30 września 2012

"Sześcioro podejrzanych" Vikas Swarup (#34)


TYTUŁ: Sześcioro poderzanych
TYTUŁ ORYGINAŁU: Six suspects
AUTOR: Vikas Swarup
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2009

LICZBA STRON: 486

Kto zabił mężczyznę, który cieszył się najgorszą opinią w całych Indiach? Jak znaleźć winnego na przyjęciu pełnym gwiazd kina, producentów filmowych, polityków i szumowin wszelkiego typu, biorąc pod uwagę fakt, że zabity skrzywdził mniej lub bardziej każdego z nich? Historia Swarupa to kolejna słodko-gorzka podróż do Indii, przypominająca pod wieloma względami jego pierwszą powieść "Slumdog". Będziemy świadkami okrutnych niesprawiedliwości, biedy i zagubienia, będziemy rozśmieszani i wzruszani, aż na samym końcu, tocząc po drodze kulę niczym ze śniegu i zbierając wszystkie informacje przydatne do rozwiązania zagadki morderstwa, dotrzemy nad przepaść, gdzie kulę wrzucimy. Po jej rozbiciu dostrzeżemy prawdę, która z jednej strony będzie dla nas zaskakująca, a z drugiej okaże być najbardziej wyczekiwana.

Vicky Rai (denat) posiadał wielu przyjaciół, lecz jeszcze więcej wrogów. Wśród gości zostaje zatrzymanych sześć osób u których znaleziono broń palną. Dziennikarz Arun Advani postanawia przeprowadzić własne śledztwo i przypatruje się każdemu podejrzanemu z osobna. Mężczyzna postanawia cofnąć się do przeszłości i zbadać ewentualne motywy morderstwa. Komu Rai wyrządził najwięcej krzywdy? Dlaczego sześć osób miało przy sobie broń i co mogło ich popchnąć do jej użycia?

Poznajemy urzędnika, który zostaje nawiedzony przez ducha Gandhiego; aktorkę, która przyjmuje pod dach swojego sobowtóra; złodzieja telefonów, który przez przypadek staje się bogaty; autochtona, który próbuje odzyskać święty kamień ukradziony z rodzinnej wioski; polityka i ojca Rai, który zrobi wszystko dla kariery; Amerykanina z Teksasu, operatora wózka widłowego, który do Indii przyjechał po żonę.

Każdy z bohaterów reprezentuje inną grupę społeczną, przez co opowieść jest mieszanką wielu kolorów i smaków. Mnogość ludzkich charakterów to najmocniejsza strona prozy Swarupa, a jego umiejętność trzymania w napięciu jest wisienką na torcie. Autor udowodnił, że jest wnikliwym obserwatorem i potrafi wydobyć w bezpretensjonalny sposób najlepsze oraz najgorsze strony ludzkiego charakteru. Dzięki książce wpadłam w tunel teleportacyjny, który przeniósł mnie do tętniących życiem indyjskich uliczek, gdzie mogłam skosztować kebabu i lassi z mango.

Nie jestem fanką historii o ludzkich występkach i nie czerpię przyjemności z rozwiązywania zagadek, ale autor umiejętnie wyolbrzymił wątek obyczajowy ponad kryminalny, dzięki czemu zdobył moje serce.

 
OCENA: 4 / 6


                        Książka przeczytana w ramach wyzwania "Z literą w tle" ( w tym miesiącu "S").

29 września 2012

Moje ukochane książki - czyli lista czytadeł, które są dla mnie ważne


 
Wybór ulubionych książek okazał się bardzo trudny. Po pierwsze: nie chciałabym skrzywdzić żadnego wspomnienia, ale próbując przypomnieć sobie, co wywołało największe wrażenie, zaczynam gubić się i jąkać. Postanowiłam zestawić książki, które przeczytałam w ciągu ostatnich dwóch lat, bez zagłębiania się w dalszą przeszłość.

1. Samotność liczb pierwszych, Paolo Giordano - wyobcowanie, które odczuwa każdy, wstrząsające wydarzenia, które pozostawiają blizny , próby odnalezienia się w świecie niemożliwej ciszy

2. Tektonika uczuć, Eric-Emmanuel Schmitt - niesamowite dialogi, poruszające słowa i cała prawda o miłości

3. Sekretny język kwiatów, Vanessa Diffenbaugh - kolejny przykład wyobcowania i cudowny dialog za pomocą kwiatów, odpychanie i przyciąganie, walka o wolność i zapomnienie o przeszłości

4. Nieznośna lekkość bytu, Milan Kundera - czeska rzeczywistość i zagubienie we własnej seksualności, pożądanie ponad uczuciami, duchowość wyparta przez ciało

5. Pięć osób, które spotykamy w niebie, Mitch Albom - podróż pośmiertna, która pozwala zrozumieć i docenić życie, póki trwa

6. Muzeum niewinności, Orhan Pamuk - obsesyjny pociąg do kobiety i muzeum rzeczy codziennych, które dla każdego mają inną wartość, tutaj nawet kubek ze śladami po kawie potrafi być niezwykłym eksponatem

7. Cień wiatru, Carlos Ruiz Zafon -tutaj chyba nie potrzeba komentarza

8. Pchli Pałac, Elif Shafak - barwna historia o tym, jak jedna rzecz potrafi odmienić wiele istnień, karaluch mały, a ludzie rozwodzą się, zakochują się i otwierają szerzej oczy

9. Zawsze przy mnie stój, Carolyn Jess-Cooke - hipersmutna opowieść o upadkach, po których trudno żyć normalnie, powrót do przeszłości

10. Taniec czarownic, Jessica Gregson -  władza kobiet i ich cudowne spojrzenie na świat, w którym mężczyźni rozrabiają i niszczą, a potem już tylko zemsta



 Na koniec coś słodkiego dla oczu i ciepłego dla serca, czy znalezione pokątnie w sieci: książkowe zasiedzisko, cud marzenie, niebo.



28 września 2012

"Lód i woda, woda i lód" Majgull Axelsson (#33)



TYTUŁ: Lód i woda, woda i lód
TYTUŁ ORYGINAŁU: Is och vatten, vatten och is
AUTOR: Majgull Axelsson
WYDAWNICTWO: W.A.B.
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2010

LICZBA STRON: 553

Zostałam zamknięta w kajucie na chyboczącym się statku, zmierzającym ku majestatycznym lodowcom. Na pokładzie rozgrywała się walka pomiędzy miłością i nienawiścią, a gruchot łamanego lodu wypełniał krótkie przerwy pomiędzy toczonymi bitwami.

Na naukową wyprawę lodołamaczem zostaje zaproszonych kilku gości, w tym Susanne, popularna pisarka kryminałów. Kobieta postanawia poszukać inspiracji do swojej kolejnej książki i nawet nie spodziewa się, że przyjdzie jej przeżyć przygodę rodem z powieści. Do jej kajuty włamuje się mężczyzna, który pozostawia po sobie nieprzyjemne ślady. Susanne postanawia zdemaskować prześladowcę, ale musi być bardzo ostrożna, gdyż nie szuka sensacji i nie chce, aby w sprawę były zaangażowane osoby trzecie. Na statku poznaje doktora Andersa, który przypomina jej o kobiecie z przeszłości odpowiedzialnej za największą tragedię, jaką dotychczas przeżyła.

W międzyczasie zostajemy przeniesieni kilkadziesiąt lat wstecz i poznajemy matkę oraz ciotkę Susanne. Siostry bliźniaczki oddalone od siebie lata świetlne, jedna poukładana matka i żona, druga zawsze w ruchu, telegrafistka na statku. Kobiety połączone są nie tylko więzami krwi, obydwie są matkami tego samego dziecka, Bjorna. Siostra poukładana jest matką realną, opiekunką i wychowawcą, siostra w ruchu jest matką biologiczną, nie potrafiącą udźwignąć ciężar macierzyństwa. Kobiety ścierają się, konkurują o miłość chłopca, nie tracąc energii na innych członków rodziny. Od chwili w której Bjorn zostaje wokalistą w zespole muzycznym i staje się popularny, rywalizacja nabiera rumieńców i nikt nie zauważa zmian, jakie zachodzą w chłopcu. Tragedia rodzinna zmieni ich wszystkich.

Jest to historia bardzo klimatyczna i poruszająca. W trakcie czytania czułam igiełki zimna wchodzące w pory skóry, które następnie wyciągane były (jedna po drugiej) przez delikatne promyki słońca. Byłam zafascynowana relacjami dwóch sióstr o tym samym wyglądzie, które poprzez odmienne charaktery nie mogły żyć ze sobą w zgodzie. To tak, jakby stać przed lustrem z uśmiechem na ustach, a w odbiciu widzieć grymas gniewu...
Byłam ciekawa, jak skończy się historia Susanne i jej podróż lodołamaczem. Kto próbuje ją zastraszyć, a przede wszystkim dlaczego to robi? Czy doktor Anders poradzi sobie, jako wolny mężczyzna, bez ingerencji dominującej żony, która do tej pory układała mu życie? Jak Bjorn udźwignie ciężar sławy?

