6 grudnia 2012

"Doula" Bridget Boland (#66)


TYTUŁ: Doula
TYTUŁ ORYGINALNY: The Doula
AUTOR: Bridget Boland
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2012

LICZBA STRON: 520

Carolyn to doula, "niewolnica", pomoc emocjonalna, który trzyma kobietę za rękę podczas porodu. Ten zawód wybrała sobie z wielu powodów, przede wszystkim, aby zapomnieć o śmierci. Jako córka właścicieli domu pogrzebowego, za wszelką ceną pragnęła wyprzeć ze świadomości ponure myśli dotyczące odchodzenia. Ponadto śmierć młodszego brata i poronienie matki, którego była świadkiem, wywołały chęć uczestnictwa w cudzym szczęściu i pomagania noworodkom. Wszystko obtoczone jest w cukrze pudrze i nic nie zapowiada kolejnej tragedii, której świadkiem ma być Carolyn...

Cała książka utrzymana jest w specyficznym klimacie, miałam wręcz wrażenie, że autorka jest niezwykle uduchowioną osobą. Mamy tutaj wiele odniesień do obrzędów indiańskich, buddyzmu, działania księżyca w różnych fazach, a także informacje dotyczące uprawiania jogi czy kontroli oddechu. Oczywiście w książce traktującej o macierzyństwie, nie mogło obyć się bez opisu porodu. Momentami miałam wrażenie, jakbym stała gdzieś z boku i uczestniczyła w tym wydarzeniu. Relacja głównej bohaterki brzmiała bardzo realistycznie, ale bez drastycznych odniesień do kobiecej fizjonomii. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy związanych z ciążą i samym porodem.  Przede wszystkim jest to apel do kobiet, aby zastanowiły się nad własnym ciałem i rozważyły poród naturalny, dzięki któremu będą mogły mocniej przeżyć pierwsze spotkanie z własnym dzieckiem.

Jest to również pytanie, jak mocno zmieniło się postrzeganie ciężarnej kobiety we współczesnym świecie. Jak doszło do tego, że wykonuje się cesarskie cięcia na żądanie i naciąga skórę brzucha, aby zamaskować przebytą ciążę? Czemu mimo nabrzmiałych od mleka piersi, kobiety decydują się karmić butelką? Warto również zastanowić się nad potrzebą rodzenia w szpitalu. Z jednej strony jest to na pewno bezpieczny sposób, gdyż mamy do dyspozycji profesjonalny sprzęt i opiekę lekarską, a z drugiej strony...Czy nie lepiej przywitać dziecko w przyjemniejszej scenerii? W cieple własnego domu, gdzie wszystko wokół napawa spokojem?
Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o wewnętrznych rozterkach, które rozdzierały serce Carolyn. Tragiczne wydarzenia z dzieciństwa, odrzucenie przez matkę i obojętność ojca miały ogromny wpływ na dorosłe życie głównej bohaterki. Nie rozumiem, jak można obarczać odpowiedzialnością dwunastoletnie dziecko i oczekiwać od niego jakichkolwiek aktów odwagi? Matka Cary wywołuje poronienie i prosi córkę o "wiaderko na dziecko", przy czym leży zalana krwią w wannie i wygląda jakby postradała zmysły. Potem oskarżenie o niedopilnowanie brata i odpowiedzialność za resztę rodzeństwa, podczas gdy rodzice "radzili sobie" z życiem po śmierci syna. Potem wszyscy dziwią się, że Carolyn jest zamknięta w sobie, nieufna i aspołeczna. A ja pytam: czy wyście powariowali?

Przejmująca historia, pełna smutku i skłaniająca do refleksji. Przede wszystkim dla kobiet. Dla mnie, abym mogła zastanowić się nad gotowością do macierzyństwa. Nad słodyczą gaworzenia i słonym smakiem niemowlęcych łez.

Ocena: 5 / 6

39 komentarzy:

  1. Odkąd sama urodziłam dziecko, ciekawią mnie wszelkie opisy porodów. W sumie nie wiem dlaczego. Może po prostu wiem, że nie są mnie w stanie już wystraszyć:) Macierzyństwo to chyba najtrudniejsza rola na świecie, ale daje takiego kopa, że człowiek jest w stanie zrobić milion rzeczy, które wcześniej wydawały się niemożliwe:)
    Nie wiem, jak można małe dziecko obarczać taką odpowiedzialnością i obwiniać o niepowodzenia w kwestiach wychowywania rodzeństwa. Aż zgrzytam zębami!!! Książkę przeczytam na pewno!!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to doprowadzało do furii, czasami miałam ochotę walną książką o ścianę - jak to możliwe, że dorośli ludzie zachowują się w ten sposób?
      Zazdroszczę Ci tego uczucia, bycie mamą jest na pewno cudowną sprawą (pomimo wielu spraw na głowie). Tymek to uroczy chłopczyk i powinnaś być z niego dumna :)

      Usuń
  2. Sama zapowiedź tej książki wywołała moje zainteresowania, a teraz, po Twoje recenzji, mam na nią jeszcze większą ochotę, chociaż obawiam się, że jej temat może mnie lekko irytować, ale... zobaczymy co z tego będzie.

