9 kwietnia 2013

"Rynek w Smyrnie" Jacek Dehnel (#130)

 
TYTUŁ: Rynek w Smyrnie
AUTOR: Jacek Dehnel
WYDAWNICTWO: W.A.B.
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2007
LICZBA STRON: 240
 
W sześciu opowiadaniach odnajdziemy Śmierć, która obserwuje swoje ofiary, młodą parę podróżującą po Europie, księdza o niepohamowanym apetycie na miłość, a nawet Dzieciątko Jezus, przemawiające do śmiertelników z obrazu. W "Patrząc na Stromboli" odbędziemy podróż do Włoch, która będzie obfitować w smaki i zapachy. To jedyne opowiadanie, które przeczytałam z ciekawością - nie bez powodu znalazło się na pierwszym miejscu. Dalej było tylko gorzej...
 
Dziwne to dzieło, niczym barokowy ołtarz o wielu zdobnych elementach, które niosą niewiele radości. Patrzę i podziwiam, ale odwracam głowę tylko na chwilę i zaraz zapominam. Czasami nie wiem, o co w tym chodzi, czasami ogarnia mnie błogi spokój wszechwiedzy. Nie można napisać, że opowiadania Dehnela są złe, nudne, pozbawione sensu. Autor posługuje się bogatym językiem, który obfituje w naleciałości, przypomina stary kredens pokryty delikatną warstwą kurzu, w którym ukrywają się skarby z minionej epoki. Poetyckość, wysmakowanie, niepospolitość - te słowa przychodzą mi na myśl, gdy zapraszam do głowy Dehnela. Siedzi sobie tam teraz i uśmiecha się kpiąco, bo zamiast oczywistych wniosków, mogę rozpisywać się w nieskończoność na tematy ogólne. Brakowało mi lekkości, w trakcie czytania odczuwałam ogromny ciężar na sercu i oczach - wszystkiego było za dużo, czasami wręcz coś istniało bez potrzeby. W gęstwinie liter można byłoby się zgubić, jedna chwila braku skupienia i wszystko stracone.
 
Nie jestem przekonana do stylu autora i tematów, które porusza. Dehnel przemyca suche fakty dotyczące historii sztuki, historii powszechnej, żongluje nazwiskami i bohaterami, przemyca prawdy o życiu, które opiera o konkretne doktryny. Czasami miałam wrażenie, że opowiadania są zbyt uduchowione, jakby na siłę wykreowane, przyciągające feerią barw, które omamiają i prowadzą do wybujałych zakończeń.  Najgorsze jest to uczucie zagubienia, które ogarnęło mnie po przeczytaniu ostatniej strony zbioru opowiadań - czy wysunęłam wnioski, nauczyłam się czegoś, odkryłam coś nowego? Moja odpowiedź brzmi: nie. Bogaty język zaspokoił duszę, ale treść okazała się ledwie znośna. To jakby sięgnąć po piękne jabłko o barwie ognia, które po ugryzieniu okazuje się zepsute. Liczę, że "Lala" zawładnie moim sercem i zrobi na mnie lepsze wrażenie - opowiadania to raczej kaprys.
 
Ocena: 3 / 6

8 kwietnia 2013

"Kara" Maja Wolny (#129)

 
TYTUŁ: Kara
AUTOR: Maja Wolny
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2009
LICZBA STRON: 212
 
Karolina, Karusia, Kara. Trzydziestoletnia kobieta w podróży. W trakcie jazdy samochodem po auostradzie E40, próbuje poukładać swoje życie. Odwraca się do tyłu i w przeszłości próbuje odnaleźć samą siebie. Jej monolog nie nudzi, a wręcz otwiera oczy. Na podstawie własnych doświadczeń, próbuje przeanalizować sens istnienia. Jako młoda dziewczyna uwikłała się w romans z nauczycielem akademickim w Brukeseli, gdzie studiowała w ramach programu Erazmus. Jan, jest synem polskiego emigranta, Józefa, którego losy przytacza Karolina. Józef, inżynier, który uczestniczyłw budowie auostrady, był również słabym mężczyzną, nie potrafiącym poradzić sobie z obcą kulturą i...seksualnym temperamentem. Zdrady, kłamstwa, truskawkowe ciasto jedzone w towarzystwie kochanki nad zalewem, fizyczne zaspokojenie - to wszystko sprawiło, iż jego żona stała się zgorzkniałą kobietą, a w przyszłości lodowatą teściową dla Karoliny. Karusia stara się zrozumieć, jak wydarzenia z przeszłości wpływają na teraźniejszość. Ukochany wykładowca zostaje jej mężem, lecz coś nie pozwala jej rozkoszować się nowym stanem rzeczy - czy Jan ma kochankę, czy Karolina będzie dobrą matką, dokąd zaprowadzi ją droga?
 
Powieść utrzymana jest w nostalgicznym klimacie, który stanowi zaprzeczenie prędkości, jaką można rozwinąć na autostradzie. Im szybciej mknie auto, tym wolniej przepływają wspomnienia. Niby nic, a jednak wiele. Na podstawie wielu faktów z przeszłości, krótkich opowieści i anedgot, jesteśmy w stanie wyłuskać różnice pomiędzy pokoleniami - od czasów powojennych, po współczesne. Karolina nie skupia się tylko na sobie, wręcz przeciwnie. Jest zafascynowana rodzicami, którzy ponad wszystko pragnęli jej dobra oraz teściami, jakich należałoby unikać. Oziębła teściowa potrafiła w kilku słowach skreślonych w liście, oznajmić Karolinie, iż nic nie jest warta, a jej pozycja w rodzinie jest bardzo niepewna.
 
Życie młodej studentki w obcym kraju, która zachodzi w ciążę z wykładowcą, nie jest usłane różami. Autorka otwarcie opisuje rzeczywistość zastaną na Zachodzie. Wspomina trudności, jakim musiano stawić czoła po II wojnie światowej, ale nie zapomina o młodych, wystawianych na liczne próby. Bardzo ciężko jest podjąć decyzje dotyczące przyszłości - odnaleźć pracę, która sprawia satysfakcję, partnera, który stanowi oparcie i miejsce, w którym można marzyć i śnić. Kara to opowieść o wątpliwościach, obawach, trudnych wyborach - bardziej smutna, niż pocieszająca, odurzająco prawdziwa, niezwykle prawdopodobna.
 