Proza Pani Majgull jest smakowitym kąskiem - odnajdziemy w niej elementy powieści psychologicznej, dreszczowca, a nawet romansu. Jest to studium rozwoju destrukcyjnej nienawiści i pokrzepiającej miłości; historia radzenia sobie z przeszłością i odnajdywania dobrych stron w samym sobie.

 
OCENA: 5 / 6

27 września 2012

STOSIK (#7) - czyli zdobycze książkowe



Stosik bardzo skromny, bo potrzeby niewielkie. Na tę chwilę mam mnóstwo pracy naukowej i częściej sięgam po literaturę fachową, niż powieści. Nie mogłam jednak powstrzymać się przed wstąpieniem do biblioteki w poniedziałek, a moje zdobycze możecie obejrzeć na fotografii powyżej.

Jak wiadomo trwa kampania reklamowa "50 twarzy Greya" - i bardzo dobrze. Jestem pewna, że gdyby nie sprytne działania marketingowe, to książka leżałaby na półce w pokątnym sexshopie, gdzie odnalazłaby się pomiędzy sztucznymi fallusami i resztą tych cyrkowych zabawek. A tak możemy: ponarzekać, pochlipać nad marnością tego świata, wylać wszystkie swoje żale, zastanowić się nad kierunkiem, w którym zmierza współczesna literatura. Ileż to emocji?! Jakież to napięcia?! Na serio - postanowiłam nachylić się nad książkami z dużą dawką erotyki (do twarzy Greya nie chcę się zbliżać, kto wie co go podnieca, a jeśli odgryzie mi nos?), które jednocześnie będą mocne i dobrze napisane. Sięgnęłam po Jelinek i jej dwie książki o jednoznacznie brzmiących tytułach : Żądza i Pożądanie. Pani Elfriede to noblistka z 2004 roku, więc pokładam w niej wielkie nadzieje.

Bez ruszania się z miejsca przesunęłam wzrokiem po regale i kilka półek poniżej znalazłam książki Axelsson, o której słyszałam mnóstwo pozytywnych opinii. Byłam w szoku - wszystkie jej książki w mojej bibliotece? W dobrym stanie i pachnące? Przygarnęłam Lód i woda, woda i lód. Jestem już po lekturze, a recenzja ukarze się jutro. Już teraz mogę zdradzić, że  autorka zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

To tyle. Już niedługo stosik podsumowujący zakupy wrześniowe i raport z ostatnio przeczytanych książek. Do przeczytania!

26 września 2012

"Slumdog. Milioner z ulicy" Vikas Swarup (#32)


TYTUŁ: Slumdog. Milioner zulicy
TYTUŁ ORYGINAŁU: Q & A
AUTOR: Vikas Swarup
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2009

LICZBA STRON: 275

Słodko-gorzka przygoda, skok w ciemność sali kinowej; w oddali buchają obrazy i dźwięki, przeplatają się krzyki i śmiechy, skowyt psów, szum ścieków, szelest sari, dzwonienie bransolet, zapach kebabu; Slumdog to historia niczym z Bollywood, w której montażysta przez pomyłkę wkomponował film dokumentalny o slumsach.

Na wstępie przyznaję się bez bicia i łaskotania piórkiem - nie obejrzałam ekranizacji. Moja opinia jest nieskalana obrazem ruchomym i opiera się tylko i wyłącznie na słowie pisanym.

Młody mężczyzna (Ram Mohammad Thomas) zostaje aresztowany po wygraniu teleturnieju ze stawką główną miliard rupii. Producenci nie przewidzieli wygranej w pierwszych odcinkach i przekupują policję, aby siłą perswazji (czytaj: torturami) wydobyła z mężczyzny informację o oszustwie, wspólniku, który pomógł mu przejść przez 12 pytań. Kelner ze slumsów z taką wiedzą? To niemożliwe. Na pomoc przybiega (dosłownie) młoda prawniczka, która uwalnia Rama i zabiera do swojego domu. W dłoniach trzyma kasetę z nagraniem ze studia, którą postanawia przeanalizować:

- Chcesz powiedzieć, że miałeś szczęście i zgadłeś dwanaście właściwych odpowiedzi?
- Nie. Wcale nie odgadywałem odpowiedzi. Ja je znałem.
- Znałeś odpowiedzi?
- Tak. Na wszystkie pytania.
- Dlaczego więc mówisz o szczęściu?
- Czy to nie szczęście, że zadali mi tylko takie pytania, na które znałem odpowiedzi?
*

Zaiste, chłopak wiedział, co mówi. Prawniczka włącza nagranie, a przed każdym pytaniem Ram zdradza jej, jakie doświadczenie życiowe pomogło mu udzielić poprawnej odpowiedzi. Ram łapie czytelnika za dłoń i oprowadza po Indiach, aż wszystko zaczyna wirować, kolory zlewają się w czarną plamę i nie można złapać tchu.

To bardzo intensywna, mocna i poruszająca opowieść o trudach życia, niesprawiedliwości oraz niezachwianej dobroci, która pomaga przetrwać nawet w krainie śmieci poruszanych przez hordy szczurów. Ram jest przykładem człowieka, którego nic nie zdołało złamać. Warto pamiętać, że nie powinniśmy oceniać ludzi po ilości zdobytych dyplomów. Wykształcenie to bardzo ważna rzecz, ale nie każdy ma możliwość edukacji i musimy to uszanować. Wartością każdego człowieka jest jego doświadczenie, poparte dobrocią i uczciwością. Lektura, niczym zapałki podtrzymujące powieki - zmusiła do spojrzenia na świat bez możliwości mrugnięcia w smutnych czy przerażających momentach. To trzeba przeczytać.

* s. 21 

OCENA: 5 / 6



                        Książka przeczytana w ramach wyzwania "Z literą w tle" ( w tym miesiącu "S").

25 września 2012

"Znów ta miłość" Doris Lessing (#31)



TYTUŁ: Znów ta miłość
TYTUŁ ORYGINAŁU: Love, Again
AUTOR: Doris Lessing
WYDAWNICTWO: W.A.B.
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2009

LICZBA STRON: 445

Na moje pierwsze spotkanie z noblistką szykowałam się od dawna. Jak spędziłam czas z Panią Lessing? Było różnorodnie, bogato, nostalgicznie, a przede wszystkim nadzwyczaj dojrzale i mądrze; to był czas, który minął na wielu przemyśleniach.

"Znów ta miłość" to historia Sary, kobiety po sześćdziesiątce, matki, której dorosłe dzieci wyfrunęły z domu, wdowy, która musiała pogodzić się ze stratą męża zaledwie 10 lat po ślubie, ciotki, która przymusowo opiekuje się siostrzenicą anorektyczką i narkomanką, dyrektorki Teatru Zielony Ptak, na scenie którego realizuje napisane przez siebie sztuki. Kobieta wraz z przyjaciółmi postanawia wystawić libretto o życiu Julie Vairon, artystki, kompozytorki, odrzuconej ze względu na swoje pochodzenie, które przysporzyło jej wielu trosk i niszczyło wszystkie miłości. Historia tragiczna, zakończona samobójstwem Julie, zmienia aktorów i producentów, staje się prowodyrem do eksplozji uczuć, czasem niechcianych, czasem źle ulokowanych, kiedy indziej pasujących do siebie, jak dwie połówki egzotycznego owocu.

Sztuka przeplata się z realnym życiem. Sara zakochuje się w młodym aktorze - Billu, którego uroda, młodość i pewność siebie oczarowują całą damską część ekipy przedstawienia. Kiedy kobieta uświadamia sobie, jak płytkie jest to uczucie, w pobliżu pojawia się Henry, reżyser sztuki, ale mężczyzna z żoną i małym dzieckiem nie wydaje się być odpowiednim partnerem. W międzyczasie Sara nawiązuje przyjaźń ze Stephenem, jednym ze sponsorów libretta, który darzy obsesyjną miłością postać Julie, a potem wszystkie aktorki odgrywające jej rolę.

Historia jest dość skomplikowana. Jeśli nie będziemy śledzić losów bohaterów w skupieniu, to nie zwrócimy uwagi na wiele ważnych spraw. Jednym z najistotniejszych problemów poruszanych przez Lessing jest pozycja starszej kobiety w społeczeństwie i jej rola seksualna. Kolejny aspekt, na który warto zwrócić uwagę, to tytułowa miłość. W tym wypadku jest to uczucie wieloznaczne i obezwładniające, nieporadne i niepewne. Powieść jest trudna, być może mój młody wiek nie pozwolił mi zgodzić się ze wszystkimi sugestiami Lessing. W tym wypadku poczułam działanie konfliktu pokoleniowego i mimo otwartego umysłu poczułam się przytłoczona wynurzeniami autorki. Jest to literatura wymagająca od czytelnika zaangażowania, warto być przygotowanym na jej zawiłości.
 

