30 sierpnia 2012

"Zawsze przy mnie stój" Carolyn Jess-Cooke (#15)


TYTUŁ: Zawsze przy mnie stój
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Guardian Angel's Journal
AUTOR: Carolyn Jess-Cooke
WYDAWNICTWO: Otwarte
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2011

LICZBA STRON: 312

Ta opowieść okazała się najlepszym rozczarowaniem, jakie było mi dane doświadczyć. Spodziewałam się ckliwej historii o nastolatce, która po śmierci wraca jako swój anioł stróż, aby naprawić relacje z otaczającym ją światem. Rysowałam sobie fabułę następująco: dziewczyna z niedobrej córki i siostry staje się troskliwym członkiem rodziny, ratuje swój związek z chłopakiem, po drodze poprawia stosunki z resztą świata i ostatecznie umyka śmierci, aby pławić się w nowej rzeczywistości.

Jakaż ja jestem głupia!

Lakoniczny opis i bajkowa okładka zwiodły mnie na manowce.

Książka okazała się historią czterdziestolatki, która umiera w nieznanych jej okolicznościach i przeistacza się w anioła stróża. Wszystko musi przeżyć jeszcze raz, a możliwości zmian ma niewiele, gdyż aniołom wolno tylko: Obserwować. Chronić. Rejestrować. Kochać. Kobieta dostaje jasne wskazówki, co do swojej pracy, ale nie traci nadziei, że siłą perswazji będzie mogła nakłonić siebie za życia do naprawienia tych najgorszych błędów, które popełniła względem męża i syna.

Jako anioł stróż musi patrzeć na sierotę, którą została wbrew sobie, na narkomankę i alkoholiczkę, na którą pozwoliła sobie być. Zaczyna nienawidzić samej siebie, ale nie poddaje się w walce o lepszy los, ryzykując nawet współpracą z demonami. W tej historii nie brakuje bajkowości i jeśli myśleliście, że anioły to jedyne nieziemskie istoty, które się w niej pojawią, to byliście w błędzie. Będzie nam dane spotkać kilku wysłanników zła, którzy nie cofną się przed niczym, aby zepchnąć ludzkie duszy do piekła.

Bądź co bądź życie głównej bohaterki to jest piekło na które składa się wstrząsający splot wydarzeń - w trakcie czytania musiałam płakać, drżeć z wściekłości i bezsilności, a przede wszystkim współczuć, aby jakkolwiek poradzić sobie z dawką emocji, którą otrzymałam. Momentami nie mogłam wytrzymać i odchodziłam od tej historii poruszona do głębi. Były chwile, że wydawało mi się przesadą, aby tyle cierpienia rzucać na ramiona jednej osoby i ogarniał mnie niesmak. Potem wracałam pełna zrozumienia, że takie jest życie i wszystko jest prawdopodobne.

Bardzo dużo płakałam podczas tej lektury, a nie jest łatwo mnie wzruszyć. Ogrom smutku, który jest zamknięty na stronach tej książki jest przytłaczający, dlatego nie polecam jej czytać w kiepskim nastroju. Wzruszenie, które ogarnęło mnie na koniec stanęło gulą w gardle tak wielką, że nie byłam w stanie przełykać. Historia pokazuje, że nawet najgorszy przypadek skrzywdzonego człowieka jest w stanie osiągnąć spokój, który pozwala funkcjonować.

To pełna melancholii podróż w ciemne zaułki ludzkiej egzystencji, w których zawsze kryje się nadzieja. 

OCENA: 6 / 6 

29 sierpnia 2012

"Impresjonista" Hari Kunzru (#14)



TYTUŁ: Impresjonista
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Impressionist
AUTOR: Hari Kunzru
WYDAWNICTWO: Muza
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2002

LICZBA STRON: 470

Impresjonista to nie jest najlepszy tytuł dla tej powieści, ale po części rozumiem autora - bohater był ulotny, jak niespotykane impresjonistyczne przedstawienia otaczającej nas rzeczywistości. Iluzjonista - tak nazwałabym chłopaka, który za każdym razem próbował wyczarować wokół siebie inny zapach, inny akcent, inną rzeczywistość i na zawsze zapętlił się w tej odmienności, aż zapomniał kim jest i co naprawdę czuje.

Bohater zostaje poczęty w trakcie dziwnego i surrealistycznego spotkania Hinduski i Anglika, którzy wpadają sobie w ramiona podczas wielkiej powodzi. Ona jest w trakcie podróży do wujka, który ma jej znaleźć męża, a on jest naukowcem, który postanawia odpocząć od drzew będących tematem jego badań. Mężczyzna po uciechach ciała doznaje swoistego zaćmienia umysłu, które pcha go prosto w objęcia szarżującej wody, a ta porywa go i uśmierca. Kobieta dociera do celu swej podróży, gdzie zostaje żoną, a potem matką, co niestety trwa krótko, gdyż umiera tuż po porodzie. Na świat przychodzi nasz bohater, a biel jego skóry traktowana jest jako błogosławieństwo.

Wszystko zmienia się, gdy piętnastoletni chłopak zaleca się do córki służącej. Kobieta postanawia ujawnić prawdziwą tożsamość chłopaka, a jego "ojciec" z hukiem pozbywa się intruza. Od tej pory jest zdany tylko na siebie, a świat formuje w nim osobowości, które pomagają mu przetrwać.Wbrew pozorom nie jest to historia schizofrenika, a raczej wyzbytego złudzeń mężczyzny, który wie, iż mieszane pochodzenie nie zapewni mu dobrobytu, a nawet byle jakości.Tak oto staje się chłopcem w haremie, który jest zabawką w rękach podstarzałych mężczyzn. Przemienia się w sierotę, która zadamawia się na angielskiej misji. Zostaje synem plantatora herbaty, który trafia do Anglii, gdzie rozpoczyna karierę na uniwersytecie. Stamtąd zostaje wysłany do Afryki i jako etnolog bada tamtejszą ludność. Za każdym razem przyjmuje inne imię, nazwisko, przeszłość, aż wreszcie osobowość.

Historia, jaką prezentuje nam Kunzru, to przede wszystkim spojrzenie na Indie pierwszej połowy XX wieku, a tym samym zagłębienie się w takie problemy jak kolonizacja, działalność misyjna, a nawet tożsamość Hindusów, którym po trochu odbierana jest niezależność. Autor ciekawie opisuje Anglię ówczesnej epoki oraz dekadencki Paryż, a skwar afrykańskiego klimatu jest wręcz namacalny. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie uczucie zawodu, które zaczęło mnie ogarniać wraz z zbliżaniem się ku końcowi owej historii. Zdecydowanie historie dziejące się w Indiach oraz w Anglii przemawiały do mnie bardziej, a już Czarny Kontynent nużył mnie i przygnębiał. Czytelnik musi być przygotowany na długie opisy całkowicie wyzbyte dialogów, które łamią nawet najbardziej wytrwałych.

Tak naprawdę to książkę podzieliłabym na część udaną i część udającą, a mimo wszystko zachowam ją w pamięci jako satysfakcjonującą. Dowiedziałam się wielu rzeczy, które uzupełniły moją wiedzę o Indiach oraz Anglii, a główny bohater sprawił, iż poczułam się szczęśliwa tym, kim jestem. Bo nigdy nie próbowałam udawać nikogo innego. 

OCENA: 5 / 6 

27 sierpnia 2012

STOSIK (#5) - czyli zdobycze książkowe


Poniedziałkowy wypad do biblioteki był tym razem trochę wymuszony. Dlaczego? Ogarnia mnie lekkie przerażenie na myśl, iż zaczytuję się w książkach wypożyczonych, podczas gdy moje egzemplarze zakupione smętnie patrzą na mnie z półek. Jest jednak coś uzależniającego w tych poszukiwaniach "tej-jedynej-historii", a samo przekroczenie progu biblioteki przybiera znamiona rytuału.