    Postrzeganie ciężarnej kobiety bardzo się zmieniło, ale to dobrze. Poza tym przyszłe mamy powinny mieć wybór jak chcą rodzic, w końcu poród porodowi nie równy, a że pracującej mamie, łatwiej jest karmić malucha butelką niż piersią, to rzecz normalna, może nie jest to opcja najlepsza, ale w obecnych czasach ciężko jest pogodzić opiekę nad dzieckiem i pracę, która najczęściej jest koniecznością. Czasy się zmieniają i nie ma co nad tym dywagować, to co sprawdzało się kiedyś, nie zawsze jest łatwo wprowadzić i utrzymać teraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale w książce autorka zadaje wiele pytań i zastanawia się, jak można to zmienić. Czy naprawdę nie da się zwolnić i skupić na tych wyjątkowych chwilach spędzonym z niemowlęciem? Ja sama wolałabym wrócić do korzeni i rodzić naturalnie, karmić piersią itd, ale nie wiem, jak to będzie.

      Czytając tę książkę trzeba być gotowym na dużą dawkę krytyki wobec szpitali i nienaturalnych metod wychowania dzieci :)

      Usuń
  3. Bardzo mnie ta książka interesuje.
    Sporo tych pytań. Świat poszedł w złym kierunku.
    Gdyby ciążę nie nazywano tak brzydko tylko jak dawniej stanem błogosławionym kobiety czułyby swoją wartość mimo zmian w urodzie.Chociaż każdy poród ma doskonały wpływ na kondycję i urodę.
    W dzisiejszym dzikim świecie, w którym promowana jest tylko młodość i uroda kobiety po prostu gubią sens istnienia i nie czuja swej wartości takimi jakie są. A im więcej oglądają różnych idiotycznych programów i czytają różnych szmatławców , które maja rady na wszystko tym bardziej ten proces się pogłębia.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram Twoje spostrzeżenia. Ubolewam nad faktem, że kobiety dążą do doskonałości za wszelką ceną, wstrzykują sobie dziwne substancje pod skórę, pozwalają się ciąć skalpelem, tylko kosmetyki i ciuchy. Nie rozumiem, jak można być tak bardzo niepogodzonym z własnym ciałem?

      Usuń
  4. Zapowiada się strasznie emocjonalna książka - szczególnie dzieciństwo głównej bohaterki wydaje się być przeraźliwie smutne. Jeszcze do końca się nie zdecydowałam czy chcę przeczytać "Doulę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz historie tego typu, to z pewnością warto. Dużo tutaj rozterek, smutnych wydzrzeń i krytycznych momentów, ale wszystko kończy się dobrze i daje nadzieję na lepsze życie :)

      Usuń
  5. Książkę mam w planach, a recenzje podgrzewają atmosferę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak myślisz. Na pewno watro sięgnąć po tę książkę.

      Usuń
  6. Chciałabym przeczytać tę książkę. Jestem mamą i bardzo interesuje mnie temat zawarty w 'Douli', kwestia porodu, karmienia i spraw 'okołomacierzyńskich' ;)
    Jednak na to pytanie: 'Czy nie lepiej przywitać dziecko w przyjemniejszej scenerii? W cieple własnego domu, gdzie wszystko wokół napawa spokojem?', odpowiedziałabym z całą odpowiedzialnością-nie. Dlaczego? Bo może wydarzyć się tysiąc nieprzewidzianych rzeczy i jedynie w szpitalu zarówno mama, jak i dziecko mają szansę na przeżycie. Ale to tak na marginesie ;)
    Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dla kobiety, która już urodziła dziecko, ta książka może być niezwykle ciekawa - warto porównać własne doświadczenia z cudzymi przeżyciami.
      Ja nadal nie jestem pewna, co jest lepsze dla mnie i dla dziecka. Warto jednak rozważyć wszystkie aspekty porodu. W tej powieści autorka kładzie nacisk na poród naturalny, poza szpitalem, stąd też moje dygresje. Coś w tym jest, jednak wolałabym nie rodzić w wannie, gdzie sama musiałabym wydobyć dziecko, dla mnie to zbyt wiele wrażeń :)

      Usuń
  7. Jejku,jak ja bardzo chcę tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyś mogła ją przeczytać - naprawdę warto.