OCENA: 4 / 6

24 września 2012

"Łaskawe" Jonathan Littell (#30)


TYTUŁ: Łaskawe
TYTUŁ ORYGINAŁU: Les Bienveillantes
AUTOR: Jonathan Littell
WYDAWNICTWO: Literackie
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2008

LICZBA STRON: 1000

Głównego bohatera powieści "Łaskawe" można opisać w jednym zdaniu i nie sądzę, aby było to wobec niego krzywdzące. Maksymilian to homoseksualista, matkobójca, SS-man, prawnik, człowiek, którego łączy kazirodcza miłość z siostrą, filozof, miłośnik literatury i muzyki, kat Żydów.

Swój egzemplarz powieści zakupiłam w antykwariacie. Opasły tom w czerwonej okładce krzyczał do mnie z półki, więc pospiesznie złapałam go i ruszyłam do kasy. Kilka miesięcy wcześniej trafiłam na pochlebne recenzje owej książki i mimo, iż tematyka nie jest mi najbliższa, to kontrowersyjność krążąca wokół tego tytułu wywołała we mnie uczucie obezwładniającego głodu. Odkąd pamiętam pławiłam się w trudnych historiach bez happy end-ów, w powieściach smutnych i poruszających. Pokładałam wielkie nadzieje w tej lekturze.

Niestety, czuję się rozczarowana.

Książka i owszem, ma swoje powody do kontrowersji, bywa wulgarna, dosadna i obsceniczna, a orgiastyczne doznania głównego bohatera podczas stosunków seksualnych z innymi mężczyznami napawają obrzydzeniem. Autor upodobał sobie słowo "gówno" i obrzucił nim wszystko i wszystkich, także podczas lunchu książkę chowałam pod stołem. Nudne i żmudne opisy potyczek niemieckiej armii oraz długie tytuły wojskowe, którymi określali się poszczególni bohaterzy poboczni były źródłem moich licznych westchnień.

Problemy wewnętrzne samego głównego bohatera to osobna historia. Gdy jednak czytałam, jak pił i bawił się w towarzystwie swoich rodaków, podczas gdy głębokie doły wypełniały się ciałami zamordowanych Żydów (mężczyzn, kobiet i dzieci), to co rusz obrywał ode mnie po łbie.

Najgorsze co może się przytrafić czytelnikowi (według mnie) to doznać uczucia niechęci do głównego bohatera na którym ciąży powodzenie opowiadanej historii. Szczerze nie znoszę Aue, jego obrzydliwej dwoistości, dobrych manier zakrywających czystą zwierzęcość (a raczej wściekłą zwierzęcość).

Nie polecam. To lektura obezwładniająca, paraliżująca i pozostawiająca niesmak na długo po przeczytaniu ostatniego zdania.


OCENA: 1 / 6

22 września 2012

"Przypadek Adolfa H." Eric-Emmanuel Schmitt (#29)


TYTUŁ: Przypadek Adolfa H.
TYTUŁ ORYGINAŁU: La part de l'autre
AUTOR: Eric-Emmanuel Schmitt
WYDAWNICTWO: Znak
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2012

LICZBA STRON: 476

Podziwiam Schmitta za odwagę, bo nie lada wyczynem jest poruszyć drażliwy temat II wojny światowej, z perspektywy człowieka odpowiedzialnego za jej wybuch. Rozumiem jego rozterki, gdyż sama odczuwałabym dyskomfort na samą myśl, że Hitler był po prostu człowiekiem, którego należy traktować po ludzku, ze świadomością o wszystkich jego złych i dobrych stronach. Odkąd poznałam historię powszechną i zaczęłam zagłębiać się w jej ciemne strony, wiedziałam, iż Adolfa należy nienawidzić, należy myśleć o nim z pogardą, należy obwiniać o śmierć milionów ludzi, o brutalne gwałty na ludzkiej psychice. Byłam pewna, że od pierwszego krzyku Hitler był przesiąknięty złem, które pewnego dnia 1939 roku znalazło swoje ujście. Tymczasem zwątpiłam...

Schmitt proponuje nam spojrzenie na rzeczywistość pod innym kątem. Snuje opowieść dwutorowo - w pierwszej rzeczywistości poznajemy Hitlera, który nie dostaje się na Akademię Sztuk Pięknych, przez co czuje się odepchnięty i niedoceniony, gorycz zalewa mu połączenia pomiędzy sercem, a umysłem. Alternatywnie otrzymujemy historię, w której Adolf H. zostaje studentem i artystą, aby na zawsze poświęcić się sztuce i nigdy (przenigdy) nie mieszać się w politykę.

Plusami tej powieści są realistyczne opisy potyczek wojennych. I wojna światowa kształtuje Adolfa H. i Hitlera w odmienny sposób - artysta postanawia zostać pacyfistą, a pospolity łącznik planuje zemstę obejmującą nie tylko Europę, ale przede wszystkim Żydów w których upatruje upadku Niemiec. Ogromną przyjemnością było dla mnie śledzenie ścieżki zawodowej Adolfa-malarza, który po I wojnie zakorzenił się w paryskiej bohemie artystycznej Montparnasse, której losy śledziłam z zapartym tchem. Mniejszy entuzjazm przejawiałam w trakcie czytania politycznych rozważań dyktatora.

Schmitt sugeruje, iż naszym życiem rządzi przypadek - będąc tą samą osobą, możemy wieść skrajnie różne życie. Mając te same doświadczenia i charakter niekoniecznie bylibyśmy teraz sobą, gdyby ktoś lub coś zmieniłoby jedno wydarzenie z przeszłości. Gdybyśmy urodzili się jeszcze raz, ale w innym kraju, innej rzeczywistości - istniałoby ogromne prawdopodobieństwo, iż w lustrze nie poznalibyśmy własnej twarzy.

Historia sprawiła mi ogromną przyjemność, obfitowała w ciekawe zwroty akcji i barwne dialogi. Uświadomiłam sobie, że wszystkim rządzi przypadek, a my sami nie mamy zbyt wiele do powiedzenia. Wszystko mogłoby być inne, gdyby nie jedna chwila z naszego życia, której nawet nie przypisujemy znaczenia.


 OCENA5 / 6  

PS Wiem, że u mnie ostatnio bardzo dużo Schmitta, ale nie mogę powstrzymać się przed czytaniem jego książek :)


                        Książka przeczytana w ramach wyzwania "Z literą w tle" ( w tym miesiącu "S").

21 września 2012

"Małe zbrodnie małżeńskie" Eric-Emmanuel Schmitt (#28)


TYTUŁ: Małe zbrodnie małżeńskie
TYTUŁ ORYGINAŁU: Petits crimes conjugaux
AUTOR: Eric-Emmanuel Schmitt
WYDAWNICTWO: Znak
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2009

LICZBA STRON: 97

Wpadłam do pokoju, w którym dwoje ludzi prowadziło ożywioną rozmowę. Na plecach czułam jeszcze dotyk czyjeś dłoni, która celując w łopatkę wepchnęła mnie do pomieszczenia. Gdy odwróciłam się, aby dowiedzieć się, kto bezceremonialnie steruje moim ciałem, zobaczyłam z bliska fakturę drzwi, były zamknięte. Rozejrzałam się po pokoju, w którym raz po raz słychać było szept i krzyk, damski głos i męski, nie zauważyli mnie.
Nie chciałam przeszkadzać, więc zrobiłam kilka kroków w bok i osunęłam się za wysoki fotel, o który mogłam oprzeć się plecami niezauważona. Schowałam się za meblem, a mój wzrok mimowolnie przesunął się po regale zapełnionym książkami. Przez chwilę bawiłam się w odczytywanie tytułów na okładce, ale oczy szybko odmówiły posłuszeństwa, gdyż rozmowa dobiegająca za moimi plecami nabierała rumieńców.