Ostatnio zaczytuję się w opowiadaniach Schmitta (uczucia mam mieszane, ale raczej lepsze niż gorsze) więc sięgnęłam po kolejny zbiór, tym razem poświęcony tylko miłości ("Odette i inne historie miłosne").  Niech mnie Pan nie zawiedzie, Panie Schmitt. 
Poczułam się gotowa na kolejne dzieło Kundery, który dał mi się we znaki za sprawą "Nieznośnej lekkości bytu". Tym razem padło na "Księgę śmiechu i zapomnienia" (wybór zupełnie przypadkowy, ufam czeskiemu literatowi).  Ponadto wpadła mi w ręce książka Susan Minot "Wieczór" i przygarnęłam ją ze względu na miłe wspomnienia ekranizacji. Najbardziej cieszy mnie jednak "Świat Zofii", który osiągnął już chyba status legendy, a formuła książki jest dla mnie zagadkowa i fascynująca. 

To do czytania! :)

26 sierpnia 2012

"Trucicielka" Eric- Emmanuel Schmitt (#13)



TYTUŁ: Trucicielka
TYTUŁ ORYGINAŁU: Concerto a la memoire d'un ange
AUTOR: Eric-Emmanuel Schmitt
WYDAWNICTWO: Znak
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2011

LICZBA STRON: 246

Na zbiór opowiadań, składają się cztery historie, które poruszają problem ludzkich obsesji:

Trucicielka

Historia starszej kobiety podejrzewanej o zatrucie trzech swoich mężów i kochanka. Kobieta owa stanowi pewną ciekawostkę w niewielkim miasteczku, w którym mieszka, a nawet jest celem turystycznych wycieczek. Rodzimi mieszkańcy traktują ją z rezerwą, a ona wydaje się być obojętna na wszelkie plotki, bo przecież została uznana za niewinną. Wszystko zmienia się wraz z przybyciem nowego księdza, który robi ogromne wrażenie na starszej pani. Szybko uświadamia sobie, iż zdobędzie jego czas i uwagę wyznając swoje grzechy w konfesjonale i nawet nie ma pojęcia, jak to zmieni ich oboje.

Powrót

Mechanik na statku dostaje wiadomość o śmierci swojej córki, ale nie wiadomo której - ma ich cztery. Zanim dopłynie do brzegu będzie zadręczał się wspomnieniami oraz rozważaniami, która z nich jest najbardziej mu bliska. Prawda, jaką poznaje u kresu swej podróży jest ogromnym zaskoczeniem, a wszystkie przypuszczenia, jakie snuł okazują się mylne.

Koncert Pamięci anioła

Dwoje młodych, zdolnych muzyków bierze udział w obozie muzyczno-sportowym. Rywalizacja osiąga apogeum podczas finałowych rozgrywek, podczas których jeden z nich zostaje kaleką na zawsze. Dobry, staje się zły, a zły postanawia odkupić swoje winy, poprzez pracę z trudnymi nastolatkami i rehabilitację starszych ludzi. Po wielu latach niewyjaśnione sprawy stają się ciężarem dla obojga, aż doprowadzają ich do ponownego spotkania.

Elizejska miłość

Jest to opowieść nieszczęśliwej miłości prezydenta i pierwszej damy. Kobieta jest zmęczona zdradami męża oraz odgrywaniem roli idealnej żony. Jej zemstą okazuje się przyrzeczenie - nigdy nie opuści męża, aby nie zaznał wolności. Ponadto ona wie o kilku sprawach, o których on wolałby nie informować opinii publicznej. Małżeństwo pleśnieje, a oni coraz bardziej się nienawidzą. Choroba kobiety sprawia, że obietnica wiecznego związku staje pod znakiem zapytania.


Wszystkie opowiadania Schmitta łączy obecność świętej Rity, patronki spraw beznadziejnych. Każda z zaprezentowanych historii jest ważna, wyolbrzymia ludzkie paranoje, obawy, które nabierają rozmiarów obsesji. Obsesje owe dręczą, męczą i niszczą, ale również pomagają pogodzić się z nieprzychylną rzeczywistością.

Sam autor we fragmencie pamiętników umieszczonych na końcu owego zbioru, twierdzi iż ta forma literacka ma większą wartość nie opasła powieść. W opowiadaniu nie ma miejsca na zbytek. Opowiadanie to koncentrat wszystkiego, co najbardziej istotne. Nie do końca popieram zachwytów nad tą formą, bo jestem jedną z tych, co lubi zaprzyjaźniać się z historią, a to wymaga czasu.

Brakowało mi  charakterystycznych dla Schmitta barwnych dialogów, które kiełkują najwyżej w "Elizejskiej miłości", ale ogólny smak, który pozostał po lekturze oceniam na bardzo dobry. Moim ulubionym opowiadaniem jest "Koncert Pamięci anioła", bo według mnie porusza temat obsesji najgorszej - chęć zemsty.

To była pouczająca podróż w głąb siebie, a kosztowała tyle, co nic. Otworzyła mi oczy na sprawy, które zalewie dostrzegałam.


OCENA: 4 / 6

25 sierpnia 2012

STOSIK (#4) czyli zdobycze książkowe - SIERPIEŃ 2012

 
Sierpień zbliża się ku końcowi, a ja nie planuję już żadnych zakupów, więc pozwalam sobie na odrobinę prywaty i pokazuję Wam, co nowego ciąży na półkach moich regałów. Jako łowczyni promocji nie mogłam przejść obojętnie obok nadarzających się okazji i wpadłam po uszy. W tym miesiącu dostałam ostatnie zamówienie z Weltbild, jeszcze z tej promocji, gdzie książki kosztowały 9,90. Ponadto parę egzemplarzy pochodzi prosto od wydawnictwa (promocja 10,20,30 w Znaku oraz wyprzedaże w Prószyńskim) oraz z księgarni internetowej 3telnia.pl, którą muszę pochwalić za szybką wysyłkę i zganić za pogniecione okładki. Nie odwiedziłam ani razu antykwariatu i trochę dziwnie się z tym czuję, ale po prostu nie było ku temu sposobności - każdy weekend miałam zajęty. We wrześniu muszę zacisnąć pasa, bo szykuję się na długo wyczekiwany urlop, ale nie czuję się z tym jakoś szczególnie nieswojo, gdy tak patrzę na ten sierpniowy stos, który powinien zapewnić mi wiele godzin spędzonych na przyjemnym zagłębianiu się w lekturze :).


1. Ścieżki Avenidów, Agnieszka Grzelak  (4 zł, wyprzedaż w Prószyński i S-ka)
2. Pocieszenie, Anna Gavalda (9,90, promocja w Weltbild)
3. Kość z kości, Diana Gabaldon (12,90 zł, promocja Szczęśliwa Trzynastka w Weltbild)
4. Weranda pełna słońca, Juliette Fay (10 zł, promocja w Znak)
5. Biała jak mleko, czerwona jak krew, Allesandro D'Avenia (10 zł, promocja w Znak)
6. Zawsze przy mnie stój, Carolyn Jess-Cooke (10 zł, promocja w Znak)
7. Pamiętnik z przyszłości, Cecelia Ahern (9,90, promocja w Weltbild)


8. Kara, Maja Wolny (3 zł, wyprzedaż w Prószyński i S-ka)
9. 7 razy dziś, Lauren Oliver (9,90, promocja w Weltbild)
10. Atlas chmur, David Mitchell (12 zł, 3telnia.pl) -kilka dni po moim zakupie cena książki została zmieniona na 45 złotych, co być może spowodowane jest wchodzącym niedługo do kin filmem Wachowskich nakręconym na jej podstawie, szaleństwo!
11. Kwiat Wschodu. Pamiętnik, Maureen Lindley (5 zł, wyprzedaż w Prószyński i S-ka)
12. Gra o wszystko, Julian Less (5 zł, wyprzedaż w Prószyński i S-ka)
13. Niebezpieczne związki, Pierre Choderlos de Laclos (5 zł, wyprzedaż w Prószyński i S-ka)
14. Marcowe fiołki, Sarah Jio (14 zł, Weltbild )
15. Różany labirynt, Titania Hardie  (11 zł, 3telnia.pl)