Ocena: 4 / 6

5 kwietnia 2013

"Ruth" Elizabeth Gaskell (#128)


TYTUŁ: Ruth
TYTUŁ ORYGINAŁU: Ruth
AUTOR: Elizabeth Gaskell
WYDAWNICTWO: MG
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2013
LICZBA STRON: 535

Ruth, młoda, pełna powabu dziewczyna, która zajmuje się drobnymi naprawami sukien wielmożnych pań, zostaje uwiedziona i porzucona. Na jej drodze staje bogaty mężczyzna o niephamowanym apetycie na życie, który nie zważa na dobro Ruth. Sięga po nią, jak po błyszczące jabłko i łapczywie wgryza się w miąższ. Krótki romans kończy się, gdy matka owego młodziana wkracza do akcji i jednym, szybkim ruchem, przecina nić łączącą tych dwoje. Ruth nie może odnaleźć swojego miejsca na ziemi, a już wkrótce okazuje się, że zostanie matką. Z pomocą przychodzi pan Benson i jego siostra, którzy oferują dziewczynie dach nad głową i pomoc przy dziecku. Kilka lat później Ruth zostaje guwernantką w domu pana Bradshawa, który z ogromną ufnością powierza jej swoje pociechy. Tylko Bensonowie znają mroczną przeszłości Ruth, ale koleje losu są nieznane i wszystko może wyjść na jaw...Na horyzoncie pojawia się ojciec jej dziecka, który próbuje wyegzekwować prawo do syna...

Gaskell umiejętnie przedstawiła realia życiowe połowy XIX wieku, kiedy tylko małżeństwom zezwalano na cielesne zbliżenie, a samotne matki były grzesznicami, które zasługiwały na piekło. Bękart był traktowany, jak pomiot szatana, wyszydzany i skazywany na niepowodzenie już w chwili urodzenia. Kobieta, która zbłądziła i oddała swoją cnotę bez zgody Kościoła, mogła tylko liczyć na najgorszą pracę i pogardę. Gdyby nie bezinteresowna pomoc Bensonów, Ruth musiałabym czyścić podłogi na klęczkach za kromkę chleba i dzban wody. Mogłaby również cerować ubrania biedaków, którzy płaciliby marnie i głośno narzekali na jakość szwów. Na szczęście jej skrucha była tak wielka, a chęć naprawienia błędów niezmierzona, że nikt nie wątpił w wersję wydarzeń, którą stworzono na poczekaniu. Jako "wdowa" z niemowlęciem, spotkała się z przyjaznym przyjęciem w niewielkim miasteczku. Smutny to obraz, kiedy trzeba płacić za błędy młodości (Ruth miała zaledwie 16 lat, gdy zaszła w ciążę) i żyć w ciągłym strachu, że prawda może wyjść na jaw. Mam wrażenie, że niewiele zmieniło się w kwestii postrzegania nieślubnych dzieci i luźnych związków - niby jesteśmy tolerancyjni, niby wolni, ale słysząc o młodocianych matkach, w ustach nabrzmiewa nagana.

Autorka stworzyła wielu ciekawych bohaterów. Rodzina Bensonów i Bradshawów to zlepek różnych osobowości - od prawie świętych po ukrywających się grzeszników. Dobro miesza się ze złem i walczy o dominację. Oprócz problemów natury etycznej, pojawia się zazdrość, oszustwa finansowe, a nawet historie zaradnej gospodyni, która dzieli się swoimi refleksjami na temat związków, kuchni oraz życia w ogóle. W książce odnajdziemy wiele cytatów z Biblii, co bywa męczące. Nie jestem osobą, która odnajduje się w tego typu mądrościach, ale rozumiem, że w tamtych czasach Biblia była niejednokrotnie jedyną księgą w domostwie, którą czytano wielokrotnie i brano sobie do serca. Powieść ma swój klimat, który warto poczuć na własnej skórze. Mimo naiwności głównej bohaterki, która wierzyła, że miłość jest w stanie zwyciężyć wszystko, to warto zwrócić uwagę na jej walkę o dobro dziecka. To nigdy się nie zmieni - w większości przypadków dla dzieci jesteśmy zdolne zrobić wszystko.

Ocena: 4 / 6



Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Pani Dorocie, reprezentującej Wydawnictwo MG.

3 kwietnia 2013

"Belcanto" Ann Patchett (#127)


TYTUŁ: Belcanto
TYTUŁ ORYGINAŁU: Bel Canto
AUTOR: Ann Patchett
WYDAWNICTWO: Rebis
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Poznań 2008
LICZBA STRON: 407

Na przyjęciu urodzinowym, organizowanym w Ameryce Południowej (nazwa państwa jest nieznana) występuje światowej sławy śpiewaczka operowa. Pan Hosokawa, solenizant, jest wielkim fanem muzyki i owej śpiewaczki, przez co czuje się najszczęśliwszym człowiekiem na całej planecie. W otoczeniu wielu osobistości, czyhających na możliwości inwestycjne pana Hosokawy, można wyczuć napięcie. Przyjęcie jest tylko pretekstem, pierwszym krokiem do rozmów o przyszłości, ale gdy nagle gasną światła, interesy przestają mieć znaczenie. Terroryści wkraczają do willi wiceprezydenta. Niestety, na miejscu okazuje się, że prezydent nie dotarł na przyjęcie, gdyż wolał oglądać swój ulubiony serial w telewizji. Terroryście nie rezygnują jednak z przeprowadzenia swojej akcji i po wypuszczeniu kobiet (wyjątkiem jest śpiewaczka operowa, która pozostaje zakładnikiem), oczekują, iż wszystkie ich żądania zostaną spełnione.

Mnogość bohaterów była dla mnie plusem, do tej pory. W "Belcanto" mamy wielu bohaterów, ale żaden z nich nie ciekawi, nie inspiruje, nie wabi i nie stanowi zachęty do dalszego czytania. Oprócz Gena, który spełnia rolę tłumacza (o dziwo włada płynnie wieloma językami) , nie poczułam sympatii do nikogo. Nie mogę napisać, że wszystkie osoby, które pojawiły się na kartach tej powieści, były odpychające, ale nie byłam w stanie ich docenić. Denerwowała mnie ich ociężałość, przeciągłe spojrzenia, lenistwo, akceptacja nowego stanu rzeczy, przed którym powinni bronić się wszystkimi możliwymi sposobami. Jestem zaskoczona, gdyż  "Stan zdumienia" tej samej autorki, to książka, która obezwładniła mnie, powaliła, w której polubiłam wielu bohaterów. Jak widać każdemu może podwinąć się noga, a może odwrotnie - każdy może stworzyć coś wyjątkowego, ale jednorazowo.