On: To co robimy?
Ona: Dziś wieczór? Urządzamy cię. I zaczynamy żyć jak dawniej.
On: Co zrobimy, jeśli nie odzyskam pamięci?
Ona (zmieszana): Odzyskasz. *

Myślę sobie : C u d o w n i e, trafiłam na plan brazylijskiego serialu. Zresztą mogłam się domyśleć, obydwoje są niezwykle atrakcyjni, a nawet posiadają ten charakterystyczny wyraz twarzy, który świadczy o niezachwianej pewności siebie. Słucham dalej:

On: Co wydarzyło się ostatniego wieczoru? Tego, którego nie pamiętam?
Ona: Nic.
On: Ukrywasz coś przede mną.
Ona: I co z tego? **

On: Nie spadłem, prawda? ***
Ona: Próbowałeś mnie zabić.****

Myślę sobie : O   k u r d e. Pomyliłam się, jestem w kryminale.Słucham dalej. Wyłapuję:

Ona: Co to znaczy kochać mężczyznę? To znaczy kochać go na przekór sobie, na przekór niemu, na przekór całemu światu. To znaczy kochać go w sposób, na który nikt nie ma wpływu. Kocham twoje pragnienia, a nawet twoje awersje, kocham ból, jaki mi zadajesz, ból, którego nie odczuwam jako bólu, ból, o którym natychmiast zapominam, który nie pozostawia śladu. Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością.*****


Zaczęło się, poczułam drżenie w całym ciele, a wibracje przeniosły się na mebel, którego nóżki zaczęły miarowo stukać o podłogę. Nie usłyszeli tego dźwięku, od samego początku byli w tym pokoju tylko dla siebie. Nie zdradzę, jak skończyła się ta rozmowa, ani co zdarzyło się w jej trakcie, ale muszę zaznaczyć, że drżę tylko w trakcie ciężkiej choroby i przy ogromnym wzruszeniu. W tej sytuacji byłam zbolała od niepohamowanych emocji.

PS Panie Schmitt, czy Pan zdaje sobie sprawę, że wciąganie czytelników pomiędzy kartki książki może być niebezpieczne dla ich zdrowia psychicznego?

*s. 11
** s. 54
*** s. 63
**** s. 65
***** s.72-73


 OCENA6 / 6 



                        Książka przeczytana w ramach wyzwania "Z literą w tle" ( w tym miesiącu "S").

19 września 2012

"Kochaj rewolucję!" Aleksander Sołżenicyn (#27)


TYTUŁ: Kochaj rewolucję!
AUTOR: Aleksander Sołżenicyn
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2009

LICZBA STRON: 173

To moje pierwsze spotkanie ze Sołżenicynem, który dotąd znany był mi tylko z chwalebnych opinii, chociażby na temat "Archipelagu Gułag" czy "Oddziale chorych na raka". Na pierwszy ogień wybrałam "Kochaj rewolucję!", gdyż jest to debiutancka książka rosyjskiego literata, która z powodu osobistych zawieruch nigdy nie została dokończona.

Gleb Nierżin to dwudziestotrzyletni intelektualista, student dwóch kierunków, poukładany mąż i obywatel kochający ojczyznę ponad wszystko. Mężczyzna posiada wielkie marzenia i oczekiwania, ale nie potrafi realizować swoich założeń. Żyje teoriami, których nie potrafi wprowadzić w życie. Jest idealistą, a to nie pomaga mu w służbie wojskowej. Gleb dosłownie wariuje, gdy armia niemiecka wkracza do Rosji i bez zastanowienia postanawia służyć ojczyźnie na pierwszej linii ognia. Nikt nie bierze na poważnie chuderlawego studenta nacjonalisty, który nie ma pojęcia o walce i Nierżin trafia na tyły armii radzieckiej. Tam nadal naiwnie wierzy, że jeszcze zdąży odegrać znaczącą rolę w walce z nieprzyjacielem i snuje niekończące się rozważania o pozytywnych stronach swojej sytuacji:


Jesteśmy świadkami chaotycznej drogi, jaką podejmuje radziecka armia. Brak organizacji i niekorzystne warunki zniechęcają nawet najwytrwalszych, a słabszych zgniatają już na samym początku. Jest to obraz wojny, na jaką nikt nie był przygotowany.

Fakt, iż powieść jest niedokończona może przeszkadzać czytelnikowi - na ostatnich stronach czytamy luźne notatki i plan dalszej akcji zawarty w krótkich punktach. Nie jestem zauroczona tą powieścią. Naiwność głównego bohatera i kłopotliwe słownictwo sprawiły, że miałam wątpliwą przyjemność z lektury. Nie mogę jednak otwarcie skrytykować Sołżenicyna, gdyż w momencie pisania "Kochaj rewolucję!" był młodszy ode mnie, a wiele jego przemyśleń jest dowodem bogatego życia wewnętrznego oraz dużej wiedzy na temat ówczesnej sytuacji w kraju. Mam ochotę poznać inne jego dzieła, aby zrozumieć fenomen rosyjskiej literatury, gdyż w tym momencie czuję się jak osiołek, przed którym zawieszono marchewkę i nie pozwolono jej nawet polizać.


OCENA: 2 / 6  


 

 

Książka przeczytana w ramach wyzwania "Book-Trotter" (w tym miesiącu literatura rosyjska), "Z literą w tle" ( w tym miesiącu "S") i "Wojna i literatura".
 

18 września 2012

"Vita" Melania Mazzucco (#26)


TYTUŁ: Vita
TYTUŁ ORYGINAŁU: Vita
AUTOR: Melania Mazzucco
WYDAWNICTWO: W.A.B.
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2008

LICZBA STRON: 512

Opowieść Mazzucco jest na poły autobiograficzna, na poły fikcyjna. Autorka postanawia wyruszyć w podróż do przeszłości, podczas której pragnie poznać losy swojej rodziny. Pisarka cofa się do zamierzchłych czasów i wraca do teraźniejszości (cofa się mniej lub bardziej, a potem znowu widzimy ją dzisiaj, teraz).

Poznajemy Diamante i tytułową Vitę. Obydwoje są nieletnimi emigrantami przybyłymi do Stanów Zjednoczonych z Włoch w poszukiwaniu szczęścia (pracy, a tym samym pieniędzy / spokoju i dobrobytu), które miało odmienić ich liche życie i uczynić szanowanymi obywatelami. Od samego początku wszystko przebiega nie po ich myśli - ojciec Vity (który miał ich odebrać z portu) okazuje się oszustem drugiej kategorii,  zdradliwym typem,  który potajemnie spółkuje z  kobietą, ewidentnie nie będącą jego żoną, ani matką Vity. Mężczyzna trudni się wynajmowaniem kątów (tak to trzeba nazwać, gdyż nie są to pokoje, ani nawet skrzypiące prycze) do spania dla swoich rodaków, którzy każdej nocy pozbywają się złudzeń, że ramiona Ameryki są ciepłe. Vita musi zaakceptować swoją niską pozycję w tym okrutnym świecie mężczyzn, a Diamante próbuje przekonać otoczenie, że zna swoją wartość i jest w stanie żyć uczciwie.


Podczas lektury poznajemy dalsze losy włoskich dzieci, dowiadujemy się o żywotach innych emigrantów, zostajemy zapoznani z detalami funkcjonowania mafii, uczestniczymy w morderczych pracach związanych z budową kolei czy sięgających chmur wieżowców. W tych nieprzychylnych warunkach Diamante i Vita przysięgają sobie miłość po wsze czasy, ale okres w którym przyszło im żyć tępi wszystko, co dobre i niewinne.
Co sprawi, że będą musieli porzucić dotychczasowe marzenia? Jak zmieni ich trud życia codziennego? Kim byli emigranci na początku XX wieku w Ameryce i jaką ojczyzną okazał się dla nich nowy ląd?

Nigdy nie czytałam książki o podobnej tematyce, dlatego lektura była dla mnie fascynującą podróżą w nowe rejony, poprzez niepoznane dotąd obszary ludzkiej psychiki. Domyślałam się, że życie w Ameryce było trudne, szczególnie dla dzieci,w których pęczniały marzenia o świeżej pościeli, wyprasowanych spodniach i słodkiej wacie cukrowej przyklejającej się do podniebienia, a które na miejscu otrzymywały zawszone posłanie i były wysyłane na ulicę z naręczem gazet do sprzedania. Nowy kontynent okazał się dla wielu przedsionkiem piekła, a walka o przetrwanie pozbawiała wszelkich sił witalnych.


Minusem tej powieści jest chroniczny brak dialogów. Książka napisana jest w formie opowieści, jakby snutej przed snem. Brakowało mi barwnych rozmów, które wciągnęłyby mnie całkowicie w klimat przedstawianych wydarzeń. Narracja Mazzucco sprawiła mi nie lada przyjemność, ale nie była w stanie zaspokoić mojej ciekawości do cna. Czasami ogarniała mnie nuda, a skupianie się na danych statystycznych było moim zdaniem błędem ze strony autorki, bo wprowadzało niepotrzebny chaos i splątywało myśli.


Uważam, że jest to wartościowa powieść, która uporządkowała moje poglądy na temat sytuacji w Stanach Zjednoczonych w XX wieku, a historia miłości uderzyła mnie swoją realnością. Miłość okazała się jedyną siłą napędową, która trzymała bohaterów przy życiu i pozwoliła im snuć marzenia, mimo wszelkich niepowodzeń. 