16. Robokalipsa, Daniel H. Wilson  (10 zł, promocja w Znak) dla Pana M. :)
17. Ktoś we mnie, Sarah Waters  (6 zł, wyprzedaż w Prószyński i S-ka)
18. Niebanalna więź, Sarah Waters (5 zł, wyprzedaż w Prószyński i S-ka)
19. Muskając aksamit, Sarah Waters (9 zł, 3telnia.pl)
20. Za kwietnymi polami, Jun'ichi Watanabe  (4 zł, wyprzedaż w Prószyński i S-ka)
21. Wypalone cienie, Kamila Shamsie  (9,90, promocja w Weltbild)
22. Pierwsza miłość, Francine Prose  (10 zł, Weltbild )


Chyba najbardziej cieszę się z wyprzedaży w Prószyńskim, bo kupiłam naprawdę ciekawe pozycje za grosze. Zawsze po tego typu zakupach patrzę spode łba na książki sprzedawane za pełne ceny z okładki i czuję ogromną motywację do szukania kolejnych okazji.  Słowo "wyprzedaż" i "promocja" to miód dla moich oczu :) To do czytania!

Edit: Na koniec chciałabym podzielić się z Wami moim wybuchem śmiechu na widok strony Naszej Księgarni (która notabene ma również świetną ofertę promocyjną):


Nie martw się Koszyku, nadchodzę! :)

24 sierpnia 2012

Jeśli masz ochotę do mnie napisać, nie krępuj się:

k.kamoda@interia.pl

23 sierpnia 2012

"Smażone zielone pomidory" Fannie Flagg (#12)



TYTUŁ: Smażone zielone pomidory
TYTUŁ ORYGINAŁU: Fried green tomatoes at the Whistle Stop Cafe
AUTOR: Fannie Flagg
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 1999

LICZBA STRON: 381

Nie spodziewałam się, że ludzkie życie może okazać się aż tak interesujące, przy czym nadal pozostaje ono zwykłą codziennością, na którą składają się oddychanie, jedzenie i temu podobne. Fannie Flagg zabiera nas w podróż sentymentalną, która dosłownie najeżona jest humorem, ciepłem, miłością, ale również nostalgią, smutkiem, stratą. Wszystko doprawia smakowitymi opisami potraw, które są w stanie poruszyć nawet najbardziej zagorzałego fanatyka diety.

To były najlepsze pomidory w moim życiu. Historia zaczyna się w Domu Starców w 1986 roku, do którego przybywa w odwiedziny Evelyn wraz z mężem. Kobieta nie może znieść swojej zrzędliwej teściowej i postanawia uciec na korytarz, aby pocieszyć się chociaż na chwilę słodkim smakołykiem. Tam spotyka panią Cleową, która zaczyna opowiadać jej historie swojego życia, z taką ufnością i czułością, że Evelyn nie pozostaje nic innego, jak tylko słuchać jej w spokoju. Od tej pory wsiadamy do pociągu, który zabiera nas do przeszłości.

Przenosimy się do pierwszej połowy XX wieku, gdzie uprzedzenia rasowe osiągają niezdrowe apogeum, a nocami budzą się białe, zakapturzone upiory, których pragnieniem jest wybielić świat. W tych realiach poznajemy rodzinę Threadgoode, a przede wszystkim Idgie, która mogłaby zostać uznana za punkt centralny, wokół którego skupiają się wszyscy bohaterowie. Idgie to dziewczyna niepokorna, bardzo męska, odważna, która okaże się magnesem na wszelkie kłopoty, ale również radości. Podczas naszej podróży poznamy wiele osób (nie sposób ich wymienić), będziemy mieli przyjemność czytać wycinki prasowe sprzed prawie wieku, a przede wszystkim zostaniemy niejednokrotnie rozśmieszeni do łez, albo łzy będą płynęły z innych powodów. To ogromna huśtawka emocjonalna. Ta opowieść to kalejdoskop ludzkich smutków i radości.

Jestem oczarowana klimatem owej powieści. Język, jakim posługuje się Flagg jest prosty, ale potrafi oddać w mistrzowski sposób wszystkie ludzkie emocje oraz przedstawić każde wydarzenie w sposób iście intrygujący. Każdy z bohaterów jest inny, a ta mnogość ludzkich charakterów jest balsamem dla mej duszy - dawno nie zagłębiałam się w tak różnorodne osobowości. Książka porusza takie tematy jak: uprzedzenia rasowe, przemoc wobec kobiet, kalectwo, bezdomność, a nawet odnajdziemy w niej wątek kryminalny.

Pragnę również poinformować moją Bibliotekę Miejską, iż uroniłam kilka łez na kartki owej książki, przez co delikatnie wybrzuszyły się w paru miejscach, za co gorąco przepraszam. Pragnę również zaznaczyć, iż jedyną możliwością uniknięcia podobnej sytuacji w przyszłości jest chowanie przed moją wizytą wszystkich pięknych, ciepłych i wzruszających lektur.
 
OCENA: 5 / 6 

22 sierpnia 2012

"Super smutna i prawdziwa historia miłosna" Gary Shteyngart (#11)



TYTUŁ: Super smutna i prawdziwa historia miłosna
TYTUŁ ORYGINAŁU: Super sad true love story
AUTOR: Gary Shteyngart
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011

LICZBA STRON: 462

Lenny i Eunice poznają się we Włoszech - on wypoczywa, ona wypoczywa, on od pracy, ona świętuje zakończenie szkoły. On jest stary, ona młoda. On jest brzydki, ona ładna. On za nią szaleje, ona trzyma się na dystans. Oboje w końcu się w sobie zakochują.

Historia ich miłości osadzona w brutalnych realiach rządzonych przez "aparaty", czyli urządzenia elektroniczne służące do wszystkiego, od zakupów w sieci po ocenianie innych pod względem ich osobowości czy tzw "fuckability", jest niejednokrotnie wystawiana na próbę. Lenny to człowiek "starej daty", który czyta książki w wydaniu papierowym, nie dba o fizyczną atrakcyjność, a po aparat sięga mimowolnie, żeby nie wyróżniać się z tłumu - świat realny upodobał sobie bardziej, niż ten wirtualny. Eunice to dziewczyna wiecznie na diecie, posiadająca zerowe ambicje i coraz szczuplejsze konto w banku, nadszarpnięte przez nieskończone zakupy (przezroczyste dżinsy, które nosi się bez bielizny, czy stanik z otworami na sutki to rzeczy niezbędne, bezdyskusyjnie).

Ktoś mógłby zapytać: "Co ich połączyło?". Moim zdaniem Lenny (pracownik biura zapewniającego nieśmiertelność) uległ fascynacji młodością Eunice oraz jej urodą. Sam miał już za sobą lata podobnej swobody, a nadzieje o dostaniu się do programu nieśmiertelności coraz bardziej bledły. Eunice, kolokwialnie rzecz ujmując potrzebowała sponsora, ale czułość jaką otrzymywała w pakiecie była dla niej elementem równie ważnym. Świat, w jakim przyszło im funkcjonować narzucał pewne reguły i za wszelkie odchylenia można było: stracić pracę, spaść w rankingach, czy trafić na listę "101 osób, których powinno nam być żal". Jak potoczą się losy tej pary? Jak będzie wyglądać Ameryka w przyszłości? Do czego doprowadzą marzenia o wiecznym życiu i niemalejącej popularności?