"Belcanto" to nie jest głupia i płytka powieść, napisana koślawym językiem. To po prostu nudna książka, w której wszystko trwa, ale nie porusza się do przodu. Brak w niej emocji, uczuć, zwrotów akcji, zaskakująych pytań i bolesnych odpowiedzi, wrażliwych zakładników i brutalnych porywaczy. Nigdy nie spodziewałam się, że atak terrorystyczny może przebiegać w ten sposób. Nierealny obraz, w którym ambasadorzy przygotowują kurczaki na obiad i dostają wszystko, czego zapragną, nie może być rzeczywistością. Śpiewaczka operowa, która otrzymuje nuty i umila czas swoim głosem, to absurd, błędne rozumowanie. Nie jestem przeciwniczką irracjonalnych książek, w których autor folguje sobie i nagina prawdę, ale mam wrażenie, iż zamiarem Patchett było stworzenie czegoś z przekazem, czegoś ponad przeciętność, a przed sobą mam karykaturę, lecz nie jest to śmieszne. To jest nijakie. To jedna z tych książek, których nie będę pamiętać za miesiąc, chociaż czytałam ją przez wiele dni. Książka o niczym, ani śmieszna, ani smutna, osadzona gdzieś pomiędzy, w krainie bylejakości.

Ocena: 2 / 6

1 kwietnia 2013

RAPORT (#9) - czyli ostatnio przeczytane książki - MARZEC 2013

W marcu miałam dużo czasu na czytanie i nie wahałam się go wykorzystać. Jak widać ostatnie dni miesiąca minęły bez książki w rękach. W tym roku organizowałam spotkanie świąteczne u siebie w domu i siedziałam zamknięta w kuchni. Gotowałam i piekłam sama, a w między czasie zmywałam i doprowadzałam wszystko do porządku. Zazdroszczę mężczyznom nastawienia do tego typu działań - ja jestem zestresowana, chcę, żeby wszystko było zrobione idealnie i poruszam się chaotycznie, obijając się o ściany. Tymczasem mężczyźni chowają się w najciemniejszych kątach mieszkania i przeczekują burzę, żeby potem trifumfalnie pojawić się przy stole i skosztować wszystkich smakołyków. Cudownie! ;)
 
 
(Daty z przodu określają moment, w którym daną książkę skończyłam czytać)
 
 
 
26.03.2013 - "Oczyszczenie" Sofi Oksanen (335 s) (recenzja tutaj)
 
 
 
25.03.2013 - "Ines, pani mej duszy" Isabel Allende (397 s) (recenzja tutaj)
 
 
 
24.03.2013 - "Oliwkowy szlak" Carol Drinkwater (532 s) (recenzja tutaj)
 
 
 
22.03.2013 - "Stan zdumienia" Anna Patchett (445 s) (recenzja tutaj)
 
 
 
21.03.2013 - "Trzy oblicza pożądania" Megan Hart (412 s) (recenzja tutaj)
 
 
 
20.03.2013 - "Posłaniec" Markus Zusak (345 s) (recenzja tutaj)
 
 
 
20.03.2013 - "Cywilizacja komunizmu" Leopold Tyrmand (257 s) (recenzja tutaj)
 
 
 
19.03.2013 - "Morze ognia" Chufo Llorens (800 s) (recenzja tutaj)
 
 
 
16.03.2013 - "Ostatni raz" Anna Gavalda (117 s) (recenzja tutaj)
 
 
 
15.03.2013 - "O pięknie" Zadie Smith (598 s) (recenzja tutaj)
 


12.03.2013 - "Droga do nieba" Erica Fischer (331 s) (recenzja tutaj)


 
11.03.2013 - "Bieguni" Olga Tokarczuk (451 s) (recenzja tutaj)
 


10.03.2013 - "Samotność liczb pierwszych" Paolo Giordano (331 s) (recenzja tutaj)


 
 09.03.2013 - "Księga Edenu" Kai Meyer (678 s) (recenzja tutaj)
 


 04.03.2013 - "Bękart ze Stambułu" Elif Shafak (450 s) (recenzja tutaj)
 
 
03.03.2013 - "Eve Green" Susan Fletcher (261 s) (recenzja tutaj)
 


02.03.2013 - "Prowincja pełna smaków" Katarzyna Enerlich (249 s) (recenzja tutaj)
 
 
 
Podsumowując, w  MARCU 2013 przeczytałam 17 książek - 6989 stron.
 
 
W tym miesiącu sięgnęłam po swoją pierwszą powieść erotyczną ("Trzy oblicza pożądania" Megan Hart) i bardzo tego żałuję. Miałam nadzieję, że będę w stanie wyłuskać coś dobrego z tej książki, ale nie potrafiłam i jestem pewna, że nie będę próbować z innymi tytułami. Miałam również nieciekawą przygodę z "Marzeniem Celta" Mario Vargas Llosy. Nie potrafiłam przebrnąć przez całą książkę, zatrzymałam się na 150 stronie i rzuciłam ją w kąt. Nie mogę przekonać się do Llosy. Doceniam jego wybór tematów i cieszy mnie duża ilość faktów historycznych, ale jego proza jest ciężka i wydumana, nie odnalazłam się pomiędzy kartkami jego powieści. Wszystkie plany czytelnicze związane z noblistą zostają wstrzymane do odwołania.
 
W marcu zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona przez Jenah i Honoratę, które bezinteresownie przesłały mi książki. Jestem bardzo wdzięczna dziewczynom za miły gest i cieszy mnie ogromnie moja działalność w blogosferze. Niestety, w kwietniu będę musiała włożyć wiele energii w realizację swoich planów i nie będę przytulać książek tak często, jak ostatnio. Mam jednak nadzieję, że nigdy nie stracę zapału do prowadzenia bloga, bo jest mi tutaj bardzo dobrze. :) 

31 marca 2013

Wyniki konkursu wiosennego

Kochani!

Za oknem śnieg, ale dzięki...

alison2

poczułam wiosnę. Kochana, pragnę powiadomić  Cię, że wybrałam Twoją odpowiedź i wygrałaś "Sezon na oliwki" Carol Drinkwater! Gratuluję! 

