11 października 2012

"Dziś wolałabym siebie nie spotkać" Herta Müller (#41)



TYTUŁ: Dziś wolałabym siebie nie spotkać
TYTUŁ ORYGINAŁU: Heute war ich mir lieber nicht begegnet
AUTOR: Herta Müller
WYDAWNICTWO: Czarne
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Wołowiec 2009

LICZBA STRON: 199

Müller jest przebiegła, wciąga czytelnika w trudną historię, okalając pięknym językiem (poezją wręcz) duchotę dnia codziennego, oblepiając tramwaje kwiatami, ułaskawiając wybryki niegrzecznych dzieci, wyostrzając uśpione zmysły. Język, jakim posługuje się noblistka to literackie mistrzostwo, kres czytelniczych poszukiwań, a mimo wszystko coś rozdrapuje umysł, przez co nie jestem w stanie unieść Muller pod niebiosa, coś każe mi trzymać ręce przy sobie.

Historia rozpoczyna się słowami: "Zostałam wezwana. Czwartek, punkt dziesiąta." * Ale gdzie i po co? Kobieta musi stawić się na przesłuchaniu w budynku Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego (inna nazwa to: Securitate), gdyż pozwoliła sobie na chwilę słabości, która uczyniła z niej wroga politycznego komunistycznej Rumunii. Będąc pracownicą zakładu szwalniczego, wpadła na pomysł, aby w kieszeniach spodni, które miały zostać wysłane do Włoch, zaszyć swoje dane - w ten oto sposób chciała zdobyć męża, który pomógłby jej wydostać się z kraju. Ktoś znalazł jej kartki, a szef - odrzucony kochanek, wykorzystał sytuację, aby zwolnić ją i pogrążyć w oczach państwa. Kobieta podczas podróży tramwajem wraca do przeszłości, rozpamiętuje swoje byłe małżeństwo, śmierć przyjaciółki, nieudane romanse, rodzinne problemy, a również zastanawia się nad swoim aktualnym związkiem i przyszłością w kraju, w którym każdy podejrzewany jest o szpiegostwo.


Müller snuje opowieść, które posiada wszelkie znamiona autobiografii. Autorka urodziła się w Rumunii, a niemieckie korzenie przysporzyły jej wielu kłopotów z Securitate. Liczne trudności, które napotkała w związku z wyjazdem do RFN (tutaj historia z kartkami wszytymi w kieszenie nabiera symbolicznego znaczenia), zakorzeniły się w niej w postaci niechcianych wspomnień.

Spotkałam się z opinią, że proza
Müller jest podobna do twórczości Jelinek - moim zdaniem to bzdura. Jelinek wypluwa słowa, które czasami nie mają ze sobą żadnego związku, nie uznaje dialogów pomiędzy bohaterami, snuje rozważania, jakby ogarnięta narkotycznym rauszem. Müller można czytać, wręcz trzeba czytać, jest się w stanie żyć razem z historią. Mimo bogatego (czasami wręcz jątrzącego się barwami) języka, który brzmi niczym poezja, jest w tym wszystkim logika, każdy skrawek przydatny do osiągnięcia harmonii. Podczas gdy Jelinek była mi kulą u nogi, Muller jest jedynie cienkim sznurkiem kajdanek.

To nie jest kolejna, nijaka historia - to mocna, czasami wstrząsająca literatura, która pobudza i otwiera  nowe horyzonty. 

* s. 5 


Ocena: 5 / 6


Książka przeczytana w ramach wyzwania  "Z literą w tle" (w tym miesiącu "M").
 

30 komentarzy:

  1. Nie znam pisarki . No i widzę kolejna eMka , rewelacja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie poradzę, gdyby nie to wyzwanie, szybko nie sięgnęłabym po tę autorkę, co byłoby ogromnym marnotrawstwem :)

      Usuń
  2. O tak, zgadzam się z Tobą w pełni, Muller to 'artystka słowa', niezwykła do tego. Sama jak dotąd czytałam tylko jej "Huśtawkę oddechu", ale już ona pozwoliła mi docenić autorkę do tego stopnia, że wiem, że przeczytam każdą, dosłownie każdą jej książkę. Czarodziejka. A właśnie, czytałaś "Huśtawkę oddechu"? Jeśli nie, polecam jako następną w kolejce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, to było moje pierwsze spotkanie z Muller - cieszę się, że inne książki mają dobre opinie, na pewno sięgnę po "Huśtawkę oddechu" :)

      Usuń
  3. Historia wydaje się ciekawa :-)
    Czytałam tylko jedną książkę Herty Muller - "Sercątko". Nie czułam się po lekturze do końca przekonana. Język powieści rzeczywiście jest wyjątkowy, bardzo poetycki, niecodzienny - ale skłamałabym, gdybym napisała, że sprawił, że tę krótką powieść dobrze mi się czytało. Wręcz przeciwnie - lektura była w sumie dość trudna. To oczywiście nie jest nic złego, nie boję się literackich wyzwań. Ale klimat "Sercątka" mnie po prostu nie zachwycił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może warto, abyś dała szansę "Dziś wolałabym siebie nie spotkać"? Istnieje możliwość, że ta powieść przypadnie Ci do gustu i przekonasz się do tej autorki :)