      Usuń
  8. Odkąd tylko ujrzałam "Doulę" w zapowiedziach, nabrałam na nią ogromnej chęci, ale po Twojej recenzji to najchętniej wyszłabym do księgarni i kupiła ją od razu. Zatrzymuje mnie jedynie brak funduszy... Zazdroszczę Ci (ale tak zdrowo! ;-)), że miałaś okazję zapoznać się z tą powieścią. Mam nadzieję, że mi też się kiedyś to przytrafi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ja również oszczędzam, przede wszystkim na świąteczne prezenty, doskonale Cię rozumiem :) Gdybym nie wygrała tej książki, prawdopodobnie nie kupilabym jej szybko. Życzę Ci, abyś w niedługim czasie mogła zapoznać się z tą powieścią.

      Usuń
  9. Jestem ciekawa tej ksiazki, jestem ciekawa, jak bardzo oddaje rzeczywistosc pracy douli.

    Mysle, ze w Polsce jeszcze duzo czasu uplynie, nim porody domowe beda tak powszechne, jak np w UK, gdzie mozna miec i zaufana polozna i doule, jak sie chce. Wynika to z tego, ze polska medycyna, w tym poloznictwo wzoruje sie bardzo na Ameryce, mam na mysli USA. Dopoki tak bedzie, to nic sie nie zmieni. Lekarze beda wmawiac pacjentkom, ze tony lekow podczas ciazy i porodu sa konieczne, aby urodzic dziecko, a one beda w to wierzyc. Nie ma czegos takiego, jak prawo wyboru, nawet jesli chodzi o leki podczas ciazy i porodu.
    Rozumiem tez, ze lata propagowania takiej, a nie innej formy ciazy i porodu owocuja tym, ze polskie pacjentki uwazaja ja w wiekszosci za jedynie sluszna.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, pojęcie doula było mi w ogóle nieznane. Dopiero po wnikliwych badaniach dowiedziałam się, że jest to żadna nowość i tego typu pracę podejmuje wiele kobiet. W Polsce nie ma tradycji tegu typu, tutaj nikt nie wspiera duchowo rodzącą kobietę - dla mnie życie wewnętrzne jest ważniejsze od ciała i chętnie zasięgnęłabym porady u takiej osoby. Zgadzam się ze wszystkim, co piszesz. Sama wolałabym zdać się na naturę i nie sięgać po leki.

      Usuń
  10. Tematycznie jest to książka bardzo mi bliska, dlatego chciałbym ją bliżej poznać. Mam nadzieję, że trafi się ku temu odpowiednia okazja. Muszę przyznać, że nie zauważyłam wcale tej książki w Prószyńskim a przecież ostatnio oglądałam wszelkie nowości. Widocznie przeoczyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dostałam ją w ramach nagrody, widziałam ją w bestsellerach oraz zapowiedziach na blogach. Bardzo ciesze się, że mogłam poznać tę historię - zupełnie inaczej patrzę teraz na ciążę :)

      Usuń
  11. Słyszałam o tej książce, ale na razie mnie do niej nie ciągnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, jeśli interesuje Cię cud narodzin, to warto jednak dać szansę tej powieści :)

      Usuń
  12. Podoba mi się, że są w niej zastosowane różne obrzędy, rytuały itd. Ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spotkałam się z taką wizją macierzyństwa, na pewno warto zwrócić na to uwagę :)

      Usuń
  13. Najbardziej mnie zaintrygowały te obrzędy indiańskie :) Książka może nie do końca pasuje do moich upodobań, ale z ciekawości przeczytam :)

    Bajdełej jutro Targi w Łodzi się zaczynają, będziesz? Jakby coś to daj znać, może nawet się tam jakoś spotkamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, jest dużo ciekawych informacji na temat obrzędów i różnych religii, dla mnie było to wszystko bardzo interesujące.

      Z targami mam wielki problem, z jednej strony bardzo chciałabym pojechać, a z drugiej od kilku dni męczy mnie przeziębienie i nie wiem, czy zdołam cieszyć się tym wydarzeniem tak, jak powinnam. Jutro mnie na pewno nie będzie, ale jeszcz będę myśleć nad sobotą i niedzielą.

      Usuń
  14. Książka czeka już na mojej półce. Zaostrzyłaś mi na nią apetyt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To szybko bierz i czytaj, bo naprawdę warto :)

      Usuń
  15. Książka wydaje się być ciekawa:) Chętnie się z nią zapoznam.
    Bardzo ładna recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za komplement, a książkę oczywiście polecam :)

      Usuń
  16. Książka może być pod pewnymi względami ciekawa, ale jestem bardzo negatywnie nastawiona do mieszanki duchowej wszystkiego po trochu, szamaństwo i buddyzm średnio mi odpowiadają i raczej sobie odpuszczę. Za wsparcie duchowe wystarczył mi mąż ;) Chociaż pozycja może być pomocna dla zestresowanych ciężarnych, głównie tych, które marzą o cesarce - dobrze sobie uświadomić pewne rzeczy i jakoś wczuć w swoje ciało, uwierzyć, że to nic strasznego.