Oto cudowna wizja wiosny według alison2:

"Już wkrotce, poczujesz delikatne promienie słońca, łagodnie pieszczące Twoją twarz, zobaczysz koty, które bezwstydnie zaczną wygrzewać się na balkonach, zobaczysz pierwsze znaki tego, że przyroda po zimowym śnie powoli się przebudza, by już wkrótce cieszyć nas swoją urodą, poczujesz w powietrzu zapach świeżości i młodości a w żyłach napływ nowej enegrii do życia, zapragniesz zupełnie spontanicznie wyjść na spacer, choć nie będziesz w stanie sobie wytłumaczyć dlaczego, na Twojej twarzy zagości uśmiech a w Twoim umysle zakiełkuje myśl, że życie może być naprawdę piękne...

Tego Ci życzę :-)"

29 marca 2013

"Oczyszczenie" Sofi Oksanen (#126)

 
TYTUŁ: Oczyszczenie
TYTUŁ ORYGINAŁU: Puhdistus
AUTOR: Sofi Oksanen
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2010
LICZBA STRON: 335
 
Estonia, państwo pod ogromnym wpływem krajów skandynawskich, z burzliwą przeszłością dotyczącą konfliktu z Rosją. To tutaj mieszka Aliide, która w swym skromnym gospodarstwie przeczekuje życie. Pewnego dnia na jej podwórku pojawia się Zara, młoda dziewczyna o wyglądzie pobitego psa. Jest brudna, roztrzęsiona. Zara uciekła z domu publicznego i postanowiła odnaleźć swoją cioteczną babkę, wierząc, że na estońskiej wsi odnajdzie spokój i ukojenie. Dla Aliide spotkanie z młodą dziewczyną jest bolesnym doświadczeniem, gdyż powracają niechciane wspomnienia, ale to również droga ku oczyszczeniu, wędrówka przywracająca spokój duszy.
 
Książka jest bardzo mocna, intensywna, jak dzban espresso. Oksanen z ogromną szczerością opisuje życie w domu publicznym. Są to brutalne, często obsceniczne obrazy, które przerażają, ale docierają nawet do najgłębszych zakamarków umysłu. Gwałty, filmy porno, ekscentryczni klienci, perwersyjni alfonsi. Dla Zary wyjazd na zachód miał być przepustką do lepszego życia, pierwszym krokiem zbliżającym ją do studiów medycznych. Naiwność i wiara w powodzenie zaćmiły jej umysł, przez co okazała się łatwą zdobyczą dla handlarzy ludzkim ciałem. Po przyjeździe do Niemiec została zamknięta w ciasnym pokoju, gdzie musiała oglądać filmy instruktażowe "jak zadowolić mężczyznę". Niejednokrotnie bita, wyzywana, wpadła w nałogi i w otępienie. Z przykrością śledziłam jej losy i trzymałam za nią kciuki, nie chciałam, żeby wpadła ponownie w ręce swoich oprawców. To już plaga. Piękne, młode, samotne dziewczyny wyjeżdżają do pracy - chcą być kelnerkami, opiekunkami, a na miejscu zostają rozebrane do naga i zmuszone do prostytucji. Marzenia o lepszym jutrze są silniejsze, niż strach.
 
Estońska rzeczywistość w pierwszej połowie XX wieku to idealne tło dla tragedii rodzinnej Aliide. Kobieta zakochała się w nieodpowiednim mężczyźnie, który przysporzył jej wielu trosk. Hans był członkiem ruchu oporu o nazwie "Leśni Bracia", ukochanym siostry Aliide - Ingel i ojcem jej dziecka. Ukrywany przez siostry we wnęce za szafą, na zewnątrz wychodził tylko po zmroku. Aliide próbowała zdobyć Hansa na wiele sposobów, prosząc o pomoc wiejską znachorkę, ale jego miłość do Ingel była niezmierzona. Aliide została żoną partyjnego działacza Martina, za sprawą którego Ingel i jej córka Linda, musiały opuścić rodzinny dom. To przerażająca opowieść o toksycznej miłości. Na podstawie wspomnień Aliide i dzienników Hansa, śledzimy zmiany, jakie dokonywały się w Estonii na przestrzeni wielu lat - od sielskiego życia po brutalną rzeczywistość kolektywizacji.
 
Powieść wielowątkowa, kobieca twarz o wielu obliczach. Książka o zaślepieniu, obsesjach, strachu. Dosadna i szczera, oczyszczająca.
 
Ocena: 5 / 6

27 marca 2013

"Ines, pani mej duszy" Isabel Allende (#125)



TYTUŁ: Ines, pani mej duszy
TYTUŁ ORYGINAŁU: Ines del alma mia
AUTOR: Isabel Allende
WYDAWNICTWO: Muza
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2008
LICZBA STRON: 397

Nieustraszona kobieta, która postanawiła opuścić Europę i wyruszyć na spotkanie z mężem, kierując się w stronę Ameryki Południowej. Ines, skromna szwaczka o wielkiej sile charakteru, która stojąc obok konkwistadora Pedra de Valdivii, założyła państwo Chile. Po przybyciu na nowy ląd, Ines nie traciła nadziei na odnalezienie męża, ale po niedługiej podróży otrzymała wiadomość o jego śmierci. Jako wdowa, była wolna i mogła dokonywać własnych wyborów. Nie mogąc znieść bezczynności, przyłączyła się do grupy wyruszającej na podbój terenów dzisiejszego Chile. W trakcie wędrówki zakochała się w konkwistadorze de Valdivii i została jego kochanką. Zajmowała się szyciem, leczeniem chorych, hodowlą zwierząt, a później skupiła się na budowaniu pierwszego miasta w Chile, Santiago.

Na podstawie faktów historycznych, Allende stworzyła piękną opowieść o wędrówce i poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi. W książkach autorki spotykamy silne kobiety, które inspirują i zmuszają do działania. Tutaj oprócz Ines, śledzimy losy zniewolonych kobiet, przede wszystkim rodowitych mieszkanek Ameryki Południowej. Niewolnictwo to najgorsza plaga podbitych terenów. Rola kobiet była niezwykle ważna, to one gotowały, uprawiały warzywa, naprawiały odzież, a wieczorami ogrzewały zmęczone ciała mężczyzn. Tylko za jaką cenę? W większości przypadków były zmuszane do miłości fizycznej, po której zostawały pamiątki na zawsze, w postaci rodzących się dzieci. Metysi nosili piętno białego człowieka, bo tak naprawdę nie należeli do nikogo - Indianie gardzili ich jasną skórą, a Europejczycy nie szanowali ze względu na domieszkę indiańskiej krwi. Okrutne są losy mieszkańców Ameryki Południowej, którzy musieli walczyć o niepodległość, nie mając zbroi ani ciężkiej broni.