Historia jest rzeczywiście smutna, a wizja przyszłości niepokojąca. Już teraz można zaobserwować z jakim zaangażowaniem ludzie korzystają z portali społecznościowych, komunikatorów internetowych oraz wszelkiego rodzaju nowinek technicznych. Osobiście nie wyobrażam sobie czytanie książek w wersji elektronicznej, podczas gdy mamy wokół tyle bibliotek i księgarń. Dla mnie czytanie bez dotykania kartek, bez zapachu papieru i druku, bez ciężaru książki jest pozbawione całej magii i wyjątkowości. W trakcie czytania przeszkadzało mi kilka rzeczy, np. skróty, którymi posługiwał się autor. Musiałam uodpornić się na TPR, CFG i temu podobne, których znaczenie żmudnie odnajdywałam w przypisach. Poza tym język,jakim posługuje się współczesne społeczeństwo naszpikowane jest wulgaryzmami, a seks traktowany jest jako kolejny punkt do osiągnięcia popularności (zdjęcia własnych części intymnych ma każdy na swoim profilu, zaraz obok filmu pornograficznego ze sobą w roli głównej).

Reasumując - jestem, jak Lenny. Wiem, że nie poradziłabym sobie w świecie wiecznej młodości, urody, pieniędzy, w którym "lamusów" spycha się do studzienki kanalizacyjnej, pozbawiając ich prawa do szczęścia, a nawet życia. Jestem lamusem i ciężko mi było pogodzić się z tą wizją przyszłości, ale obawiam się, iż jest to świat całkiem prawdopodobny. 

OCENA: 3 / 6

21 sierpnia 2012

STOSIK (#3) - czyli zdobycze książkowe


W tym tygodniu stosik poświęcony całkowicie literaturze pięknej. Nie wiem, co mi przyszło do głowy, żeby wczoraj jechać w taki upał autobusem do biblioteki (całe szczęście, że miałam w torebce książki do oddania, z których skleciłam prowizoryczny wachlarz). Kiedy udało mi się ochłonąć w chłodnym pomieszczeniu wypełnionym regałami, wyruszyłam na polowanie.

Wcześniej zrobiłam listę książek, które warto byłoby tym razem przygarnąć, ale zniknęły z półek w tajemniczych okolicznościach. Postanowiłam zdać się na instynkt i po prostu leniwie przeglądałam kolejne pozycje.

Padło na zbiory opowiadań Schmitt'a - Trucicielkę i Marzycielkę z Ostendy. Zawsze, gdy nie wiem co wypożyczyć ląduje przy literaturze francuskiej, a wzrok pada na tabliczkę z literą "S". Na Schmitt'a mogę liczyć, jeszcze się nie zawiodłam. Oprócz tego "Smażone zielone pomidory" czy klasyka powieści obyczajowych, na które miałam ochotę już od dawna. Ostatnia książka to "Impresjonista" Hari Kunzru, która przyciągnęła mnie finezyjnym wzorem na grzbiecie. Nigdy wcześniej nie słyszałam o niej, ale po krótkim zastanowieniu postanowiłam dać jej szansę.

To tyle. Męki i udręki podróży zostały mi wynagrodzone, a wizja czasu spędzonego na lekturze wydaje się niwelować wszelkie smutki. To do czytania! :)

19 sierpnia 2012

"Weranda pełna słońca" Juliette Fay (#10)



TYTUŁ: Weranda pełna słońca
TYTUŁ ORYGINAŁU: Shelter me
AUTOR: Juliette Fay
WYDAWNICTWO: Otwarte
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2011

LICZBA STRON: 432

Utrata ukochanej osoby odbiera jej chęć do życia. Jednocześnie im niej sił, tym więcej osób, które schylają się, aby podać jej pomocną dłoń. Im mniej wiary, tym więcej rąk, które podtrzymują ją pod ramionami, aby mogła stać. Między nogami plączą się miękkie i ciepłe ciała jej dzieci, dzięki którym w końcu robi pierwszy krok.

Ona, czyli Janie, kobieta przed czterdziestką, matka dwójki małych dzieci i wdowa. Zostaje wystawiona na próbę przez los, który odbiera jej ukochanego męża. Popada w otępienie, które paraliżuje jej umysł i ciało, przez co każdy dzień stanowi wyzwanie.
Wszystko zmienia się, gdy do jej drzwi puka nieznajomy, który twierdzi, że jej mąż zlecił mu kilka miesięcy temu wykonanie werandy przed ich domem. Początkowo kobieta odrzuca od siebie myśl o takim zbytku, ale zaczyna rozumieć, iż to była wola jej ukochanego, co ostatecznie przekonuje ją do tego projektu.

Janie nie może narzekać na samotność. Okres żałoby to również czas, kiedy rodzina i przyjaciele kręcą się bez przerwy w pobliżu, a chwile smutku dopadają ją tylko w nocy, gdy miejsce obok jest puste. Kobieta unika łóżka, które niesie ze sobą zbyt wiele wspomnień i noce spędza w gabinecie, gdzie rozpoczyna się jej internetowa korespondencja z miejscowym księdzem. Natomiast w świetle dnia może obserwować Tuga, który ze skupieniem pracuje przed jej domem, a jego wielkoduszność i cierpliwość coraz bardziej jej imponują. Jej życie wraca do normalności wraz z postępem w budowie werandy, a gdy ostatnia deska zostaje pokryta bejcą, świat znowu wydaje się być znośny. Jak potoczą się losy Janie i mężczyzn, którzy ją otaczają? Czy jej sercem zawładnie ksiądz, budowlaniec, czy może mąż nadal zajmuje w nim najważniejsze miejsce? Czy kobieta poradzi sobie, jako samotna matka?

Jest to opowieść pełna ciepła, nostalgii, poruszająca wiele trudnych tematów, jak żałoba, gwałt, molestowanie. Mimo ogromnego ciężaru smutku, który przenika do nas przez słowa owej historii, jest w niej również blask nadziei, która przynosi ulgę i pocieszenie. Nie brakuje w niej odniesień do Pisma Świętego, co nie każdemu może przypaść do gustu - osobiście uważam, że nadaje jej to pewnego charakteru. Czas spędzony na tej lekturze minął niepostrzeżenie, a przede wszystkim pokrzepił moje wątpiące we wszystko "ja". 

OCENA: 5 / 6

17 sierpnia 2012

"Biała jak mleko, czerwona jak krew" Alessandro D'Avenia (#9)


TYTUŁ: Biała jak mleko, czerwona jak krew
TYTUŁ ORYGINAŁU: Bianca come il latte, rossa come il sangue
AUTOR: Alessandro D'Avenia
WYDAWNICTWO: Znak
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2011

LICZBA STRON: 312

Miłość to tsunami? Toteż po lekturze tej książki mogę napisać, iż jej nie pokochałam, bo nic mnie nie porwało, nie wdarło się w płuca i nie zmiotło z brzegu na którym stałam.

Okładka (dziewczyna o rudych włosach wygląda jak leśna nimfa) i tytuł podziałały na moją wyobraźnię odmalowując historie bajeczne i polane ciepłym mlekiem z miodem. Mój przyspieszony oddech po kilkudziesięciu stronach zwiastował tylko jedno: zbliżającą się katastrofę, podczas której książka głucho uderzy o stół i pozostanie tam, nigdy już nietknięta. Na kartach owej powieści poznajemy Leo - szesnastolatka pospolitego. Gra w piłkę, muzykuje z kolegami, wielbi komputer. Poza tym nie ma marzeń, niczym się nie wyróżnia - brawo Panie D'Avenia, stworzył Pan bohatera bez wyrazu. Oryginalną przyprawą historii miało być to, iż Leo określa emocje i ludzi kolorami - brawo, brawo - przez 99% używa trzech barw: bieli, czerwieni, błękitu. Nie chcę tutaj szczekać za głośno, ale nie jest to nic zasługującego na oklaski - trzy barwy w których zamyka się świat to brzmi ubogo.