      Usuń
  4. Dzięki Tobie zaczynam bardziej doceniać to wyzwanie :)

    Do książki Muller przekonuje mnie mistrzowski język, o którym piszesz. Bardzo chciałabym go poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, serdecznie Ci polecam - czyta się, jak książkę, ale w głowie latają motyle, jakby przed oczami leżał wiersz :)

      Usuń
  5. Muszę powiedzieć, że zainteresowałaś mnie jeżeli chodzi o tą książkę. Dopiszę ją sobie do listy "chcę przeczytać" mam nadzieję, że ją kiedyś znajdę i dam radę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój egzemplarz pochodzie z biblioteki - warto rozejrzeć się w antykwariacie lub na Allegro :)

      Usuń
  6. Nie znam autorki, ale skoro mówisz, ze to ambitna literatura, to chętnie przekonam się o tym na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Muller wstrząsa i Jelinek wstrząsa. I to jedyne podobieństwa. Każda jest dobra, każda pisze mocne i poruszające teksty, ale to jednak zupełnie inna literatura. Przez Jelinek mi trudniej przebrnąć. Słowem operuje mistrzowsko, ale historie które opisuje są dla mnie zbyt ciężkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jestem w stanie czytać Jelinek, mam umysłowe opory, dosłownie - mózg zwalnia, oczy łzawią, coś strasznego.

      Usuń
  8. Czytałam "Sercątko". Książka nie jest łatwa, ani lekka, ale mi się podobała. Przede wszystkim dzięki poetyckiemu językowi. Najlepiej wyrobić sobie własne zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Sercątko" chętnie przeczytam, chciałabym sprawdzić, czy podoba mi się proza Muller w ogóle, czy tylko w przypadku "Dziś wolałabym siebie nie spotkać".

      Usuń
  9. Nie znam, ale myślę, że przeczytałabym ją ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajny tytuł. Przyciąga uwagę i zastanawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł bardzo fascynujący - okładka również, jest taka niepokojąca.

      Usuń
  11. Oj przeczytałabym tę książkę, przeczytała. Herta Muller kusi mnie już od jakiegoś czasu i chyba muszę jej w końcu ulec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Ci serdecznie- sama będę poszukiwać innych jej powieści, gdyż jestem zachwycona :)

      Usuń
  12. Już dawno chciałam poznać prozę Muller, ale jakoś nie było okazji. Co do Jelinek mam inne zdanie - mnie jej język odpowiada, jednak jestem w stanie zrozumieć, że nie każdemu musi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, mam takie samo zdanie :) Spotkałam się z wieloma osobami, które chwaliły Jelinek - myślę, że to kwestia indywidualnych upodobań, jakiejś odmiennej wrażliwości :)

      Usuń
  13. Mimo iż jestem germanistką do tej pory nie udało mi się poznać twórczości tej autorki, ale słyszałam o niej wiele dobrego. Mam nadzieję wkrótce się przekonać jak ma się jej twórczość do Jelinek, której właśnie "Sztukę protestu" czytam. Mam przeczucie, że Herta bardziej przypadnie mi do gustu... Pozdrawiam ciepło! PS Bardzo mi się Twój blog podoba, zawsze chętnie czytam Twoje recenzje :)) Serio - bez wazeliny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, bardzo mi miło, cieszę się przeogromnie, dziękuję Ci bardzo za ciepłe słowa :) Powodzenia w czytaniu Jelinek, czekam na Twoją opinię :)

      Usuń
  14. Wciąż brakuje mi czasu na czytanie książek z tego wyzwania, a Ty lecisz jak burza!
    Zapisuję na listę, bo choć książki historyczne mnie nie interesują (tym bardziej wyzwanie jest dla mnie, w końcu muszę polubić ten gatunek!), ta wydaje się być ciekawa. ;)

    A "Pamiętne lato" polecam! Czytałam tylko tą oraz "Gorzką czekoladę" i obie mają u mnie najwyższą notę. Po każdą następną będę sięgała z dużą rezerwą! Zawsze trafiają się lepsze i gorsze... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opętało mnie to wyzwanie, cóż zrobić :)

      Usuń
  15. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Herty Müller, ale to, że otrzymała nagrodę Nobla jest wystarczającym powodem, aby sięgnąć po jej powieść... No i ten mistrzowski język!

    OdpowiedzUsuń
  16. Przyznam się, że wcześniej nie znałam tej pisarki. Twoja recenzja mnie zachęciła do sięgnięcia po tę książkę. Poza tym podoba mi się okładka.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie czytałam książek tej autorki. Teraz mam na nie ochotę.

    Muszę przyznać, że kiedy wchodzę na twój blog i przeglądam książki jakie przeczytałaś jestem pod wielkim wrażeniem. Mam przeczucie, że wybierasz tylko propozycję naprawdę godne uwagi.. nie takie jak ja .. (uznajmy to często banialuki dla młodzieży) ale twórczość która coś wnosi do życia. Obym i ja kiedyś zaczęła ..odnajdywać takie powieści .

    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.