OCENA: 3 / 6

17 września 2012

"Motyl na wietrze" Rei Kimura (#25)



TYTUŁ: Motyl na wietrze
TYTUŁ ORYGINAŁU: Butterfly in the wind
AUTOR: Rei Kimura
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2009

LICZBA STRON: 167

Powieść o ogromnym potencjale, który został zmarnowany. Miałam pewne wątpliwości, gdy sięgałam po "Motyla na wietrze". Byłam zdumiona niewielką objętością tej książki (167 stron?!), która miała poruszać ważny temat niechcianej miłości oraz problem przedmiotowego traktowania kobiet w Japonii na początku XX wieku. Książka przejawia wszystkie objawy grafomanii, a ładunek patosu w niej zawarty nie jest w stanie zasmucić i wzruszyć, a jedynie odrzuca i zniesmacza.

Motylem jest Okichi Saito, której wielką urodą oczarowany jest sam konsul amerykański. Mężczyzna postanawia uczynić Okichi swoją konkubiną, przez co okrywa ją hańbą w oczach całego miasteczka. Dziewczyna zostaje zmuszona porzucić dom rodzinny i ukochanego Tsurumatsu, co zmienia ją w zgorzkniałą osobę pozbawioną złudzeń, której jedynym przyjacielem staje się butelka sake. Po latach posługi u amerykańskiego jegomościa, kobieta zostaje pozostawiona sama sobie i próbuje ułożyć swoje życie na nowo. Piętno, którym jest naznaczona sprawia, że każda jej decyzja nieuchronnie zbliża ją ku tragicznemu finałowi.

Historia godna uwagi, ale źle opowiedziana. Bohaterowie płytcy, bezbarwni i wyrażający cierpienie w podobny sposób. Jest to raczej krótka wycieczka w przeszłość, telegraficzny skrót wydarzeń, szkic jakiś, ale nie powieść. Brakowało mi rozbudowanych opisów, realnych i namacalnych postaci, malowniczego języka. Jakbyście się czuli, gdyby po kilkunastu stronach autorka sponiewierała wszystkie wasze nadzieje i czarno na białym wykładała, iż kobieta: umrze tragicznie, jej życie będzie beznadziejne i wszystko, czego się dotknie zarazi swoim pechem? Ja się poczułam urażona, bo nie słyszałam nigdy o Okichi (która notabene jest postacią prawdziwą) i miałam nadzieję, że wnioski będę mogła wysunąć sama, na końcu, gdzieś chociażby w ostatnim rozdziale! Nic z tego.

Odradzam, nawet osobom interesującym się gejszami, Japonią, lubiącym sake i akceptującym lepkość depresji, bo kiepski język autorki i nieudolny sposób prowadzenia akcji nie są w stanie uratować tej historii, chociażby miała traktować o legionie motyli poruszanych przez wiatr.


OCENA: 1 ! / 6


Książka przeczytana w ramach wyzwania "Literatura w Azji, Azja w literaturze".
 

15 września 2012

"Efekty świetlne" Miranda Beverly-Whittemore (#24)



TYTUŁ: Efekty świetlne
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Effects Of Light
AUTOR: Miranda Beverly-Whittemore
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2007

LICZBA STRON: 320

Sztuka. Sztuka?

Tematyka zdjęć artystycznych, które przedstawiają nagie dzieci zainteresowała mnie od razu, bo lubię dzieła sztuki trudne i niejednoznaczne. Pomyślałam sobie, iż z racji miłości jaką darzę artystów, powinnam przeczytać ową pozycję i tak też zrobiłam. Niestety, akcja toczy się powoli, a przy tym nie ma w niej odpowiedniej dawki nostalgii, która pomogłaby mi to znieść.

W trakcie czytania książki nawiedzają nas fakty zaczerpnięte prosto z historii sztuki, ale z racji wykształcenia, stanowiło to dla mnie pewnego rodzaju ciekawostkę ( albo jak to woli powtórkę materiału). Jeśli jednak ktoś sztuką nie interesuje się wcale i nie obchodzi go, co łączy Van Gogha z Gauguin, to może poczuć ciężkość powiek i mrowienie w dłoniach, będące znakiem zniecierpliwienia. Autorka kilkukrotnie rozpisuje się na tematy teoretyczne, co spowalnia ciąg zdarzeń i szczerze powiedziawszy, nie wnosi nic nowego.

W trakcie czytania brakowało mi również tej cienkiej nitki, jaka zazwyczaj tworzy się pomiędzy mną, a czytaną pozycją i łączy mnie z jej wnętrzem - czegoś tutaj brakowało.

Temat zdjęć przedstawiających dwie dziewczynki został sprowadzony do poziomu rozterek głównej bohaterki, dorosłej już kobiety, która nie potrafi poradzić sobie z tym, kim jest i czego pragnie. Jej poszukiwania zwieńczone są bezsensownym odkryciem, które wywołuje u mnie tylko fizyczną reakcję - uniesienie brwi w chwili pełnej konsternacji. To doskonały temat, który nie został wyczerpany, albo po prostu autorka nie wiedziała, jak go rozwinąć w sposób interesujący dla czytelnika.

Piękny tytuł i interesująca okładka okazały się tym razem wabikiem, który złapał mnie w sidła rozczarowania.

OCENA: 1/ 6

11 września 2012

"Przestrzeń za Szkłem" Simon Mawer (#23)



TYTUŁ: Przestrzeń za Szkłem
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Glass Room
AUTOR: Simon Mawer
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011

LICZBA STRON: 479

Powieść o miłości, ale raczej fizycznej, o marzeniach, ale raczej materialnych, o podróży, której bliżej do ucieczki. Przestrzeń za szkłem to dom, który został zbudowany dla młodego małżeństwa na początku XX wieku w Czechosłowacji. Obydwoje pragnęli wieść życie nowoczesne i pozbawione archetypów przeszłości, a dom traktowali jako przestrzeń do mieszkania, a nie gromadzenia pamiątek. Ich związek był zimny, jak pomieszczenia w których był konsumowany, a piętno zdrady odcisnęło się na ich ciałach, niczym więzienny tatuaż. Zawieruchy ogarniające Europę zmusiły ich (on był Żydem) do podjęcia chaotycznej ucieczki do Ameryki, podczas gdy dom stawał się po kolei: laboratorium nazistów, ośrodkiem rehabilitacyjnym, a nawet muzeum sztuki nowoczesnej. Kto jeszcze zamieszkał w przestrzeni za szkłem i jak ona wpłynęła na jego życie? Jak potoczyły się losy bohaterów?

Książka jest zimna, jak lód. Na próżno oczekiwać od niej promyku nadziei, a chłód wyzierający z jej wnętrza sprawia ból oczom i dłoniom, w których spoczywa. Mawer dopasował swoją narrację do klimatu Szklanego Domu, gdzie wszytko było proste, białe i sterylne, a przez to dla mnie bardzo obce i niezrozumiałe. Neguję istnienie architektury modernistycznej, a przebywanie w domu pozbawionym ciepła (ciężaru zasłon, miękkości koców, faktury drewna, skrzypienia desek podłogowych) było dla mnie katorgą i smutną drogą poprzez upadek człowieka. Funkcjonalność nie wyklucza użycia naturalnych materiałów i nie zabrania otaczać się dziełami sztuki. Czy biel, która tak łatwo ulega brudowi jest użyteczna? Nonsens.

Myślę, że mój problem z całkowitą akceptacją tej powieści wynika z naleciałości studenckich, kiedy ukształtowałam swoje poglądy wobec architektury. Nie będę ukrywać faktu, że nowoczesny dom (na podłogach linoleum...) jest dla mnie symbolem zmechanizowanego człowieka, który sterylność miejsc pracy i centrów handlowych próbuje przemycić za swój próg. Poza tym skomplikowane relacje (ale tak skomplikowane, że chyba przekombinowane) pomiędzy bohaterami, tudzież sprowadzone do poziomu (niskiego) ludzkiej seksualności, która dyktuje wszystkie warunki, nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia. To już wszystko było, chociażby u Kundery, na którym ewidentnie wzorował się Mawer.

Opisy okupowanego państwa, strach towarzyszący ucieczce, a również realia XX wieku to dobre strony tej powieści, które sprawiły, iż doceniam jej wartość. Mimo wszystko chroniczny brak akcji i wydumane rozterki bohaterów są ciężkostrawne, a nawet mogą odbić się czkawką. 