Wracając do Leo - który lubi nazywać się lwem, bo niby jest odważny i ma bujną fryzurę (?!), należy wspomnieć o jego platonicznej miłości do rudowłosej i zielonookiej koleżanki ze szkoły. Chłopak nigdy z nią nie rozmawiał, a oczywiście deklaruje wielką miłość i poświęcenie własnego życia. Absurdalne i nie sądzę, aby młodość była w tym wypadku wytłumaczeniem. Wszystko zmienia się, gdy chłopak dowiaduje się o śmiertelnym zagrożeniu, który zawisa nad jego Beatrice. Od tego momentu rozpoczyna się proces burzliwej, bolesnej i niezmiernie wyczerpującej przemiany, która otwiera go na inne horyzonty. W tej drodze "ku odnalezieniu marzeń" towarzyszą mu przyjaciele, rodzina oraz nauczyciele (Naiwniak - pan od historii, Gandalf - katecheta). We wszystko zostaje wmieszany Bóg i mamy piękną historię rodem z "Oskara i Pani Róży".

Opowieść pozostawiła mnie w pewnym zawieszeniu - nie podobała mi się narracja z perspektywy Leo, który wszystko lekceważył i zachowywał się jakby każda rzecz należała mu się z przydziału. Nie ma mowy o śledzeniu losów innych bohaterów, bo oni nie zostali zbudowani, oni zostali zarysowani. Wątek choroby jest dużym plusem, bo bez wysiłku porusza i zmusza do refleksji - ale to nie ratuje całej reszty.
Wszystko kręci się wokół mało ciekawego chłopaka, który nie nauczył mnie niczego nowego, a jeśli nie uczę się i nie doświadczam, to takiej literatury nie popieram.

OCENA: 2 / 6

15 sierpnia 2012

"Pocieszenie" Anna Gavalda (#8)



TYTUŁ: Pocieszenie
TYTUŁ ORYGINAŁU: La Consolante
AUTOR: Anna Gavalda
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2009

LICZBA STRON: 575

Pocieszenie? To idealny tytuł, który określa istotę owej powieści. Bo czym jest łyk zimnej wody po długiej wędrówce przez suche życie, przypominające rozgrzaną pustynię? Jest pocieszeniem, po wszystkim, co musieliśmy doświadczyć - po gorącym piachu parzącym podeszwy stóp i sztywnym języku przyklejającym się do podniebienia. Gavalda przedstawia nam Charles'a, francuskiego architekta dobiegającego pięćdziesiątki, który prowadzi zwykłe i uporządkowane życie. Mieszka z kobietą, która nie jest jego żoną i nastolatką, która nie jest jego córką, a wbrew pozorom wszyscy uważają ich za rodzinę. Charles podróżuje, bo rzecz jasna nie jest architektem niezdolnym (wręcz przeciwnie), co jednak nie daje mu satysfakcji i męczy go niemiłosiernie.

Pewnego dnia otrzymuje list od dawnego przyjaciela z informacją o śmierci Anouk - matki owego przyjaciela. Charles drętwieje, zamiera i nagle wszystko się zmienia, bo to nie była po prostu "matka kolegi", ale kobieta z jego marzeń, jego prześladowczyni z przeszłości o której miał przecież zapomnieć, ale jednak nie mógł. Ta krótka, ale przerażająca wiadomość zmienia w nim wszystko. Nagle zdejmuje ciemne okulary i zaczyna dostrzegać, iż : partnerka go zdradza, praca wykańcza, rodzina nie rozumie, a on sam nie wie, kim jest. Postanawia odszukać grób dawnej miłości, aby potem stanąć na progu domu przyjaciela w poszukiwaniu sensu wszystkiego, czego doświadcza.

Zbieg okoliczności sprawia, iż poznaje Kate - kobietę wszechstronną, wychowującą gromadkę dzieci, ciepłą i dobrą. Jest to historia dwojga ludzi, którzy mimo swojej ogromnej dobroci dostali od świata po głowie tyle razy, że do dziś mają niekontrolowane zawroty i gubią swoje myśli. Nie wiem, która historia poruszyła mnie bardziej, ale życie Kate to droga wyłożona rozbitym szkłem i nie było siły - poczułam podziw. To wspaniała opowieść, która z początku wydawała mi się trudna do przyswojenia. Z czasem zauważyłam, iż dławię się słowami przyjmowanymi bez mojej kontroli. Połknęłam tę książkę i muszę przyznać, że jestem zachwycona jej niespotykanym smakiem. 

 OCENA: 5 / 6

14 sierpnia 2012

"Kiedy byłem dziełem sztuki" Eric-Emmanuel Schmitt (#7)



TYTUŁ: Kiedy byłem dziełem sztuki
TYTUŁ ORYGINAŁU: Lorsque j'etais une ceuvre d'art
AUTOR: Eric-Emmanuel Schmitt
WYDAWNICTWO: Znak
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2007

LICZBA STRON: 263

Już pierwsze strony książki upewniły mnie, iż mam do czynienia z literaturą błyskotliwą i barwną, za którą tak bardzo cenię sobie Schmitt'a. Uwielbiam jego sposób prowadzenia dialogów, które potrafią poruszyć najgłębsze pokłady czułości w moich trzewiach, aby innym razem napompować śmiechem płuca, aż do bólu w klatce piersiowej.

Trzy razy próbowałem przejąć nad sobą kontrolę i trzy razy zawodziły mnie przedmioty: sznur, na którym chciałem się powiesić, urwał się pod moim ciężarem, środki nasenne okazały się pigułkami placebo, a plandeka ciężarówki, która akurat przejeżdżała, zapewniła mi miękkie lądowanie, kiedy spadałem z piątego piętra. *

Takie oto przemyślenia dopadają naszego głównego bohatera, Tazio. To dwudziestokilkuletni chłopak, który stoi nad przepaścią kryjącą na dnie ostre skały - idealne do zakończenia żywota. Oczywiście ma nie byle jakie powody, aby skoczyć. Jest młodszym bratem cudownych bliźniaków Firelli, znanych ze swoich cudownych facjat i wyrzeźbionych korpusów, rozchwytywanych przez wszelkie media, po prostu ideałów. Tazio natomiast to zwykły chłopak (nie, nie jest brzydki) o przeciętnej fizjonomii i niewielkich ambicjach, co przy blasku rodzeństwa wydaje się być godne pożałowania.

Przed roztrzaskaniem czaszki powstrzymuje go ekscentryczny artysta, który proponuje mu 24 godziny na zmianę jego decyzji Oczywiście nie obędzie się przy tym bez barwnej konwersacji:

Ca pan umie robić? Ma pan jakiś talent? Wykształcenie, fach?
- Nie.
- Ambicję?
- Nie.
- To niech pan skacze. **

Tazio jednak nie skacze, przystaje na propozycje dziwaka z kamieniami szlachetnymi zamiast zębów i wsiada z nim do limuzyny, która wiezie go w odmęty szaleństwa. Tak, tak, szaleństwa.

To, co dzieje się potem przypomina historię Frankensteina. Chłopak zostaje fikcyjnie uśmiercony (misterna intryga artysty), aby potem stać się żywym dziełem sztuki - a to wszystko dzięki współczesnej medycynie, która pozwala na wszczepianie implantów, wkładanie pod skórę metalowych części, wypełnianie silikonem. Okazuje się, iż w popularności prześciga własnych braci, co mogłoby wydawać się spełnieniem marzeń, gdyby nie fakt, iż jest traktowany jak dzieło, nie jak człowiek. Ta przewrotna historia jest refleksją nad ludzką próżnością. Co jesteśmy w stanie zrobić dla zewnętrznego piękna? Ile zmian potrzeba, aby uprzedmiotowić człowieka? Czy pod przykrywką tych przemian może bić serce, które jest zdolne do miłości? Czy można cofnąć wcześniej podjęte decyzje, nie ponosząc żadnych konsekwencji?