    Co do Twoich/książkowych refleksji - moim zdaniem poród naturalny pod względem "mistycznego przeżycia" jest trochę przereklamowany :p Ja na przykład ze swojego pamiętam tylko pojedyncze migawki, a i to jak przez mgłę. I nie była to wina znieczulenia ani żadnych leków, bo nic nie dostałam ;) Po drugie - porody domowe to może i fajna sprawa, ale też niepotrzebne ryzyko. Ja na przykład całą ciążę przechodziłam wzorcowo, synek zdrowiutki i ja tak samo, poród był szybki i chyba stosunkowo łatwy, a jednak straciłam bardzo dużo krwi i i tak by mnie przewieźli do szpitala, bo musieli mi przetaczać krew i osocze i w ogóle średnio się potem trzymałam - nie mogli zatamować krwotoku. Więc doszedłby tylko niepotrzebny stres, niektórych rzeczy po prostu nie da się przewidzieć. Pobyt w szpitalu wspominam dobrze, niedługo powtórka :)
    A o cesarkę na życzenie wcale nie jest łatwo, chyba że ma się np. 6000zł na zbyciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym, co piszesz. Ja sama niewiele mogę wnieść do dyskusji na temat ciąży, ratuję się suchymi przemyśleniami - mam nadzieję, że wkrótce nabiorę doświadczenia w tej materii :) Dla mnie "Doula" była ciekawa, gdyż otworzyła mi oczy na sprawy, o których wcześniej nie myślałam - mimo wszystko nie mogę podpisać się pod wszystkim, co zawarła autorka w tej powieści :)

      Współczuję Ci tego, że musiałaś przeżyć tyle stresu - zmroziła mnie informacja o krwotoku. W Twoim wypadku szpital był najodpowiedniejszym miejscem, nie wyobrażam sobie podobnej sytuacji w domu...

      Usuń
    2. Nie stresowałam się, niewiele do mnie docierało ;) Najbardziej się denerwował lekarz, który mnie zszywał. No ale chodziło mi głównie o to, że było to zupełnie nie do przewidzenia, a mogło się źle skończyć. Dlatego uważam że jednak szpital jest zawsze lepszym miejscem - nigdy nie wiadomo, jaki będzie "Twój wypadek".
      Mnie tam pierwszy poród - choć niekoniecznie wzorcowy - uspokoił, było znacznie lepiej, niż się całe życie obawiałam ;)

      No i powodzenia!

      Usuń
  17. Nie wiedziałam wcześniej o istnieniu kogoś takiego, jak doula. Być może właśnie dlatego, że nie jest to zawód popularny w naszym kraju, byłabym wręcz skłonna stwierdzić, że w ogóle takiego nie ma i pewnie bym się nie pomyliła. Sama książka wydaje mi się ogromnie ciekawa. Wezmę ją pod lupę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również spotkałam się pierwszy raz z tym określeniem. Cieszę się, że mogłam dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy związanych z ciążą i porodem :)

      Usuń
  18. Wiesz, jak bardzo chcę przeczytać tę książkę, ale trochę się jej też... boję. A właściwie moich emocji. Minęło już kilka lat od przyjścia na świat mojego dziecka, ale temat porodu jest dla mnie czymś, co wciąż wywołuje mieszane uczucia - od szczęścia po strach. Niestety, miałam ciężki poród. Boję się myśleć o tym, jak blisko było do tego, by moje dziecko przypłaciło ten fakt życiem... Całe szczęście, że byłam w szpitalu, dlatego z wiadomych przyczyn nigdy nie będę zwolenniczką porodów domowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słoneczko, bardzo mi przykro, że wspomnienia o porodzie napawają Cię niepokojem - sama wolałabym, aby ten moment kojarzył mi się tylko dobrze. Wierzę jednak, że Twoja Pociecha warta była tego cierpienia :)

      Usuń
  19. No tak to jest, że jak się urodzi dziecko, to się wtedy konfrontuje pewne wizje porodu. U mnie było podobnie, jak czytałam tę książkę. Moją recenzję można znaleźć tutaj: http://www.sosrodzice.pl/doula-bridget-boland/. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Książkę mam. Czeka na swoją kolej, podobnie jak Twoja recenzji, którą przeczytam dopiero po lekturze "Douli". Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.