15 października 2012

"Smak szczęścia" Santa Montefiore (#43)


TYTUŁ: Smak szczęścia
TYTUŁ ORYGINAŁU: The perfect happiness
AUTOR: Santa Montefiore
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011

LICZBA STRON: 390

Jesienne wieczory, które napawają niepokojem (szum drzew poruszanych przez wiatr, stukot kropel deszczu uderzających o parapet) najlepiej spędzać na przyjemnej lekturze. Rzadko sięgam po typowe powieści kobiece z wątkiem romantycznym, który stanowi fundament całej historii, ale skuszona pozytywnymi opiniami na temat twórczości Montefiore, postanowiłam zatracić się w świecie wykreowanym przez tę autorkę. Nie liczyłam, że w trakcie czytania objawią mi się życiowe prawdy rodem z powieści Schmitta czy chociażby Pamuka, ale to, co otrzymałam ostatecznie, zakrawa na żart.

Montefiore snuje opowieść, w której czterdziestoletnia pisarka książek fantastycznych dla młodzieży i dzieci, poznaje przystojnego mężczyznę z którym wdaje się w romans. Angelica - tak, tak, to nasza główna bohaterka - to kobieta nieszczęśliwa, nie potrafiąca docenić swojego męża, swoich przyjaciółek, swojego życia. Gdy poznaje Jacka, nagle budzi się w niej młodość,  wznieca się iskra, która niestety zapala lont...

Nie jestem w stanie zrozumieć toku myślenia autorki. Przede wszystkim kobiety ukazane w tej historii były: nadwyraz próżne, małostkowe i interesowne, lub: wyzwolone, wręcz dzieci-kwiaty. Okropnie przeszkadzało mi przytaczanie nazw marek ubrań i akcesoriów, które miały na sobie bohaterki - gdy czytałam o Guccim, Armanim itd itp (nie sposób wymienić tych wszystkich nazw) to ogarniała mnie totalna pustka. Jak mam wyobrazić sobie, jak wygląda sukienka tylko po wszytej metce? Słowo "birkinka" pojawiało się kilkukrotnie, a ja, jako zwykły człowiek, zjadacz chleba powszedniego, nie mam pojęcia co to jest Hermes, model Birkin, bo i co mi po tym? Bohaterowie prześcigają się w znajdywaniu luksusowych lokali, sal gimnastycznych, ośrodków odnowy biologiczej czy nawet świeczek zapachowych. Coż za snobizm, cóż za szyk. To wszystko jest tak płytkie, że momentami mam ochotę uderzyć głową o ścianę, a na usta cisną się słowa: nie zniosę tego dłużej.

Kolejnym mankamentem jest sama historia, a raczej uczucie rodzące się pomiędzy bohaterami. Kobieta, matka dwójki dzieci, posiadaczka dobrego męża, zakochuje się, jak nastolatka w mężczyźnie, gdyż żyje w przekonaniu, iż musi sobie coś wynagrodzić. Teraz pytam, co? Nie pojmuję tej nabrzmiałej desperacji, z jaką Angelica zakochuje się w obcym mężczyźnie, zaledwie po wymianie kilku maili i smsów. Montefiore stworzyła płytkich bohaterów, nieprawdopodnie naiwną historię, którą ratują jedynie ciekawe cytaty umieszczone na wstępie kolejnych rozdziałów, ot choćby:
Jeśli chcesz trafnie przewidzieć przyszłość, wymyśl ją. *

Nie chcę skazywać na banicję Pani Montefiore, gdyż nigdy tego nie robię, po przeczytaniu tylko jednej powieści danego autora. Jestem pełna wiary, że w jej umyśle zrodziły się lepsze historie, niż "Smak szczęścia". W tym wypadku liczyłam na lekką, pocieszającą i ciepłą lekturę, która odciągnie mój umysł od niebezpiecznej przepaści przygnębienia, a tak naprawdę kopnęła mnie w tyłek i krzyknęła: leć.

* s. 317

Ocena: 1 / 6


Książka przeczytana w ramach wyzwania  "Z literą w tle" (w tym miesiącu "M").

16 komentarzy:

  1. Książek tej Pani jeszcze nie czytałam.Teraz wiem,że na pewno nie zacznę czytać od tej powieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja popełniłam błąd i zaczęłam od powieści, który nie cieszy się bardzo dobrą opinią (oczywiście, dopiero po przeczytaniu pofatygowałam się, żeby poczytać recenzje innych). Następnym razem, lepiej przygotuję się do lektury :)

      Usuń
  2. Nic nie czytałam, co wyszło spod jej pióra, ale widzę, że akurat ta książka nie trafi w mój gust...

    Ale ostatnio szalejesz w recenzjami! Co wchodzę, to nowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czytałam jedną powieść Santa Montefiore, nie była taka zła. Ale ogólnie to staram się nie sięgać po tego typu literaturę - nawet jeśli jakaś książka zbierze pozytywne opinie, to i tak jest duża szansa, że mi się nie spodoba. Najbardziej drażni mnie przewidywalność akcji - po paru stronach można już z grubsza dopisać kolejnych 300...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest bardzo przewidywalna - przyjaciółka bohaterki zaszła w ciążę z mężczyzną, o którym nie chciała nic powiedzieć, w połowie książki można było domyśleć się, kim jest ojciec dziecka i kiedy czytałam "zaskakujące" zakończenie, to śmiać mi się chciało ;)

      Usuń
  4. Fabuła raczej nie w moim guście, ale faktycznie o Montefiore czytałam pozytywne recenzje. Teraz na pewno zastanowię sie dwa razy zanim zacznę czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że warto dać jej jeszcze jedną szansę - być może to moja wina, że źle odebrałam tą opowieść, gdyż nie znoszę nowobogackiego blichtru ;)

      Usuń
  5. Nie, nie zdecydowanie nie. Po tej recenzji czyje że absolutnie bym się nie znalazła w tej książce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie wiadomo, może Tobie bardziej się spodoba :)

      Usuń
  6. Ja bardzo lubię jesienne wieczory, właśnie dlatego, że deszcz i szarość za oknem + miękki fotel, ciepły koc i świetna książka tworzą świetną atmosferę :) Dużo większym przygnębieniem napawają mnie jesienne dni, kiedy nie bardzo da się wyjść na spacer z synkiem i musimy się kisić w domu.

    Książka zdecydowanie nie dla mnie, chyba mam alergię na romanse ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam jesień w ogóle, ale czasami dopada mnie podły nastrój, ogarnia nostalgia i potrzebuję pocieszenia - nie znalazłam go w tej książce :(

      Usuń
  7. Oj... Ne przypadłą Ci Montefiore do gustu...Przyznam że tej książki nie czytałam. Ale autorkę uwielbiam za takie liryczno- sentymentalne przedstawianie miłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przypadła mi ta konkretna książka, autorce z pewnością dam jeszcze jedną szansę :)

      Usuń
  8. Kiedyś przeczytam, bo mam ją w zasięgu dłoni. Najlepsza chyba jest "Włoskie zaręczyny", tam matka straciła syna , a turyście objawia się jego duch. W tek w , której ja czytałam ostatnio marki też występują, ale po to by pokazać kontrast między prostodusznymi ludźmi ze wsi a zepsutą i rozpieszczoną socjetą z Londynu.

    OdpowiedzUsuń
  9. O matko, dobrze, że sobie nie kupiłam tej książki... a miałam okazję.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.