Język, jakim operuje Schmitt jest dosadny, a jednocześnie poetycki. Czyta się go niespiesznie, ale z własnego wyboru. Historia jest przejmująca, a ludzkie charaktery prawdziwe, wręcz namacalne. To wszystko wprawia w zadumę i otwiera oczy na sprawy, które do tej pory lekceważyłam. Książka okazała się świetną lekcją człowieczeństwa

* s. 6
** s. 12

OCENA: 5 / 6

13 sierpnia 2012

STOSIK (#2) - czyli zdobycze książkowe


Natchnęło mnie na wyprawę do biblioteki, z której wyniosłam kilka książek poświęconych sztuce. Zdaję sobie sprawię, iż są to książki popularnonaukowe i nie każdy interesuje się malarstwem, ale nie mogłam się powstrzymać przed pokazaniem moich zdobyczy. 

Uwielbiam zagłębiać swoją wiedzę na temat malarstwa i niejednokrotnie wracam do książek z czasów studenckich. Jeśli kiedykolwiek interesowaliście się twórczością kubistów, to powinno być Wam znane nazwisko Apollinaire (był to francuski poeta, który przepięknie pisał o twórczości tego kierunku). Osobiście z kubistów cenię sobie najbardziej Malewicza i Mondriana, ale moim ulubionym dziełem jest "Pora herbaty" Metzingera z 1911 roku (reprodukcja poniżej).


Wychodząc z działu poświęconego sztuce, skierowałam się ku literaturze francuskiej, gdyż ostatnio nabrałam apetytu na Schmitt'a. Bez zastanowienia sięgnęłam po "Kiedy byłem dziełem sztuki". Po pierwsze: czytałam o tej powieści wiele dobrych opinii, po drugie: to chyba najlepszy tytuł wieńczący mój typowy historyczno-sztuczny połów biblioteczny. 

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tym mini-stosikiem. Muszę przyznać, że ostatnio wpadłam w sidła kupowania książek i biblioteki dawno nie odwiedzałam. Warto jednak pobłądzić między regałami, chociażby dla tego swoistego zapachu przeżółkłych kartek i wibrującej w powietrzu ciszy.

12 sierpnia 2012

"Pierwsza miłość" Francine Prose (#6)



TYTUŁ: Pierwsza miłość
TYTUŁ ORYGINAŁU: Goldengrove
AUTOR: Francine Prose
WYDAWNICTWO: Rebis
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Poznań 2009

LICZBA STRON: 294

To opowieść o radzeniu sobie po stracie bliskiej osoby, ale przedstawiona niesztampowo, bo z perspektywy trzynastolatki (dość dziwacznej i przejrzałej wewnętrznie).

Przeżyłam jakieś dziwne momenty, podczas których myślałam sobie: "Nie wiem, nie rozumiem. O co chodzi?". Nie rozumiem kilku wydarzeń, a zacznę od tego, które rozpoczyna całą powieść - dwie dziewczyny pływają na łódce po jeziorze, jedna z nich wyskakuje i po prostu znika. Druga płynie do brzegu tylko po to, żeby wejść do domu i zapytać matki: "Widziałaś moją siostrę?". Brakowało mi paniki, którą ja na pewno odczuwałabym w podobnej sytuacji. Brakowało mi dynamizmu i poruszenia. Po śmierci dziewczyny zostały tylko liche wspomnienia i ogólny patos, który ogarnął resztę rodziny.

Spowolnione reakcje fizyczne i umysłowe będą nam towarzyszyć przez resztę książki. Nico (nasza bohaterka) nawiedzana jest w snach przez zmarłą, a po przebudzeniu jej myśli biegną ku chłopakowi siostry (niespełnionemu artyście), który widzi w naszej bohaterce obraz ukochanej. Obydwoje postanawiają sprostać zaistniałej sytuacji poprzez wspólne spotkania, na których będą leczyć siebie nawzajem. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że chłopak jest dziwakiem/maniakiem, który każe Nico ubierać się w bluzkę zmarłej i skrapia ją jej perfumami. Ojciec zagrzebuje się w pisaniu książki o końcu świata, a matka uzależnia się od leków i odcina się od rzeczywistości.

Pytania: Jak trzynastolatka ma poradzić sobie ze śmiercią siostry? Jak walczyć z uczuciem do jej chłopaka, który ewidentnie chce czegoś więcej, niż wspólnego oglądania filmów? Czy rodzice pogodzą się ze stratą dziecka? Jak przez to przebrnęłam? Bywały chwile, gdy dobiegałam do końca strony i za nic w świecie, nie mogłam przypomnieć sobie o czym przed chwilą czytałam. Język, jakim napisana jest powieść bywa zagmatwany, przez co zauważyłam u siebie tylko kilka chwil luźnego skupienia, a reszta to po prostu walka o dobrnięcie do końca. Z pozoru ciekawa historia zmieniła się w coś lepkiego i chłodnego, co parszywie mnie nastroiło i tyle. Jest to powieść raczej psychologiczna, trudna i przygnębiająca, która obroniła się tzw "momentami". 

OCENA: 1 / 6 

Aby jeszcze bardziej oddać atmosferę powieści, zachęcam Was do posłuchania utworu, który był przytaczany niejednokrotnie i rozbrzmiewał w przestrzeniach pomiędzy literami:



10 sierpnia 2012

"Julia" Anne Fortier (#5)


TYTUŁ: Julia
TYTUŁ ORYGINAŁU: Juliet
AUTOR: Anne Fortier
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2010

LICZBA STRON: 477

Fabuła książki od razu przypadła mi do gustu, chociaż oryginalna historia Romea i Julii nigdy nie sprawiała mi przyjemności. Tragiczna miłość, której finałem była śmierć obydwojga kochanków, była tak nagłaśniana przez lata, że nabrała pospolitości nie do zniesienia. Zafascynował mnie również opis z tyłu okładki, głoszący iż jest to: "Intryga jak z Zafonowskiego Cienia Wiatru", a "Cień wiatru" to wiadomo...nic dodać, nic ująć.

Dałam szansę Anne Fortier i powierzyłam jej swój wolny czas z nadzieją, iż zaczaruje moją nudną codzienność. Zaczarowała. Opowieść jest trochę kryminałem, przygodą, romansem. To połączenie okazało się bardzo smacznym drinkiem, lub jak to woli aromatycznym gulaszem.

Książka opowiada o losach Julie Jacobs, która wraz z siostrą bliźniaczką mieszka w domu należącym do ospałej, nieco tajemniczej ciotki. Kobieta jest przekonana, że jej rodzice zginęli we Włoszech w wypadku samochodowym, czego następstwem była emigracja dziewczynek do Ameryki. Julia żyje w cieniu swojej przebojowej i pewnej siebie siostry, do dnia wypadku, w którym ginie ich ciotka. Z testamentu wynika, iż Julia nie dostała nic, oprócz kodu do sejfu bankowego w Sienie, do którego musi udać się, aby poznać prawdę o sobie i swoich przodkach. Przygody, jakie spotykają ją już na miejscu są ciekawe i przerażające, a kolejne dni w Sienie przynoszą niespodziewane wiadomości. Julia nie tylko dowiaduje się kim jest i kim była jej rodzina, ale również odnajduje wielką miłość. W książce będziemy mieli przyjemność śledzić losy "prawdziwych" Romea i Julii na podstawie odnajdywanych przez naszą bohaterkę listów i dokumentów. 

Kilka wydarzeń, które miałam przyjemność śledzić na łamach owej powieści bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły oraz trzymały w przyjemnym napięciu. Okazało się, że to nie jest "odgrzewany kotlet" i historia Romea i Julii została opisana interesująco i nowatorsko, a jednocześnie lekko i bez nadęcia. To świetna lektura na lato i leniwe popołudnia. 

