5 października 2012

"Skrzydła nad Delft" Aubrey Flegg (#37)


TYTUŁ: Skrzydła nad Delft
TYTUŁ ORYGINALNY: Wings over Delft
AUTOR: Aubrey Flegg
WYDAWNICTWO: Esprit
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2012

LICZBA STRON: 251

Ultramaryna. Farba tajemnicza. Dalekiej ojczyzny jej strzegły lute jednorożce, smoki skrzydlate, krwiożerce bazyliszki, dziwy, troglodyty o psich głowach, jednym rogu, jednej nodze, z oczyma na grzbiecie, potwory trujące wszystko swoim tchem zabójczym. *

W pracowni Mistrza Haitinka słychać chrzęst lapis lazuli, ucieranego w moździerzu. Każdy ruch musi być wyważony, aby nie zmielić kamienia na drobny mak. Mistrz jest nerwowy i wymagający, o czym szybko przekonuje się Louise, córka projektanta porcelany, która w pracowni wypełnionej po brzegi rekwizytami, spędza wiele popołudni pozując do portretu. Dziewczyna obserwuje krzątaninę Pietera, który niczym alchemik wydobywa z kamieni błyszczące barwy, prześlizgające się z pędzli prosto na płótno. Pomiędzy bogatą panną, a biednym pomocnikiem rodzi się uczucie, które przysporzy im wielu zmartwień. Louise jest obiektem westchnień zamożnego DeVriesa, który nie cofnie się przed niczym, aby złapać ją w swoje sidła. Dziewczyna musi wysoko unosić spódnicę, gdy własna niańka rzuca jej kłody pod nogi (starsza kobieta nie pochwala wyznania Pietera i jego niskiej pozycji społecznej). Miliony niedomówień i plotek ogłupiają Louise, która wiedziona strachem, podejmuje nierozważną decyzję.
 
Opowieść strojna, ale...nie wniosła nic odkrywczego. Wykłady z historii koloru czy technik sztuk plastycznych należy zaliczyć już na pierwszym semestrze studiów, dlatego też bez emocji śledziłam kolejne kroki pozyskiwania pigmentów, wyznaczania perspektywy, ustawiania modela, dobierania symbolicznych artefaktów, nad którymi toczone są zażarte dyskusje podczas spotkań w pracowni ikonografii. Nie chcę tutaj pysznić się nadto, każdy posiada inną wiedzę, ja akurat  znam się odrobinę na malarstwie, ciapkę na rzeźbie, ciut na architekturze i uważam, że Pan Flegg mógł wykrzesać z siebie odrobinę większy entuzjazm.
  Zazwyczaj jestem uległa i pozwalam się porwać każdej czytanej książce, ale tutaj nikt nawet nie miał zamiaru odrywać mnie od rzeczywistości. Spędziłam miłe chwile, szata graficzna pieściła oczy, a zakończenie poruszyło wargami i lekko je rozwarło, przez co powietrze wpadało prosto do gardła. Byłam w tym magia,  ale zdecydowanie lepiej odnalazłam się w czytanej kilka lat temu "Tulipanowej gorączce" D. Moggach, gdzie klimat wilgotnej Holandii było czuć poprzez kartki, dosłownie pachnących mieszanką kwiatów i ryb.

* T. Seweryn, Malarskie techniki monumentalne, Przemysł, rzemiosło, sztuka. R. 2, nr. 4, Kraków 1922, s. 1.

OCENA: 2 / 6

 Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Marcie, autorce bloga JULIA ORZECH. 

28 komentarzy:

  1. Bardzo chciałam przeczytać tę książkę, jednak teraz mój entuzjazm nieco osłabł. Nadal planuję po nią sięgnąć, jednak w trochę dalszej przyszłości. Rozejrzę się za to za wspomnianą przez Ciebie "Tulipanową gorączką". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tulipanowa gorączka" jest moim zdaniem o wiele ciekawszą lekturą :)

      Usuń
  2. Całkiem sporo pisano o tej książce na blogach. Nawet mnie zainteresowała, całkiem lubię takie historie, ale jakoś bardzo się na nią nie nastawiam. Przeczytam, jeśli mi wpadnie w ręce :)

    No i bardzo podoba mi się przytoczony przez Ciebie cytat, z ultramaryną, moim nickiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę, rzeczywiście trafiłam z cytatem :) Ja również miałam ochotę na tę książkę - spodziewałam się czegoś lepszego, ale tragicznie nie było :)

      Usuń
  3. Bardzo chciałam przeczytać tę książkę, ale teraz nie będę jej szukać na siłę. Zobaczymy, może przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zniechęcam, po prostu mam osobisty stosunek do książek, w których sztuka odgrywa ważną rolę :)