Allende opisuje rzeczywistość, nie bojąc się ciężaru prawdy. Potrafi odnaleźć pozytywne cechy po obu stronach ringu - u rdzennych mieszkańców i zachłannych Europejczyków. Nie boi się opisywać brutalnych spotkań, w czasie których nad głowami przelatują ucięte części ciała. Między mrożące w żyłach sceny, wplata idylliczne obrazy życia w dżungli, gdzie wszystko śpiewa i tańczy, poruszane przez wiatr. Powieść wciąga i fascynuje. Nie jestem w stanie opisać podziwu, jaki odczuwam wobec Allende. Zazdroszczę jej wrażliwości i rzeczowości, podziwiam za kunszt literacki i wybujałą wyobraźnię. Jestem zafascynowana postaciami kobiecymi, które tworzy autorka i chłonę ich energię, aby móc działać cuda.

Ocena: 5 / 6

26 marca 2013

"Oliwkowy szlak" Carol Drinkwater (#124)

 
TYTUŁ: Oliwkowy szlak
TYTUŁ ORYGINAŁU: The olive route
AUTOR: Carol Drinkwater
WYDAWNICTWO: Literackie
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011
LICZBA STRON: 532

Kolejna część serii o oliwkowej farmie (już czwarta!), którą miałam przyjemność przeczytać. Tym razem Carol opowiada o swoich podróżach, a raczej o wielkiej wędrówce oliwkowym szlakiem. Autorka postanawia prześledzić historię uprawy oliwek i odnaleźć miejsce, w którym znajdują się najstarsze drzewa. Ta część jest niepodobna do poprzednich, gdyż nie zostajemy zaproszeni na farmę, a jedynie dostajemy pozwolenie na przycupnięcie w rogu walizki, którą Carol uderza o niezliczoną ilość przeszkód, na drodze ku kolejnym hotelom czy zabytkom. Z pewnością jest to coś nowego, innego od pozostałych zapisków, przez co może okazać się rozczarowaniem dla osób, które polubiły farmę i życie na niej. Osobiście nie przepadam za literaturą podróżniczą, naszprycowaną faktami, niczym babcine pierogi, z których wylewa się farsz. Mimo wszystko poczułam ciepło, które wydobywa się spomiędzy kartek, zapragnęłam spakować plecak i wyruszyć w podróż. To bardzo inspirujące i wyjątkowe dzieło, które jest spisem przygód wesołych i smutnych, oscylujących wokół małych, okragłych oliwek, które zamieniają się w płynne złoto.
 
Mam wrażenie, że podróż w poszukiwaniu prastarego drzewa oliwnego była tylko pretekstem do snucia rozważań o kondycji życia w krajach położonych nad Morzem Śródziemnym. Począwszy od Libanu, przez Syrię, Turcję, Maltę, Tunezję, Libię, Grecję, Kretę, aż po Izrael, Carol opowiada o historii każdego kraju, narodu. Skupia się na najważniejszych wydarzeniach historycznych, uwarunkowaniach geograficznych, a przede wszystkim na ludzkim życiu i obyczajach. Nie boi się szczerości i opisuje tragiczne warunki w jakich funkcjonują mieszkańcy - od kulawych dzieci, po bezpańskie psy. Na podstawie obserwacji wysnuwa liczne wnioski - konflikty na tle religijnym to powód wielu tragedii. Autorka podróżuje sama i nie można odmówić jej odwagi. Jest atrakcyjną kobietą, która nie lęka się przebywać wśród wygłodniałych seksualnie mężczyzn. Jej pragnienie wiedzy przyćmiewa strach.

Podróż Carol to symfonia smaków, zapachów i niezwykłych widoków. Informacje historyczne wymieszane są z lekkimi opowieściami rodzinnymi, a bogactwo ludzkich charakterów jest w stanie oczarować każdego czytelnika. Nie jest to najlepsza część z serii, ale na pewno warta uwagi. Historia silnej kobiety, która nie boi się realizować marzenia. Ogromna gratka dla wielbicieli ekstremalnych wrażeń, przygód i dobrego jedzenia.
 
Ocena: 4 / 6
 
Jeśli chcecie poznać Carol i poczuć klimat francuskiej prowincji, to zachęcam Was do wzięcia udziału w moim konkursie, w którym można wygrać jeden z tomów oliwkowej serii. Szczegóły TUTAJ.

25 marca 2013

"Stan zdumienia" Ann Patchett (#123)


TYTUŁ: Stan zdumienia
TYTUŁ ORYGINAŁU: State of wonder
AUTOR: Ann Patchett
WYDAWNICTWO: Znak
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2012
LICZBA STRON: 445 

Marina jest naukowcem. Zostaje wysłana do amazońskiej puszczy, gdzie musi wyjaśnić śmierć swojego współpracownika i odnaleźć doktor Swenson, zajmującą się badaniami nad płodnością kobiet. Doktor Swenson odkrywa plemię, w którym kobiety zachodzą w ciążę nawet po siedemdziesiątce. To ogromny przełom, a koncern farmaceutyczny, dla którego zatrudniona jest Marina, zaciera ręce na myśl o potencjalnych zyskach. Na miejscu wszystko zaczyna się komplikować - Marina nie odnajduje ciała przyjaciela, doktor Swenson skrywa okrutną tajemnicę, a życie w dżungli okazuje się być trudne i wyczerpujące. Mimo wielu osób, które pomagają amerykańskim naukowcom, praca wydaje się być niemożliwa do wykonania. Kanibale, anakondy, komary przenoszące malarię, to wszystko zmniejsza morale i jest początkiem wielu konfliktów. 