OCENA: 5 / 6

8 sierpnia 2012

"Pawilon Kwiatu Brzoskwini" Mingmei Yip (#4)



TYTUŁ: Pawilon Kwiatu Brzoskwini
TYTUŁ ORYGINAŁU: Peach Blossom Pavilion
AUTOR: Mingmei Yip
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2010

LICZBA STRON: 589

Historia luksusowej prostytutki  zainteresowała mnie od razu, bo wydarzenia z półświatka są dla mnie odległe, jak gwiazdy na niebie. Wszystko, co nieosiągalne (lub niemoralne) stanowi dla mnie wyzwanie, dlatego podeszłam do tej lektury z wielkimi oczekiwaniami.

Autorka o nazwisku, które nie przechodzi mi przez usta (Yip - czytać "jip"?) już na pierwszych stronach odmalowuje nam magiczny obraz Chin z początku XX wieku. Słownictwo, a raczej określenia z języka chińskiego pojawiają się co rusz, co dodaje szczypty egzotyki w trakcie czytania. Jak nakręcona czytałam o lokalnych potrawach (zupa z ust ryby czy rekina) oraz naparach, z których najpopularniejszy to oczywiście herbata.

Do rzeczy, o co w tym wszystkim chodzi? To podróż sentymentalna przez życie luksusowej prostytutki (Xiang Xiang), która wbrew swojej woli została wcielona w szeregi Pawilonu Kwiatu Brzoskwini, który jest po prostu...burdelem. Na miejscu zostaje wzięta pod skrzydła doświadczonej kurtyzany o imieniu Perła, która udziela naszej głównej bohaterce lekcji muzyki oraz uwodzenia. Wkrótce dziewczyna otrzymuje przydomek Drogocenna Orchidea, a jej uroda kusi klientów, chętnych do zapłacenia majątku za jej dziewictwo. Kto zdobędzie ciało Xiang Xiang, a komu podaruje swoje serce? Czy ucieknie z Pawilonu, który odebrał jej szacunek wobec siebie oraz marzenia o uczciwym życiu? Czy jej elegancja i talenty pomogą jej zmienić swój świat?

Muszę przyznać, że tłumaczenie książki jest moim zdaniem nie najlepsze. Musimy uzbroić się w cierpliwość, gdy będą nas bombardować słowa, jak "ruchanie" czy "kurwa", tylko po to, aby zaraz czytać o "nefrytowej łodydze" określającej męskie przyrodzenie. Czytając miałam wrażenie, że mam przed sobą ciastko nadziewane kolorowym pieprzem. W trakcie poznawania głównej bohaterki uświadomiłam sobie również, że nawet najczystszy duchowo człowiek może nasiąknąć zgnilizną i niektórych naleciałości nie jest w stanie tłumić - to straszne, że do wszystkiego można się przyzwyczaić, a nawet za tym tęsknić.

Polecam lekturę dla osób lubiących opowieści obyczajowe/wspomnienia oraz podróże do dalekich rejonów, które są ciekawe, poprzez swoją odmienność.

OCENA: 4 / 6

7 sierpnia 2012

RAPORT (#1) - czyli ostatnio przeczytane książki - LIPIEC 2012

Postanowiłam, że przyjrzę się mojej miłości do czytania przez pryzmat liczb i sporządzę raport  z ostatniego miesiąca. 

Umieszczę w nim tytuły książek, a całość zwieńczę liczbą stron, które przerzuciłam między palcami podczas tego gorąco-burzowego miesiąca.Zaczynajmy!

(Daty z przodu określają moment, w którym daną książkę skończyłam czytać)



 31.07.2012 - "Ogród Letni" Paullina Simons (816 s)



 26.07.2012 - "Tatiana i Aleksander" Paullina Simons (544 s)



 23.07.2012 - "Jeździec miedziany" Paullina Simons (720 s)



20.07.2012 - "Kiedy ulegnę" Chang-Rae Lee (491 s) (recenzja tutaj)



 14.07.2012 -"Łaskawe" Jonathan Littel (1000 s)



11.07.2012 - "Cisza" Becca Fitzpatrick (400 s)



10.07.2012 - "Crescendo"  Becca Fitzpatrick (400 s)



10.07.2012 - "Szeptem"  Becca Fitzpatrick (336 s)

Podsumowując, w LIPCU 2012 przeczytałam 8 książek - 4707 stron. Myślę, że to dobry wynik, który postaram się utrzymać w kolejnych miesiącach. Jak widać mam słabość do książek opasłych, ciążących w dłoniach i wyglądających, jak napęczniałe od deszczu. Czy Wy również prowadzicie "statystyki czytania"?

5 sierpnia 2012

"7 razy dziś" Lauren Oliver (#3)



TYTUŁ: 7 razy dziś
TYTUŁ ORYGINAŁU: Befora I Fall
AUTOR: Lauren Oliver
WYDAWNICTWO: Otwarte
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2011

LICZBA STRON: 382

Lauren Oliver kojarzy mi się przede wszystkim z serią Delirium, o której słyszę wszędzie i od wszystkich, dlatego pomyślałam, iż warto byłoby dać szansę najpierw tej powieści, która jest jej pierwszą w karierze. Jako stara kwoka ( przynajmniej tak o sobie myślę) trochę przeraziłam się, gdy po pierwszych stronach zdałam sobie sprawę, iż mam przed sobą historię rodem z liceum. Liceum mam już za sobą ( i dzięki Bogu), a przy tym wolałabym do niego nie wracać, ale przygryzłam wargę i wrzuciłam na luz.

Bardzo spodobała mi się idea, w której główna bohaterka jest zamknięta w jednym dniu i każdego poranka ( a dokładnie w ciągu siedmiu poranków)znajduje się na początku 12 lutego. Każdy dzień przeżyty ponownie stanowi dla niej katharsis i z popularnej dziewczyny, która jest skupiona tylko na sobie i swoich znajomych, przeobraża się w osobę wrażliwą i czułą na krzywdy innych.

Muszę przyznać, że decyzję, jaką podjęła podczas ostatniej próby naprawienia rzeczywistości (czyli siódmego razu, gdy budzi się 12 lutego) przejęła mnie grozą i odrobinę zaskoczyła. Wolałabym nie wnikać w szczegóły, mając na uwadze dobro przyszłych czytelników, ale Sam okazała się naprawdę dramatyczna...

Bardzo spodobał mi się język autorki, gdyż nie szczędziła ostrych słów, gdy było trzeba podkreślić patos sytuacji, ale potrafiła również zamknąć w szklanej kuli ważniejsze momenty, które przyprószyła delikatny śniegiem czułych zwrotów. Momentami nie czułam się oszczędzona i brutalność sytuacji przemawiała do mnie ostro i wyraźnie, ale były chwile, że czule uśmiechałam się sama do siebie.

Książka stawia pytania, na które każdy młody człowiek powinien sobie odpowiedzieć: Co zrobię, aby być lubianym? Jak daleko się posunę? Czy zawsze jestem sobą? Co dla mnie jest ważne, a co udaje, iż takie jest? Czy to, iż jestem kimś lubianym sprawia, iż sam siebie lubię? Gorąco polecam.

OCENA: 5 / 6

4 sierpnia 2012

STOSIK (#1) czyli zdobycze książkowe - LIPIEC 2012



W tym miesiącu rządził Weltbild, który przecenił wiele, wiele swoich książek na 9,90 (promocja MILION KSIĄŻEK NA LATO). Oczywiście, nie mogłam powstrzymać się przed kupnem kilkunastu pozycji. Oprócz zamówień internetowych odwiedziłam antykwariat (mój ukochany Silvarerum w Łodzi), z którego wyszłam bogatsza o dwa egzemplarze. Jest to pierwszy post tego typu na moim blogu i mam nadzieję, że okaże się dla Was inspirujący. 
Zapraszam do obejrzenia moich zdobyczy...