OCENA:  3 / 6 

9 września 2012

"Wypalone cienie" Kamila Shamsie (#22)



TYTUŁ: Wypalone cienie
TYTUŁ ORYGINAŁU: Burnt shadows
AUTOR: Kamila Shamsie
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011

LICZBA STRON: 431

Czym są te wypalone cienie? Czytałam i nie mogłam uwierzyć. Te cienie, to pozostałości po ludziach, tłuszcz osiadający na kamieniach, będący jedynym śladem po wybuchu bomby zrzuconej w 1945 roku na Nagasaki.

http://www.thearchetypalconnection.com/images/HiroshimaConcreteShadow.jpg
źródło

Hiroko poznajemy, gdy po spotkaniu z ukochanym przymierza jedwabne kimono należące niegdyś do jej zmarłej matki. Chwilę później materiał scala się ze skórą jej pleców tworząc nową fakturę, chropowatą i bez czucia, rozsiewającą charakterystyczny słodki swąd. Ukochany przeistacza się w cień, który wraz z kamieniem na którym osiadł zostaje pochowany w ziemi. Kobieta po wielu miesiącach radzenia sobie z przeszłością, postanawia odwiedzić rodzinę niedoszłego męża i wyjeżdża do Delhi, gdzie odnajduje jego przyrodnią siostrę. Odtąd losy Japonki i niemiecko-angielskiej rodziny będą toczyły się jednym torem.

Powieść należy traktować jako sagę, gdyż na jej stronach autorka powołuje do życia kolejne pokolenia. Jest to podróż po Indiach, Ameryce Północnej, Afganistanie, Japonii. Jesteśmy świadkami takich wydarzeń, jak II wojna światowa, stworzenie Pakistanu, 11 września w Nowym Jorku oraz wojna w Afganistanie. Autorka porusza ważne problemy, jak chociażby różnice kulturowe, polityka międzynarodowa oraz jej następstwa, konflikty na Bliskim Wschodzie. W tym wszystkim stłoczeni są ludzie z krwi i kości, którzy próbują odnaleźć się w nieprzychylnej rzeczywistości. Bohaterowie wystawiani są na próby, podejmują się heroicznych czynów, kochają i nienawidzą, a przede wszystkim starają się zrozumieć, dlaczego ten świat w którym przyszło im żyć, jest tak okrutny.

Historia jest na wskroś prawdziwa, uderza ładunkiem emocjonalnym, ale bywa również trudna w odbiorze. Miałam nie lada problemy, gdy poddawałam analizie słowa odnoszące się do polityki, której autorka poświęciła dużo miejsca. Gubiłam się, gdy rzucała egzotycznymi nazwami, a obco brzmiące imiona przesuwały się przed oczami i za nic w świecie nie potrafiły zabrzmieć w moich ustach.

Mimo wszystko polecam, bo warto poznać konsekwencje decyzji podejmowanych na wysokich szczeblach, które widoczne są najwyraźniej na najniższym poziomie, wśród zwykłych ludzi, jak ja i Ty. 
 

OCENA: 4 / 6  


 

Książka przeczytana w ramach wyzwania "Z literą w tle" ( w tym miesiącu "S") oraz "Literatura w Azji, Azja w literaturze".

8 września 2012

"Pchli Pałac" Elif Shafak (#21)



TYTUŁ: Pchli Pałac
TYTUŁ ORYGINAŁU: Bit Palas
AUTOR: Elif Shafak
WYDAWNICTWO: Literackie
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2009

LICZBA STRON: 500

W pałacu zamieszkała rodzinka prusaków, karaluchów, much oraz innych owadów, których wolałabym nie spotkać w trakcie wieczornych wędrówek po szklankę wody. Ja wolałabym ich nie widzieć, a mieszkańcy pałacu byli zmuszeni: przeskakiwać ponad ich ruchliwymi ciałami, tępić całe hordy, a przede wszystkim doszukiwać się ich miejsca narodzin. Czy wszystkiemu winne są śmieci podrzucane pod mur posesji przez okolicznych mieszkańców? Czy Stambuł utonie pod zielonymi i niebieskimi workami rzeczy odrzuconych?

Biegnę z wyjaśnieniami - to nie będzie historia o inwazji owadów, ani przypowieść o śmieciach. To jedna z najlepszych książek, które do tej pory miałam możliwość przeczytać, niejednoznaczna i cudownie napisana. Shafak przedstawia nam grupę ludzi, którzy są lokatorami Pałacu Cukiereczek. Każdy jest inny, rarytasowy, przeżywa własne zwycięstwa i porażki na wyjątkowy dla siebie sposób. W lokalu numer 8 obserwujemy, jak Błękitna Kochanka przygotowuje kolację dla swojego dobrodzieja, handlarza oliwą. Pod numerem 3 słychać rój suszarek i szelest folii, którą fryzjerzy bliźniacy nakładają klientkom. Dziewiątka to Tijen, która ma w zwyczaju wyrzucać rzeczy przez okna, gdy uzna, iż nie można ich wyczyścić, to pedantka. Na najwyższym piętrze odnajdziemy Madame Babcię, najbardziej tajemniczą lokatorkę pałacu, która we wszystkich budzi strach zmieszany z szacunkiem.

Afera śmieciowa połączy ich wszystkich, zmieni stosunki w rodzinie, będzie przyczynkiem nowych przyjaźni i urodzi kolejnych wrogów. Jak lokatorzy poradzą sobie z inwazją rupieci i jakie tajemnice ukrywają za drzwiami swoich mieszkań? Jaki będzie miał wpływ na historię fakt, iż na miejscu budynku istniał kiedyś cmentarz? Jakie dziedzictwo dostaną w spadku?

Słowa, jakimi operuje Shafak są finezyjne i płyną przed oczami, niczym rzeka, wszystko jest naturalne i niewymuszone. Losy, które śledzimy na łamach tej powieści są dowodem ogromnej fantazji, a jednocześnie rozumienia ludzkiej psychiki. Książkę można potraktować jako przypowieść o życiu i objąć w ramiona cytatu, w całości. Tutaj każde zdanie czegoś uczy, na coś otwiera oczy, porusza trybiki, które do tej pory czekały uśpione. Jest niezwykle interesująca, czasami zabawna, innym razem ponura, a przede wszystkim barwna i wciągająca. Mam ochotę biec do księgarni i kupić jej wszystkie książki, a potem zamknąć drzwi, zaciągnąć zasłony, zapalić lampkę, przygotować herbatę i usiąść wygodnie w fotelu, żeby otrzymać kolejne dawki wiedzy o życiu, które już dawno nie wydawało mi się tak fascynujące. 

OCENA: 6 / 6
 

Książka przeczytana w ramach wyzwania "Z literą w tle" ( w tym miesiącu "S").

7 września 2012

Chwalipięta - czyli recenzja miesiąca dla Wydawnictwa Znak


 


Kochani, przed chwilą dostałam informację, iż moja recenzja "Kiedy byłem dziełem sztuki" została wybrana, jako jedna z trzech, które okazały się najlepsze w miesiącu sierpniu (do wglądu TUTAJ). Ta informacja bardzo mnie ucieszyła, gdyż recenzje tworzę od niedawna i tego typu wyróżnienie jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego pisania. Poza tym musicie wiedzieć, że moją ostatnią nagrodą był album zdobyty na konkursie ekologiczno-przyrodniczym w PODSTAWÓWCE, więc już dawno nie czułam takiej ekscytacji.

Jeszcze bardziej cieszy mnie sama nagroda - w moje ręce powędruje "Przypadek Adolfa H." autorstwa Schmitta - uwielbiam jego twórczość, a samej książki jeszcze nie miałam okazji przeczytać, więc ekscytacja sięga zenitu. Pragnę serdecznie podziękować Wydawnictwu Znak za wyróżnienie.

Chciałabym również wyrazić ogromną wdzięczność Czytelnikom mojego bloga - jesteście dla mnie inspiracją, a Wasze uwagi i komentarze są najlepszą nagrodą. Miałam szczęście trafić w środowisko czytelnicze, które pompuje dobre emocje do moich tętnic. Dziękuję i dziękuję!

"Lord John i sprawa osobista" Diana Gabaldon (#20)



TYTUŁ: Lord John i sprawa osobista
TYTUŁ ORYGINAŁU:  Lord John and the private matter
AUTOR: Diana Gabaldon
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2006

LICZBA STRON: 293

Gabaldon jest mi znana z serii "Obca", której skrzętnie przyglądam się od kilku miesięcy i zakupuję kolejne tomy, kiedy tylko natrafi się ku temu okazja. Lord John to jeden z bohaterów występujących w poprzednich książkach pisarki, który został wydelegowany na karty nowej powieści.

Historia osadzona w realiach XVIII-wiecznej Anglii, której klimat odczuwalny jest na każdej stronie, już od samego początku wciąga za sprawą ciekawych wątków. Lord John to zamożny dandys, który na służbach Jej Królewskiej Mości musi stawić czoło groźnym szpiegom, wyjaśnić zagadkowe morderstwa i zmierzyć się z demonami przeszłości. Mężczyzna dowiaduje się o chorobie wenerycznej narzeczonego kuzynki i postanawia zdemaskować zalotnika zanim dojdzie do zawarcia związku małżeńskiego. W międzyczasie musi zbadać sprawę morderstwa jednego z kompanów, który był podejrzewany o kradzież ważnych dokumentów wojskowych.

