, bo sama nie wiem, co o nich myśleć. Chwilami miałam ochotę rzucić książką o ścianę, tak mnie denerwowała, ale z drugiej strony nie mogłam się oderwać. Akurat pierwszy tom bardzo mnie zainteresował, rozbudził wyobraźnię, nakręcił strasznie, bo lubię takie tajemnicze klimaty, drugi też był ok, ale trzeci... byłam wściekła po skończeniu, strasznie rozczarowana i czułam się wręcz oszukana. Niemniej jednak, uważam, że obok tego zestawu nie można przejść obojętnie, wywołuje skrajne emocje, a to już coś. Ale się rozpisałam... ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może przyczyna swoistej frustracji leży w przyzwyczajeniu do zamkniętej historii, rozwiązanej, opowiedzianej od A do Z? Tymczasem powieści Murakamiego są jak wycinek z życia: historia bohaterów zaczyna się, zanim przeczytamy pierwsze zdanie, i toczy dalej po tym, jak już my zamkniemy książkę.

      Usuń
    2. Tita - nie pocieszyłaś mnie, teraz będę odwlekać w nieskończoność czytanie kolejnych tomów ;)

      litera - przecież większość książek nie zaczyna się od narodzin bohaterów, a nie kończy na ich śmierci, także Murakami w tej kwestii nie jest oryginalny ;)

      Usuń
    3. również przeczytałam całą trylogię. i tak jak Tita, z niemożliwych do opisania przyczyn, od książek oderwać się nie mogłam, choć jak zauważyłyście nie powalają. jednakże muszę zgodzić się z Literą. nie chodzi o to, że książka ma zaczynać i kończyć wraz z przemijaniem zycia bohatera. chodzi raczej o to że jesteśmy tu i teraz bez szerszego kontekstu, a książka kończy się jak w połowie urwane zdanie. zakończył się jeden dzień ale nie mamy pojęcia jak będzie wyglądać następny, nie a nawet cienia sugestii jak całą historia się zakończyła ;)

      Usuń
  9. Dużo ostatnio czytuję recenzji dotyczących książek tego autora. Sama jednak nie miałam z nim póki co styczności. I muszę przyznać, że na dzień dzisiejszy niespecjalnie ciągnie mnie do tego, aby ten stan w jakiś sposób zmieniać.

    Przy okazji chciałabym zaprosić na trwający u mnie konkurs, który znajdziesz pod adresem: http://magicznyswiatksiazek.blogspot.com/2012/10/cos-czego-dawno-u-mnie-nie-byo-uwaga.html

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dużo czytam o Murakamim, ale coraz mniejszą ochotę mam na inne dzieła Murakamiego ;)

      Usuń
  10. Do tej pory czytałam raczej pozytywne recenzje jego książek. Sama nie wiem. Być może skuszę się ale nie będę się spieszyć zbytnio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również czytałam tylko pozytywne opinie - jak widać, każdy jest inny i odbiera inaczej opowiedzianą historię :)

      Usuń
  11. Swego czasu byłam zafascynowana Murakamim i przeczytałam kilka jego powieści, które przeważnie mi się podobały. Ta seria jest na mojej liście od dawna, ale nie wiem, kiedy znajdę na nią czas... Ciekawa jestem, czy też tak letnio ją odbiorę, jak Ty. Dam znać...kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie poznam Twoją opinię - koniecznie daj znać, gdy zagłębisz świat 1Q84 :)

      Usuń
  12. czytałam jedną ksiązke Murakamiego- Sputnik Sweetheart i tak sobie mi się podobała, w planach mam jeszcze Norwegian Wood i 1Q84, może tym razem autor mnie bardziej zachwyci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również mam w planach Norwegian Wood - poza tym dokończę czytać trylogię, gdyż nie porzucam zaczętych historii :)

      Usuń
  13. Autora znam jedynie ze słyszenia, ale mam zamiar przeczytać jedną z jego książek, jednak po Twojej recenzji wybiorę chyba coś innego :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety muszę zgodzić się z każdym słowem tej recenzji. Murakami w formie, którą pokazał w trylogii "1Q84" i do mnie nie przemawia. Przeczytałam całość. Jeżeli nie przypadła Ci do gustu już pierwsza część, nie wiem czy sens ma sięganie po resztę. O ile np. "Kronika ptaka nakręcacza" podobała mi się bardzo, tak już ta książka wzbudza bardzo mieszane uczucia.

    OdpowiedzUsuń
  15. a ja jestem już po 3 tomie, dla mnie jest to jedna z lepszych książek o miłości. Dopiero całość daje poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu i każde zdanie ma swoje odpowiednio nakreślone zadanie. Murakamiego się albo kocha albo nie. |Ja kocham go miłością wielką, nikt tak jak on z prostego surowego zdania, nawet naturalistycznego nie potrafi przekazać tylu obrazów uczuć i emocji. Pozdrawiam Cię serdecznie choć z Twoją opinią nie zgadzam się wcale. Dzisiaj wieczorem u mnie Murakami i w głowie ( czytam właśnie zniknięcie słonia) i na blogu subiektywna opinia o trylogii.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.