1. Pawilon Kwiatu Brzoskwini, Minmgei Yip
2. Jeśli pójdziesz ze mną, Marlena Watrous
3. Do utraty tchu, Anne Sward
4. Efekty świetlne, Miranda Beverly-Whittemore (książka z antykwariatu, cena na okładce: 29,90 / zapłaciłam: 13)
5. Łaskawe, Jonathan Littell (książka z antykwariatu, cena na okładce: 59,90 / zapłaciłam: 36)


6. Nauczycielka muzyki, Janice Y. K. Lee
7. Kiedy ulegnę, Chang-Rae Lee
8. Brylant Pindara, Katie Hickman
9. Tchnienie śniegu i popiołu, Diana Gabaldon
10. Julia, Anne Fortier
11. Hotel słodko-gorzkich wspomnień, Jamie Ford
12. W cieniu Pałacu Zimowego, John Boyne


13. Jeździec miedziany, Paullina Simons 
14. Tatiana i Aleksander, Paullina Simons (brak na zdjęciu, aktualnie w rękach mojej Matulki)
15. Ogród Letni, Paullina Simons
16. Supersmutna i prawdzia historia miłosna, Gary Shteyngart
17. Dom z pyłu i snów, Brenda Reid
18. Przestrzeń za szkłem, Simon Mawer
19. Spacer w cieniu, Doris Lessing
20. Pod skórą, Doris Lessing

Uff...:)

Niestety, promocja już się skończyła, ale mam nadzieję, że księgarnie będą wychodzić naprzeciw czytelnikom i tego typu akcje będą pojawiać się częściej. Mogłabym kupić cały kontener książek, ale zdrowy rozsądek uderzył mnie po twarzy parę razy i oprzytomniałam, zanim wydałam wszystkie oszczędności. Zauważyłam, iż następstwem kupowania dużych ilości książek, jest pewne ssanie w żołądku i wieczny głód, przez co ciągle chcę więcej i więcej. Chyba wpadłam po uszy...

A Wy kupiliście coś w tej promocji? Lubicie antykwariaty? Chętnie poczytam, jakie macie przemyślenia na ten temat :)

3 sierpnia 2012

"Kiedy ulegnę" Chang-Rae Lee (#2)



TYTUŁ: Kiedy ulegnę
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Surrendered
AUTOR: Chang-Rae Lee
WYDAWNICTWO: Świat książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011

LICZBA STRON: 491

"Kiedy ulegnę" brzmi jak tani romans, jak gra w uwodzenie i poddanie się drugiej osobie. Tytuł wprowadza jednak w błąd, bo książka jest o wszystkim, co drogie...

Jest to opowieść o trudnych czasach wojny koreańskiej, podczas których kilkuletnia June traci całą swoją rodzinę ( w sytuacjach mrożących krew w żyłach i bardzo tragicznych), przez co od samego początku, jako czytelnik poczułam się nieswojo, nieswojo ze swoją litością, jaką zaczęłam wobec niej żywić. Poznajemy również Hectora, amerykańskiego żołnierza, który znajduje pewnego dnia June przy drodze. Hector zmęczony walką, a raczej oglądaniem trupów, postanawia podjąć pracę w pobliskim sierocińcu. Nieufna i wygłodzona June człapie za nim, gdyż boi się iść z nim ramię w ramię. Tak zaczyna się historia ich obojga, która będzie miała ogromny wpływ na ich przyszłe życie.

Książka jest wielowątkowa, akcja toczy się współcześnie (gdy June ma już kilkadziesiąt lat) oraz wraca do przeszłości, zarówno June i Hectora, gdy oboje żyli w sierocińcu (ona jako wychowanka, on jako pomocnik do wszystkiego). W ich życie wkracza pewnego dnia pastor Tanner, wraz ze swoją piękną małżonką Sylvią, która odmienia June i Hectora na zawsze, wbijając się w ich serca niczym drzazga.

Kim jest June po wielu latach? Jak znalazła się w Ameryce? Dlaczego Hector sprząta toalety w centrum handlowym? Jak to się stało, że June urodziła w młodości dziecko Hectora? Gdzie jest teraz ich syn? Co stało się z Sylvią Tanner?

Warto, naprawdę warto sięgnąć po tą pozycję. bo smakuje doskonale. Przepiękny język, realistyczne opisy, wzruszające dialogi to tylko niektóre cechy tej książki. Na uwagę zasługuje piękne wydanie, gdzie na okładce mienią się złote, wypukłe litery z nazwiskiem autora (notabene bardzo przystojnego wykładowcy Princeton) oraz zdjęcie, niczym obraz (pełne nostalgii, błękitów i brązów, niczym las nad jeziorem skąpany w deszczu). Taka książka na półce to na pewno miły akcent cieszący oko - cieszę się, że w tym przypadku również duszę. Polecam i ostrzegam - ta książka porusza.

OCENA: 5 / 6

2 sierpnia 2012

"Do utraty tchu" Anne Sward (#1)



TYTUŁ: Do utraty tchu
TYTUŁ ORYGINAŁU: Till sista andetaget
AUTOR: Anne Sward
WYDAWNICTWO: Świat książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011

LICZBA STRON: 319

"Do utraty tchu" to film z 1960 roku, w którym Jean Seberg wcieliła się w główną rolę kobiecą. Film jest wielokrotnie przywoływany na kartach książki, być może ze względu na jednoznaczny tytuł, lub skomplikowane i trudne do zdefiniowania relacje łączące bohaterów, tak samo filmu, jak i książki.

Historia nasiąknięta jest pochmurnym klimatem "miejsca pomiędzy wsią a miastem", gdzie przyroda jest na wyciągnięcie ręki, tak samo jak fabryki, będące celem porannych wędrówek okolicznych mieszkańców. Poznajemy Lo jeszcze zanim się urodzi, gdy niespokojnie oczekuje w brzuchu matki, która cierpi przez całą ciążę na niedobór nikotyny. Lo przychodzi na świat w domu pełnym ludzi, w którym jest kochana i adorowana na każdym kroku. Dopiero pożar, który ogarnia okoliczne pola (Lo ma wtedy 7 lat) sprawia, że w jej świat wdzierają się demony. W trakcie pożaru poznaje Lukasa, chłopaka z sąsiedztwa, który jest tak samo przerażający, jak interesujący i to spotkanie zmienia ją na zawsze. Ich przyjaźń od samego początku budziła podejrzenia rodziny Lo, dlatego nigdy nie mogli spotykać się oficjalnie. Swoją młodość spędzali w domu poławiacza pereł, gdzie mogli być tylko sami, z daleka od wścibskich oczu.

Różnica wieku pomiędzy nimi pozwalała im traktować się jako przyjaciele, bo przecież szesnastoletni chłopak nie dotknie dziewczyny dziesięcioletniej w sposób wyrażający pożądanie. Ich relacje ulegają zmianie na przestrzeni lat. Pewne wydarzenie zmienia ich przyjaźń nieodwracalnie i sprawia, że dorosła już Lo nie potrafi znaleźć swojego miejsca na ziemi, przez co każdą noc spędza w innym łóżku, z innym mężczyzną, niejednokrotnie w innym mieście.

Relacje pomiędzy bohaterami są niczym stłuczony kryształowy kieliszek, nadal piękne, odbijające światło słoneczne, a jednak skalane, gdyż nie można już z kieliszka wypić wina...Jest to lektura smutna, obciążająca, a jednocześnie trzymająca w napięciu i...zapierająca oddech. Warto zwrócić uwagę na doskonały język, z jakim jest napisana, gdyż nawet banalne sytuacje nabierają dzięki temu nowego wymiaru. Polecam!

OCENA: 4 / 6 

Dla poznania smaku i nastroju filmu, a według mnie również książki, która ów film wynosi na wyżyny, warto obejrzeć krótki fragment, który zamieszczam poniżej: