15 grudnia 2012

"Mistrz bladych świętych" Marco Santagata (#73)


TYTUŁ: Mistrz bladych świętych
TYTUŁ ORYGINAŁU: Il maestro dei santi pallidi
AUTOR: Marco Santagata
WYDAWNICTWO: W.A.B.
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2008

LICZBA STRON: 266

Cinin zakochany w kościelnych freskach, zapomina o pracy przy pilnowaniu krów, czym naraża się swojemu chlebodawcy. Chłopak ucieka i trafia na dwór Hrabiego, gdzie ulega czarowi pięknej Hrabiny. W niedługim czasie Cinin odkrywa w sobie zdolności plastyczne i zaczyna tworzyć niezliczone portrety Hrabiny - na murach, kamieniach i deskach. Pewnego dnia spotyka na swojej drodze Mistrza Gilberta, który przygarnia go do swojego domu, w którym unosi się zapach barwników, a podłoga pokryta jest kolorowymi plamami. Cinin uczy się malować świętych, a po kilku latach w jego życiu ponownie pojawia się Hrabina...Cała historia przedstawiona została z perspektywy głównego bohatera, który wspomina swoje życie, siedząc na drzewie z zamiarem popełnienia samobójstwa.

Bardzo zawiła historia. Spora dawka informacji, która w głowie stworzyła koktajl nienadający się do spożycia. Autor przesadził z danymi dotyczącymi dziejącej się akcji. Czułam się tak, jakbym przeglądała atlas, wszystkie miejsca były dokładnie opisane pod względem topografii, sąsiedztwa z innymi miastami czy ważniejszymi wypukłościami terenu. Czyli suche fakty, być może wartościowe dla osób, które z palcem na mapie śledzą poczynania bohaterów, dla mnie niepotrzebne i nużące. Kolejny mankament to rozległe opisy koneksji pomiędzy poszczególnymi rodami, hrabiami, wielkimi panami z jeszcze większymi ambicjami. Zawsze staram się skupiać na lekturze, wręcz czasami siadam z zatyczkami do uszu, odcinam się i wchodzę pomiędzy kartki książek niczym ufne dziecko w ramiona matki. Tym razem wpadłam w otchłań, w której chaotycznie krążyły półsłówka i całe zdania, wpadając na siebie i na mnie, czasami nic nie rozumiałam. Smutna to godzina, w której przestaję rozumieć czytaną powieść.

Cinin jako bohater ma swoje wady i zalety. Dlaczego siedzi na drzewie ze sznurem zawiązanym wokół szyi? Moim zdaniem zbyt mocno przejął się swoją porażką, a raczej brakiem akceptacji ze strony otaczających go tradycjonalistów. Gdybym za każdym razem, gdy ponoszę porażkę biegła na drzewo, żeby odebrać sobie życie, to umarłabym już w wieku 5 lat, gdy po wielu godzinach błagania, mama nie kupiła mi zabawki...Po cóż tyle emocji? Z drugiej strony z przyjemnością śledziłam jego ścieżkę życiową, rodzącą się miłość do sztuki, sukcesy osiągane na tym polu, wewnętrzną przemianę - z świniopasa do sławnego malarza. Świat sztuki w każdym wydaniu jest dla mnie interesujący, nic nie jest w stanie tego zmienić.

Santagata stworzył bardzo przeciętną książkę, średnią fabułę, która niczym mnie nie zaskoczyła. Bohaterzy bezbarwni, albo przejaskrawieni, główny bohater serwilistyczny, akcja flegmatyczna, a fe, cóż to ma być? Poza tym ostrzegam, Cinin miewał sny erotyczne - naga hrabina z pejczem w dłoni...Według mnie świetny temat uciekł z garści i utknął w dzikich odmętach czasoprzestrzeni, skąd tylko krok w stronę bagnistego terenu, w którym powinny znaleźć się wszystkie kiepskie powieści.

Ocena: 1 / 6

19 komentarzy:

  1. Twoja recenzja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że ta książka nie jest dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam rozjaśnić tę sytuację swoją recenzją :)

      Usuń
  2. Widzę, że szkoda czasu na powyższą książkę. Też nie lubię nadmiaru informacji w danej fabule, gdyż często ma to odwrotny efekt od zamierzonego i powoduje jednen wielki literacki chaos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze to określiłaś - chaos, a w głowie bigos.

      Usuń
  3. Chyba to nie jest książka dla mnie - nie lubię zbyt długich opisów w książkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię, ale nie w tej formie, gdzie autor bombarduje czytelnika nazwami miast i regionów.

      Usuń
  4. Jak to, "po co tyle emocji"? Emo nastolatki będą zachwycone ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz wiem, dlaczego ja nie mogłam nacieszyć serca tą powieścią - ani ze mnie emo, ani nastolatka ;)

      Usuń
  5. Już nawet sam tytuł mi nie przypadł do gustu, a po recenzji na pewno wiem, że nie sięgnę po tą książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat jestem zauroczona tytułem, z bladością kojarzą mi się wizerunki kobiet z XV wieku :)

      Usuń
  6. Już sama fabuła nie przypadła mi do gustu, zatem i tak nie sięgnęłabym po tę powieść. Czytając Twoją recenzję oraz widząc ocenę, utwierdzam się w przekonaniu, że nie warto tracić czasu na taką lekturę.

    Kochana, zaprosiłam Cię do zabawy blogowej. Możesz wziąć udział, jeśli masz ochotę. :)
    http://sylwuch.blogspot.com/2012/12/christmas-tag.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja spodziewałam się czegoś lepszego, gdyż zazwyczaj trafiam na ciekawe książki związane ze sztuką, a tutaj klops!

      Usuń
  7. Minął tydzień, a ja znowu mam multum zaległości. Widzę, że czytasz na potęgę i ogromnie Ci tego zazdroszczę :). Szkoda tylko, że akurat ta pozycja okazała się tak przeciętną. Wiem jednak przynajmniej, że powinnam ją omijać na księgarnianych półkach,a to już coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ostatnio szaleję i praktycznie nic nie robię, tylko siedzę i czytam. Zbieram energię na święta, w tym roku organizuję Wigilię w swoim mieszkaniu i już czuję w powietrzu ten cały ambarans :)

      Usuń
  8. Recenzja przekonała mnie, że ta książka jest dosyć przeciętna. Odpuszczę ją sobie, gdyż na półce mam wiele ciekawych lektur:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, nie warto za nią biegać po księgarni :)

      Usuń
  9. Mało który autor umie opisać przyrodę/ miejsca nie nużąc przy tym czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, ale takich zawiłości już dawno nie widziałam ;)

      Usuń
  10. Wspominam tę książkę jako kiepską, nudnawą, bez wyrazu, a miałam nadzieję na ciekawą lekturę. Pamiętam rozczarowanie, które dość szybko zaczęło towarzyszyć lekturze, ale doczytałam do końca:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.