W trakcie osobistego śledztwa trafia do Lawendowego Domu, który jest miejscem schadzek homoseksualistów. Tłumione żądze odżywają w nim na nowo i Lord ulega wdziękom jednego z chłopców. Sprawy komplikują się, gdy życie osobiste zaczyna wpływać na interesy zawodowe.

Nie przepadam za wątkami kryminalnymi, ale lubię klimat Anglii sprzed wieków i ta historia sprawiła mi niemałą przyjemność. Na początku poczułam ogromne zainteresowanie losami Lorda Johna, a moja ciekawość była podsycana przez zaskakujący rozwój przypadków. Niestety, ale zakończenie okazało się dość rozczarowujące i dobre wrażenie ulotniło się w kilka minut. Historia z pewnością posiada wiele dobrych stron: ciekawe charaktery, bardzo dobry język autorki, klimat lepkiego powietrza unoszącego się nad angielskimi dokami, jednakże czegoś jej brakuje. Nie muszę chyba zaznaczać, że jako kobieta hetero wolałabym zagłębiać się w tradycyjny wątek miłosny damsko-męski (nigdy nie sprawiało mi przyjemności wyobrażanie sobie stosunku dwóch mężczyzn, nic nie poradzę).

Lord John miał być przedsmakiem serii Gabaldon, w której mam nadzieję niedługo zatonąć. Spodobał mi się styl pisania autorki, ale poruszana przez nią problematyka już niekoniecznie. Polecam tę lekturę wielbicielom powieści historycznych i kryminałów.

OCENA: 2 / 6   

6 września 2012

"Gra o wszystko" Julian Lees (#19)



TYTUŁ: Gra o wszystko
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Fan Tan Players
AUTOR: Julian Lees
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2009

LICZBA STRON: 423

Wspaniała podróż do jądra parnego Makau, osady portugalskiej przycupniętej przy wschodnim wybrzeżu Chin. Od samego początku historia spisana przez Lees zrobiła na mnie duże wrażenie - zapewne za sprawą plastycznego języka oraz emocjonujących wydarzeń.

Akcja powieści osadzona jest w pierwszej połowie XX wieku. W oparach dymu unoszącego się znad cygar poznajemy Nadię, która pomaga wujkowi prowadzić sklep z tytoniem. Kobieta jest Rosjanką, która w młodości doznała wielu cierpień związanych z następstwami krwawej niedzieli, co ma znaczący wpływ na jej dorosłość.

W trakcie powodzi, która następuje na skutek blokady kanałów odpływowych, na ląd przedostaje się martwe ciało mężczyzny z obgryzioną do kości stopą i różańcem ulokowanym w ustach. Sprawa zostaje przydzielona Ianowi, który na służbach Jej Królewskiej Mości próbuje zdemaskować szajkę zajmującą się przemytem opium. Mężczyzna trafia na trop, który prowadzi go do sklepu wujka Nadii, a tam w trakcie rozwoju wypadków, rodzi się między nimi wyjątkowa zażyłość, zwana powszechnie miłością.

Uczucie, jakim Nadia zostaje obdarzona przez Iana sprawia, iż mężczyzna podejmuje się sprowadzenia do Makau jej chorego ojca. Podróż pełna poświęcenia scala ich związek i upewnia w decyzji o małżeństwie. Nie obejdzie się również bez zwykłych problemów, jak starania o dziecko, podejrzenia o zdradę, poszukiwania własnej tożsamości w obcym środowisku. Dramatyczny finał tej powieści upewnił w mnie przekonaniu, że wszystko może się zdarzyć i zawsze należy wytężać zmysły.

Wbrew pozorom nie jest to ckliwa historia dwojga zakochanych w sobie osób, a raczej opowieść o trudach życia, przeciwnościach losu i ogromnej wierze, która jest w stanie uratować wszystko. Barwność Makau uderzyła we mnie, niczym tęcza spadająca z nieba prosto na głowę, pokrywająca różnymi odcieniami włosy i ramiona. Bohaterowie okazali się nieszablonowi, a ich rzeczywistość niezwykle wciągająca. Książkę połknęłam w ciągu jednego dnia, nie byłam w stanie porzucić butnej Nadii i przebojowego Iana, a ich historia będzie we mnie mieszkać jeszcze długo po szeleście ostatniej strony.

OCENA: 5 / 6 

Postscriptum: Książka do nabycia w ramach wyprzedaży na stronie wydawnictwa Prószyński. Przeceniona z 36 na 5 złotych (na dzień 06.09.2012) - także polecam serdecznie.

(Dziękuję Panie Lees, za umieszczenie mojej recenzji na Pana stronie FB)



Książka przeczytana w ramach wyzwania "Literatura w Azji, Azja w literaturze".

5 września 2012

"Wieczór" Susan Minot (#18)



TYTUŁ: Wieczór
TYTUŁ ORYGINAŁU: Evening
AUTOR: Susan Minot
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2007

LICZBA STRON: 269

Nastrojowa okładka oraz tajemniczy tytuł potrafią być doskonałym wabikiem dla takiego wzrokowca, jak ja. Sięgając po tę pozycję, gdzieś we wspomnieniach miałam obraz ekranizacji, która wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Słyszałam opinie, iż książka osadzona jest w podobnym nastroju, ale wydarzenia nie pokrywają się ze scenariuszem filmowym - postanowiłam przeprowadzić prywatne śledztwo.

Poznajemy Ann, chorą na raka panią po sześćdziesiątce, matkę czwórki dzieci, która spędza swe ostatnie chwile w otoczeniu najbliższych - tych realnych, stojących obok łóżka i tych objawiających się jej jako halucynacje. Kobieta tkwi pomiędzy jawą i snem, a chwilowe przebłyski trzeźwości szybko zostają zastąpione majakami.

Najintensywniejszym wspomnieniem, które Ann ukryła głęboko w sobie jest wesele przyjaciółki podczas którego spotkała Harrisa. Kobieta od pierwszej chwili spędzonej w towarzystwie mężczyzny wiedziała, iż to będzie ten jedyny. Sprawy komplikują się, gdy dowiaduje się o jego narzeczonej, która w dodatku spodziewa się dziecka. Ten wieczór kończy się również rodzinną tragedią, która będzie miała wpływ na życie wielu osób.

Jest to smutna historia o odchodzeniu i godzeniu się z życiowymi wyborami. Ann miała kilku mężów i każdego kochała na swój sposób, jednak to Harris odcisnął największe piętno na jej sercu. Ten z pozoru przelotny romans okazał się być ważniejszy niż wszystkie lata spędzone w małżeństwie.

Jestem zadowolona z przebytej lektury, ale nie obyło się bez zgrzytów. Po pierwsze: styl, w jakim napisana jest powieść momentami zniechęca do kontynuowania. Po części rozumiem zamiary autorki, która chciała pokazać, jak zachowuje się ludzki umysł, który powoli gaśnie - chaotyczne obrazy przesuwające się przed oczami, wydarzenia na pozór niepasujące do siebie. Dlaczego jednak musiała prowadzić akcję na dwóch stronach, nie stosując ani jednego przecinka i ani jednej kropki? Coś takiego czyta się strasznie, aż kipią oczy. Język, którym posługuje się Minot bywa szalenie piękny, ale również okropnie nużący, a ta dwoistość sprawia, iż treść trawi się z trudem. Po drugie: mnogość bohaterów i wydarzeń wprowadza chaos, który samemu ciężko ogarnąć.

Polecam tylko amatorom nostalgicznych książek, którzy są w stanie przymknąć oko na ułomności tej lektury.

OCENA: 3 / 6 

4 września 2012

STOSIK (#6) - czyli zdobycze książkowe


W tym miesiącu postanowiłam przyłączyć się do dwóch wyzwań czytelniczych - Book-Trotter oraz Z literą w tle. Muszę przyznać, iż wyzwania zmotywowały mnie do bardziej świadomych poszukiwań, których efekty widać powyżej na fotografii.

Book-Trotter (co miesiąc czytamy książki reprezentujące inny kraj, we wrześniu jest to literatura rosyjska), a Z literą w tle czytamy książki, których nazwisko autora zaczyna się na wylosowaną literę, a w tym miesiącu jest to "S". Mój narzeczony poddał w wątpliwość tego typu przedsięwzięcia, bo "ograniczają wybory", ale ja się z tym nie zgadzam. 