Niesamowity klimat, niczym z dobrego filmu dokumentalnego, ale skupiającego się na jednostkach ludzkich, dla których przyroda stanowi jedynie tło. Autorka porusza bardzo trudny problem - decyzji o posiadaniu dziecka, którą można podjąć bez względu na uwarunkowania fizyczne. Na podstawie badań doktor Swenson można wysnuć kilka wniosków dotyczących kondycji ludzkiej psychiki - dla Mariny, czterdziestoletniej kobiety, która nie posiada dzieci, to wszystko brzmi absurdalnie. Dzikość dżungli, brak podstawowych produktów ułatwiających dbanie o higienę osobistą, a dodatkowo strata bagażu, który zaginął na lotnisku, to wszystko ogałaca bohaterkę i wystawia ją na wiele prób. Jesteśmy świadkami bezinteresownej pomocy se strony tubylców oraz stacjonujących w wiosce naukowców, co pokrzepia i umacnia w przekonaniu, że człowiek nigdy nie zostaje sam. Bardzo ważnym elementem powieści było zwrócenie uwagi na obyczaje mieszkańców amazońskiej wioski, które diametralnie różnią się od funkcjowania Amerykanów czy Europejczyków. Tutaj warto zwrócić uwagę na reakcje poszczególnych bohaterów, którym było bardzo trudno zaakceptować fizyczny kontakt z obcym ciałem, lokalne potrawy oraz niebezpieczeństwa z jakim wiąże się życie w dżungli. 

Jestem zaskoczona, bo nie spodziewałam się takich emocji. Niejednokrotnie czułam się, jakby spomiędzy kartek wysunęła się dłoń i wymierzyła mi siarczysty policzek. Niesamowite zwroty akcji, bogaci bohaterowie, bardzo dobrze skonstruowana fabuła.To jedna z tych książek, które zamyka się po przeczytaniu ostatniego zdania i za wszelką cenę próbuje się zatrzymać łzy pod powiekami i westchnienie wydobywające się z płuc. Mam świadomość, że słowa wpływają na moje życie i dźwigam ten ciężar każdego dnia, ale bywają momenty, gdy muszę wypluć gorycz i wtedy czuję, jak słony potok wnika w skórę na policzkach. To wspaniały moment dla którego warto czytać. Polecam Stan zdumienia, jestem przytłoczona, a jednocześnie niezwykle lekka i to jest cudowne. 

Ocena: 5 / 6

 

Książka przeczytana w ramach wyzwania "Z literą w tle" (w tym miesiącu "P").

24 marca 2013

"Trzy oblicza pożądania" Megan Hart (#122)

 
TYTUŁ: Trzy oblicza pożądania
TYTUŁ ORYGINAŁU: Tempted
AUTOR: Megan Hart
WYDAWNICTWO:Harlequin
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2012
LICZBA STRON: 412
 
W ramach eksperymentu postanowiłam sięgnąć po powieść erotyczną. To pierwsza książka tego typu, która wpadła w moje dłonie i...gdyby to nie był egzemplarz pożyczony, to wylądowałby na balkonie sąsiadów, wcześniej przelatując przez ramę mojego okna. Dla takich rzeczy ścina się drzewa? Sam tytuł nawiązuje do modnego ostatnio przypadku Greya, chociaż w oryginale nie ma nic wspólnego z tym panem. Okładka również wpisuje się w kanon. Wnioskując - rynek wydawniczy został zalany (tak, zalany) przez kiepskie książki, które naładowano erotyzmem po brzegi. W tym przypadku brak mi słów i długo zastanawiałam się nad tym, jak określić to, co czuję. Nie jestem przekonana, że warto w ogóle pisać o tej książce, ale chciałabym ostatecznie rozliczyć się sama ze sobą.
 
Fabuła nie jest skomplikowana, ale miałam wrażenie, że autorka na siłę próbuje nadać głębi poszczególnym bohaterom, szczególnie Anne. Kobieta została przygnieciona kamieniami. Przypisano jej traumę po życiu w rodzinie z problemem alkoholowym, w cieniu przebojowych sióstr. Strach przez zajściem w ciążę został usprawiedliwiony przez poronienie, którego doświadczyła w młodości. Obok niej mężczyźni, którzy zostali okrutnie skrzywdzeni - autorka wychodzi z założenia, że dwóch facetów nie potrafi rozmawiać ze sobą w kulturalny sposób. Symbolem męskości jest dla niej nagminne obrażanie się i używanie wulgaryzmów. Chwileczkę! Czy ja żyję na innej planecie? Spotykam się z mężczyznami i uczestniczę w ich rozmowach. Nigdy nie byłam świadkiem ordynarnych dialogów, w których rzucano mięsem, niczym w rzeźni. Pisze się i mówi się, że kobiety traktowane są przedmiotowo, ale w tym przypadku faceci zostali zdeptani przez stado szpilek, dosłownie wbici w ziemię.
 
Przepis na powieść erotyczną jest prosty - pokroić poszczególne składniki w drobną kostkę i wrzucić do wrzącej wody, dużo popieprzyć. W doprawianiu tkwi tajemnica. Spodziewałam się śmiałych scen erotycznych, czegoś nowego, podniecającego, pobudzającego. Przymknęłam oko na bohaterów, na ubogi język, na ogólny chaos, ale nie mogę przejść obojętnie obok głównego tematu: seksu. Niestety, ale autorka nie potrafi opisać zbliżenia pomiędzy dwójką (czy trójką) bohaterów w umiejętny sposób. Zrobiła to pobieżnie, bez fantazji, często skupiając się na mało istotnych kwestiach, a zapominając o tych najważniejszych. Wszystkie sceny erotyczne były do siebie podobne, a niektóre określenia powtarzały się kilkukrotnie. To zmierzch literatury. Nie odkryłam nic nowego, nie wzruszyłam się, nie wzbogaciłam swojego słownictwa. Nie jestem w stanie zrozumieć, jaką wartość przedstawia książka erotyczna, bo ja przebrnęłam przez nią z bólem w sercu. Każdy ma prawo dokonywać własnych wyborów i serwować oczom konkretne obrazy, ja szukam czegoś innego w literaturze, czegoś mniej namacalnego, co wyłania się z ziemi po wielu godzinach kopania.