      Usuń
  4. Czytałam ją z dobre trzy miesiące tematu i bardzo mi się podobała. Nie było w niej tej ckliwości, jeżeli chodzi o rodzące się uczucie dwojga ludzi, którzy według panujących tam norm, jest niedopuszczalne! No a gdzie tam, wysoko postawiona panna z zwykłym pomocnikiem. A gdzie tam! A fe! A fe! Przecież to niedorzeczne! A tak na poważnie, to może i rzeczywiście nie było zgłębiania się w tajniki malarstwa, ale w końcu nie o tym była ta powieść. Te informacje miały tylko lekko przybliżyć nam tamten kraj. A zakończenie, ah! Wciąż mam je w pamięci. Co jak co, ale aż jestem ciekawa, co takiego kryje się w kolejnych dwóch częściach trylogii. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem o jakim rodzaju ckliwości piszesz, ale mi brakowało ciekawych opisów dotyczących zażyłości pomiędzy bohaterami. Ich uczucie było potraktowane bardzo...sucho. Nie przepadam za achami i ochami, ale to było zbyt płaskie.

      Usuń
    2. Dopiero pod koniec utworu zaczęli być sobie bliżsi. Nie zapominajmy, że powstała trylogia, więc akcja może dopiero w drugiej części się rozkręcić.
      Pytałam Panią z Wydawnictwa Esprit, czy wydadzą drugą część. Odpowiedziała, że póki co na to się nie zanosi. A szkoda, bo mogło być ciekawie. ;)

      Usuń
  5. I ja książkę czytałam i bardzo miło wspominam spędzony z nią czas.

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurcze... a to mnie teraz zaskoczyłaś. A myślałam, że to super hiper wspaniała książka i się do niej śliniłam od jakiegoś czasu, a tu raczej przeciętnie wyszło... eeeh :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak myślałam, to też poprosiłam Martę o paczkę pożyczkową, abym mogła przekonać się o wartości tej książki. Nie żałuję czasu spędzonego na czytaniu, ale czegoś tu brakowało.

      Usuń
  7. Poluję na nią i teraz nie wiem, co o niej sądzić, bo zawsze spotykałam się z pochlebnymi opiniami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to przekonać się samemu, mimo wszystko polecam sięgnąć po tę książkę :)

      Usuń
  8. A do tej pory czytałam same zachwyty. Sama mam ochotę na tą książkę, choć trochę się boje czy się nie rozczaruje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady :) Przecież nie napisałam, że książka jest zła. Po prostu nie porwała mnie i zaciekawiła na tyle, żeby chwalić ją na prawo i lewo. Warto samemu się przekonać, jakąś wartość ma ta powieść :)

      Usuń
  9. Od dawna mam na nią ochotę. W bibliotece jednak jeszcze nie mają :/ A nie zawsze ma się wolne środki na zakup nowych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból, jedyne co mogę doradzić, to cierpliwość :)

      Usuń
  10. a mnie jakoś zupełnie ni ciągnie do tej historii, także raczej nie będę się rozglądać za tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie się ta historia niezmiennie kojarzy z filmem "Dziewczyna z perłą" w reżyserii Petera Webbera. Film był cudowny! Nie wiem, czy książka wytrzymałaby porównanie, ale mimo wszystko chciałabym ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z poprzedniczką. Też mnie nie ciągnie do tej książki, To nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam już niejedną recenzję tej książki i żadna z nich nie karciła zanadto, ale nie było w nich również zachwytu. Okładka przyciąga wzrok, ale treść nie wzbudza mojego zainteresowania, więc i ja za tę pozycję podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wnętrze nie jest najgorsze, ale okładka przepiękna (oprawa graficzna zasługuje na 10 :)

      Usuń
  14. Mimo, że początkowo, gdy był szał na tę książkę, byłam bardzo entuzjastycznie do niej nastawiona, na chwilę obecną mój entuzjazm troszeczkę ostygł, ale książkę cały czas mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo chcę przeczytać tę książkę. Po pierwsze jest śliczna wizualnie, poza tym nęci mnie ta sztuka.

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytałam już o tej książce na blogach swego czasu. Jak znajdę ją w tańszej cenie to z chęcią zajrzę. Ciekawa recenzja, intryguje i zachęca do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  17. A wiesz, że spodziewałam się raczej odwrotnej reakcji. To znaczy, myślałam, że nie spodoba ci się "Upalne lato Marianny", a "Skrzydła nad Delft" wręcz przeciwnie. A tu taka niespodzianka:):):) Faktycznie nie pomyślałam, że to co dla mnie w tej książce nowe i odkrywcze, dla Ciebie jest podstawą, którą już dawni przyswoiłaś:) A ja się czułam jak Krzysztof Kolumb:):)
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.