Myślę, że gdyby nie wyzwanie to szybko nie trafiłabym na regał z powieściami rosyjskimi, a teraz dzierżę w dłoniach Sołżenicyna o którym słyszałam tyle dobrego i jest mi z tym bardzo dobrze. Wybrałam "Kochaj rewolucję!" bo jest w tym obłędny ładunek rosyjskości, a na okładce widnieje sierp i młot ( czy mogło być lepiej?). Kolejna powieść to "Vita" Melanii Mazzucco, która zachwyciła mnie tematyką, a poza tym postanowiłam sobie solennie zgłębiać "Serię z miotłą". Następnie w moje ręce trafiła Doris Lessing i jej "Znów ta miłość".  Autorka jest dla mnie swoistą zagwozdką, gdyż  dwa tomy jej biografii łypią na mnie z regału jeszcze nieprzeczytane. Postanowiłam najpierw zapoznać się z jej powieścią, a potem oddam się (lub nie) jej życiu osobistemu. Na koniec "Pchli pałac" Elif Safak, który wzięłam za sprawą porównania jej twórczości do Orhana Pamuka. Pamuk lubi moje mieszkanie i kilka jego powieści zamieszkało w jego czterech ścianach, więc grzecznością byłoby zaprosić również Safak.

Bardzo cieszy mnie ten stos, a jeszcze bardziej dzisiejsza wizyta kuriera i paczka z Prószyńskiego, którą postaram się pokazać pod koniec miesiąca, gdy podsumuję wszystkie zakupy. Jestem bardzo podekscytowana moimi nabytkami i nie pozostaje mi nic innego, jak zagłębić się w fotel i czytać, czytać...

3 września 2012

"Księga śmiechu i zapomnienia" Milan Kundera (#17)



TYTUŁ: Księga śmiechu i zapomnienia
TYTUŁ ORYGINAŁU: Kniha smichu a zapomneni
AUTOR: Milan Kundera
WYDAWNICTWO: Państwowy Instytut Wydawniczy
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2001

LICZBA STRON: 230

Kundera wyśmiewa wszystko, aby potem zapomnieć o większości, a resztę zrzuca na barki komunizmu oraz towarzyszącym mu represjom.

W "Księdze śmiechu i zapomnienia" mamy do czynienia z kilkoma na pozór odrębnymi historiami, które połączone są za sprawą takich elementów, jak miłość (uczucie prosto z serca i zwierzęce pożądanie) i prześladowania będące reakcją  na ludzką odwagę czy intelektualną hegemonię. Kundera wprowadza w swojej narracji elementy autobiograficzne - związane z śmiercią ojca - oraz luźne komentarze o kondycji Czech po 1968 roku, kiedy wojska radzieckie stacjonowały na terenie kraju. Dla pasjonatów Pragi znajdzie się kilka fragmentów, które nawiązują do ówczesnego miasta przepełnionego inwigilatorami, ale błyszczącego nadal i bez ustanku.

Proza Kundery nie jest błaha, wręcz bywa onieśmielająca. Tok rozumowania autora często bywa sprzeczny z naszym, ale godzimy się z tym i brniemy dalej.

"Księga śmiechu i zapomnienia" to dawka wielu emocji. Poznajemy Mirka, który jest śledzony w drodze do byłej kochanki. Zostajemy zaproszeni do domu Markety i Karela, gdzie wraz z przyjazdem atrakcyjnej Ewy zostajemy wplątani w trójkąt miłosny. Obserwujemy badania dwóch studentek nad własnym śmiechem. Dopingujemy studentowi, który ponad wszystko pragnie zdobyć żonę rzeźnika. Współczujemy Taminie, która na emigracji nie potrafi poradzić sobie ze stratą męża i pamiętników pozostawionych w Pradze. Kobieta trafia przez przypadek na wyspę zamieszkałą tylko przez dzieci, gdzie:

"Po raz pierwszy w życiu ciało doznawało przyjemności bez udziału duszy, która niczego sobie nie wyobrażała i niczego nie wspominała, która cicho odeszła z pokoju."*

Część autobiograficzna to przede wszystkim rozważania na temat upadku muzyki oraz dobrych obyczajów:

"Ludzie zafascynowani ideą postępu nie przypuszczają, że każda droga naprzód jest jednocześnie drogą ku końcowi i że w radosnych hasłach dalej i naprzód słychać w sposób zmysłowy głos śmierci, która wabi nas, abyśmy się pospieszyli."**

Warto sięgnąć po prozę czeskiego literata, chociażby z ciekawości, jakie tym razem kontrowersje zafunduje czytelnikowi. Uwielbiam Kunderę, gdy pochyla się nad leżącym człowiekiem, nie kopiąc go, ale i nie podnosząc. On patrzy po prostu i wszystko rozumie, a w tym przenikliwym spojrzeniu widać wszelkie nasze błędy.

*s.181
** s.182 

OCENA: 5 / 6

2 września 2012

"Marzycielka z Ostendy" Eric- Emmanuel Schmitt (#16)



TYTUŁ: Marzycielka z Ostendy
TYTUŁ ORYGINAŁU: Le reveuse d'Ostende
AUTOR: Eric-Emmanuel Schmitt
WYDAWNICTWO: Znak
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2009

LICZBA STRON: 314

W tym wypadku zbiór opowiadań, które popełnił Schmitt podziałały na mnie kojąco, a przede wszystkim wciągnęły w swoje macki z dużo większą gracją niż chociażby "Trucicielka". Na tom składa się z pięć następujących historii:

Marzycielka z Ostendy

Współczesny pisarz próbuje zapomnieć o ostatnim związku i zaszywa się w niewielkim miasteczku Ostenda, gdzie kojący szum fal pomaga mu osiągnąć wewnętrzny spokój. Podczas pobytu poznaje ekscentryczną właścicielkę pensjonatu w którym wynajmuje pokój. Kobieta zamknięta w salonie pełnym starych książek, z pozoru dziwaczka, postanawia podzielić się historią swojej największej miłości, która w równym stopniu była namiętna, co zakazana.

Zbrodnia doskonała

Podczas górskiej wędrówki kobieta postanawia zabić swojego męża i popycha go w stronę przepaści. Bez większych problemów przekonuje wszystkich, iż był to wypadek i wraca do domu, aby dowiedzieć się, co skrywają cztery pudełka ukryte w gabinecie męża. Tuż przed otwarciem pierwszej pokrywki w jej domu pojawia się policja i oskarża ją o zabójstwo - odnajduje się świadek, który widział jej czyn. Co skłoniło kobietę do tak drastycznego kroku? Jak potoczy się rozprawa sądowa? Co skrywają tajemnicze skrzyneczki?

Ozdrowienie

Młoda pielęgniarka cierpi z powodu kompleksów, które zamykają ją przed światem w byle jakich ubraniach i pod maską obojętności. Gdy w sali 221 pojawia się przystojny pacjent, który chwali jej urodę, postanawia zmienić się dla niego. Gdyby pominąć fakt, iż mężczyzna jest niewidomy (jej urodę rozpoznaje po przyjemnym zapachu ciała) oraz umierający, to mogłoby to być początkiem pięknej historii miłosnej.

Kiepskie lektury

Mężczyzna w średnim wieku mieszka w pomieszczeniach wypełnionych książkami, ale na próżno szukać wśród nich powieści. Interesuje go tylko literatura faktu, a fikcja śmieszy swoją naiwnością i niepotrzebnością. Wraz z kuzynką wyrusza na wieś, aby odpocząć od akademickich obowiązków. Tam wpada mu w ręce najnowsza powieść grozy, którą postanawia przeanalizować pod względem merytorycznym, a wpływ jaki dana historia będzie miała na rzeczywistość okaże się tragiczny w skutkach.

Kobieta z bukietem

Krótka historia starszej pani, która codziennie od kilkudziesięciu lat czeka na peronie z bukietem kwiatów w dłoniach. Pewnego dnia z pociągu wychodzi mężczyzna, który zmierza prosto w jej kierunku.


Podobno każde z opowiadań miało przedstawiać inne spojrzenie na kwestię marzeń - coś w tym jest. Marzenia okazują się obezwładniać człowieka i popychają do ich realizacji, ale efekty nie zawsze wywołują uśmiech na twarzy. Marzenia podobne są do obsesji, które ogarniają człowieka i zmuszają do działania. Marzenia zmieniają: ludzi i rzeczywistość, którą tworzą. Kilka z tych opowiadań bardzo mnie wciągnęło i zaintrygowało, ale nie obyło się bez gorszych momentów. Mimo przyjemnie spędzonego czasu na lekturze, dochodzę do wniosku, iż Schmitt w tego typu zbiorach nie do końca mnie przekonuje. Brakuje mi tych wzruszeń, które towarzyszyły podczas czytania "Oskara..." czy chociażby "Kiedy byłem dziełem sztuki". Obawiam się, że to nadal kwestia dialogów, które są dobre (bez wątpienia), ale nie fascynujące aż tak, abym wybuchała śmiechem lub płaczem.

Napiszę tak: jest w tym magia, ale jakby uśpiona. Jest w tym słodycz, ale z cierpkim posmakiem. Poleciłabym ten zbiór kilku osobom, ale nie nalegałabym, aby przeczytał go cały świat.


OCENA: 5 / 6