Ocena: 1 / 6

23 marca 2013

"Cywilizacja komunizmu" Leopold Tyrmand (#121)


TYTUŁ: Cywilizacja komunizmu 
AUTOR: Leopold Tyrmand
WYDAWNICTWO: MG
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2013
LICZBA STRON: 257

Tyrmand w fascynujący sposób opisuje zagadnienia związane z komunizmem. W kilkudziesięciu rozdziałach porusza konkretne problemy, Jak się urodzić i Jak umrzeć, Jak być kobietą czy Jak być playboyem, a to wszystko jest tylko wstępem do głębszych rozważań. Autor zastanawia się, jak ludzie mogli funkcjonować w kraju pełnym ograniczeń, przywołuje w pamięci życie w Polsce i Rosji. Na podstawie własnych doświadczeń i historii zasłyszanych w biegu, opowiada o wszystkim, o produkcji pasty do zębów i funkcjonowaniu policji, o podsłuchach i edukacji szkolnej. Czytając tę książkę można płakać i śmiać się na przemian, gdyż Tyrmand przejaskrawia komunizm do bólu, jest szyderczy i jednostronny, nie potrafi odnaleźć pozytywnych stron tego ustroju politycznego:
 
W polskich szkołach pojętni uczniowie twierdzili skwapliwie na egzaminach, że schody wynalazł Rosjanin nazwiskiem Iwan Schodow, Amerykę odkrył Krzysztof Timofiejewicz Kolumbow, a elektryczność niejaki Beniamin Franklinenko.*
 
Tyrmand określa swoje zapiski słowem pamflet - tym samym deklaruje, że jego słowa mają na celu wytknięcie wad komunizmu, posiłkując się encyklopedią: pamflet to utwór literacki zmierzający do zdemaskowania, ośmieszenia i poniżenia osoby, środowiska społecznego, instytucji. Bez wątpienia autor podołał wymogom pamfletu, a nawet zrobił coś więcej. Udowodnił, że człowiek potrafi przystosować się do każdych warunków i nawet w kraju, gdzie w sklepach brakuje podstawowych produktów spożywczych, a dzieci straszone są Ameryką, która w ustach dorosłych zamienia się w istne piekło, można żyć,  Tyrmand, jako przedstawiciel inteligencji, człowiek ambitny, pragnący cieszyć się własnymi sukcesami nie jest w stanie przystosować się do komunistycznej rzeczywistości i na samą myśl o niej, zaczyna pluć jadem. Ten jad wyziera spomiędzy kartek. Każde zdanie kryje w sobie złość, niedowierzanie, smutny śmiech.
 
Nie potrafię ustosunkować się do pamfletu Tyrmanda, bo brakuje mi doświadczenia. Urodziłam się pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku i Cywilizacja komunizmu to reflektor skierowany prosto w oczy, książka oślepiła mnie i długo przecierałam oczy z niedowierzania. Bardzo ciężko jest mi zrozumieć świat, w którym nie mogłabym mieć własnego zdania, prawa do dokonywania wyborów, a przede wszystkim do bycia sobą. Czy potrafiłabym zrezygnować ze studiów, z marzeń, z czytania książek? Czy gdybym miała w perspektywie kilkadziesiąt godzin przesłuchań, a nawet więzienie, to zdecydowałabym się na spacerowanie z niewygodną książką pod pachą? Tyrmand zmusza do przemyśleń, a przede wszystkim pozwala docenić wolność wyboru, jaką mamy teraz.

* s. 28
Ocena: 4 / 6


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Pani Dorocie, reprezentującej Wydawnictwo MG.
 

22 marca 2013

"Posłaniec" Markus Zusak (#120)


TYTUŁ: Posłaniec
TYTUŁ ORYGINAŁU: The messenger
AUTOR: Markus Zusak
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2009
LICZBA STRON: 345

 Jesteś nieudacznikiem. Wiesz o tym dobrze, bo wszyscy wokół określają Cię tym słowem. Jeździsz taksówką, chociaż nie posiadasz licencji. Mieszkasz w ruderze, a Twoim towarzyszem jest stary, śmierdzący pies. Tkwisz po uszy w przyjaźni z największym skąpcem, jaki widział świat, czyli Marvem i patentowanym leniem o imieniu Ritchie. Czasami wydaje Ci się, że jesteś coś wart i zazwyczaj wtedy myślisz o Audrey, koleżance z pracy. Zastanawiasz się czego Ci brakuje, żeby móc kochać i być kochanym, a potem dochodzisz do wniosku, że nieudacznikom nic nie wychodzi i trzeba się pogodzić z tym stanem rzeczy. Nie masz pragnień, ambicji ani pewności siebie. Wyobraź sobie, że nazywasz się Ed Kennedy, masz dziewiętnaście lat i pewnego dnia jesteś świadkiem napadu na bank. Kilka dni później otrzymujesz kartę, a dokładnie asa, na którym widnieją trzy adresy. Zostajesz posłańcem. Dostajesz misję do spełnienia. Będziesz służył innym i pomagał im w trudnych chwilach, do momentu, w którym odnajdziesz swój adres na karcie...

Jeśli spodziewacie się książki na miarę "Złodziejki..." to będziecie rozczarowani. To zupełnie inna książka, ale również wartościowa. Być może szkopuł tkwi w doborze bohatera, który jest przeciętny, aż do bólu. Nie jest to wzór do naśladowania, wręcz stanowi przestrogę o tym, czego w życiu nie dotykać, o czym nie myśleć. Jest w tym ogromny urok, w krótkich chwilach, gdy widzimy światło wydobywające się spomiędzy pękającej skorupki, zaczynamy czuć sympatię do Eda i jego walki z przeciętnością. Uważam, że nie trzeba walczyć z samym sobą, ale każdy powinien mieć cel w życiu i nadzieję na coś lepszego. Nie mam na myśli poprawy sytuacji finansowej, ale poczucie, że znajduje się w odpowiednim miejscu i czasie. O tym jest ta książka - o czynieniu dobra i walce z niesprawiedliwością, która niczym zepsuta kurtyna w teatrze powoli odkrywa scenę. Na scenie nie znajdziemy drewnianego kufra wypełnionego złotymi monetami, ale ujrzymy uśmiechniętych ludzi, którzy z wdzięcznością będą spoglądać w dal. To opowieść o byciu dobrym dla siebie i dla innych, bo rola Posłańca to coś więcej niż docieranie na podany wcześniej adres - to umiejętność odnajdywania problemu i rozwiązywania go w odpowiedni sposób.

Ed na swojej drodze spotka wiele osób tkwiących w potrzasku lub kierujących się w strony zardzewiałej pułapki. Będzie musiał pomóc kobiecie gwałconej przez męża, samotnej matce, staruszce zapominającej swojego imienia, a wszystko to będzie tylko próbą przed ostateczną walką, w czasie której będzie musiał pokierować życiem swoich przyjaciół. Autor oddał atmosferę niewielkiego miasteczka ze wszystkimi troskami, które układają się na ramionach mieszkańców, niczym leniwy kot. Czasami było ordynarnie i brutalnie, innym razem nierealnie: Słowa lądują mi u stóp i zsuwają się na trawę. * Myślę, że dobra książka o walce z przeciwnościami losu i poszukiwaniu własnej wartości. Na pewno rozczulająca i rozrywająca nawet najbardziej posklejane skrzydła, a nawet pokusiłabym się na określenie, że jest podmuchem, który unosi ciało do lotu.

* s. 114
  
Ocena: 5 / 6

21 marca 2013

Mały konkurs - wygraj "Sezon na oliwki" Carol Drinkwater !



Kochani!

W ostatnim poście dotyczącym moich zakupów książkowych (stosik do obejrzenia TUTAJ) powiadomiłam Was, że Wydawnictwo Literackie wysłało mi nieodpowiednią książkę (powinnam dostać "Sezon na winobranie" Atkinson, otrzymałam "Sezon na oliwki" Drinkwater). Na szczęście sprawa została wyjaśniona i zagubiona książka dotrze do mnie w przeciągu kilku dni. Z przyjemnością pragnę Was powiadomić, że pozwolono mi zatrzymać Drinkwater, a wiecie dobrze, że ja posiadam wszystkie części "Oliwkowej farmy". "Sezon na oliwki" to drugi tom z serii o życiu na prowincji Francji, ale nie martwcie się, bo każdy z tomów można czytać osobno - nie ma potrzeby robić tego chronologicznie.

Książka jest nowa, jeszcze ciepła i pachnąca. Zadanie konkursowe jest proste. Chciałabym poczuć atmosferę wiosny, proszę Was, żebyście przypomnieli mi, co czeka nas już wkrótce:



REGULAMIN KONKURSU

1. Aby wziąć udział w konkursie należy zamieścić pod tym postem odpowiedź i pozostawić swój adres e-mail. 
2. Aby wziąć udział w konkursie, trzeba być Obserwatorem bloga www.czytopolis.blogspot.com 
3. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby pełnoletnie.
4. Nie wysyłam nagród za granicę.
5. Termin nadsyłania odpowiedzi to 30.03.2013, 23:59.
6. Wyniki konkursu ogłoszę 31.03.2013.
7. Po kontakcie ze zwycięzcą (powiadomię Cię mailem), czekam 7 dni na odpowiedź z danymi do wysyłki nagrody, w innym wypadku zostanie wybrana inna osoba.

 Recenzja książki znajduje się TUTAJ.

20 marca 2013

STOSIK (#20) - czyli zdobycze książkowe MARZEC 2013


W marcu miałam doskonały powód do wzbogacenia mojej kolekcji (kolekcji? to niezbyt adekwatne słowo, ale nie znajduję innego, które określiłoby moje półki uginające się pod ciężarem książek; podsumowując ten nawias to muszę przyznać, że zbieram książki, spędzam dużo czasu na poszukiwaniu konkretnych egzemplarzy i darzę je nieokreślonym uczuciem, gdy trzymam je w dłoniach), był to Dzień Kobiet. Celebruję każdy dzień, który "z urzędu" ma za zadanie sprawić mi przyjemność (urodziny, Walentynki, imieniny, Boże Narodzenie...mogłabym wymieniać i wymieniać) i uważam, że życie jest zbyt krótkie, żeby oszczędzać i odmawiać sobie tych kilku chwil radości, gdy dłonie przesiąkają zapachem druku. Oprócz Dnia Kobiet znalazłam kilka innych okazji do zakupów i oto jest, stos marcowy.



W Dniu Kobiet otrzymałam wiele miłości od Ukochanego i mam nadzieję, że każda kobieta poczuła się wyjątkowa przez te 24 godziny. Nigdy nie żałowałam, że jestem kobietą, wręcz nie wyobrażam sobie życia w męskim ciele - doceniam fakt, że mogę skropić się słodkimi perfumami, że mogę włożyć zwiewną sukienkę i pociągnąć tuszem rzęsy. Jako jeden z prezentów otrzymałam książki, które wybrałam sobie sama w Weltbildzie - 50% taniej na cały asortyment w sklepie stacjonarnym (Port Łódź). Awiola narobiła mi apetytu na Weltbild Outlet w Łodzi, gdzie książki sprzedawano 87% taniej, ale...Dwa dni później otworzyłam drzwi do sklepu, w którym zastałam puste półki. Ktoś był szybszy, prawo dżungli. Trzy kolejne książki to egzemplarze recenzenckie od MG.

1. Ostatnia kobieta - wyrocznia, Kei Miller (Weltbild, sklep stacjonarny, 50% taniej od ceny na okładce)
2. Opowieści z miasta  wdów i kroniki z ziemi mężczyzn, James Canon (jak wyżej, realizm magiczny w najlepszym wydaniu)
3.  Medyczka z Bolonii, Wolf Serno (jak wyżej, powieść historyczna)
4.  Ruth, Elizabeth Gaskell (od wydawnictwa MG, piękne wydanie)
5.  Prowincja pełna smaków, Katarzyna Enerlich (od wydawnictwa MG)
6.  Cywilizacja komunizmu, Leopold Tyrmand (od wydawnictwa MG)


Kolejny stosik to mieszanka wybuchowa. Dehnel to egzemplarz od mojej biblioteki, który otrzymałam w ramach uczestnictwa w DKK (będziemy omawiać tę książkę 10 kwietnia). Błędne siostry to piękna historia o tym, jak wspaniali potrafią być ludzie - to prezent od Honoraty, która po zerknięciu na post Sto książek, które zamierzam kupić odnalazła tą powieść na mojej liście. Przesłała mi ją bez szemrania. Jeszcze raz dziękuję Ci, to wspaniały gest. Poniżej ułożyłam moje zdobycze z antykwariatu Silvarerum, do którego uwielbiam zaglądać. Okazało się, że znalazłam w nim książki, które również były na mojej liście marzeń. Magnetyzerka to spontaniczny prezent od mojej kochanej siostry, która również uwielbia czytać, a w jej mieszkaniu zaczyna brakować miejsca na nowe nabytki.

7.   Rynek w Smyrnie, Jacek Dehnel (od biblioteki, na spotkanie DKK)
8.   Błędne siostry, Renata L. Górska (od Honoraty, dziękuję Ci)
9.   Chorwacka przystań, Anna Karpińska (z antykwariatu)
10. Spiżowy łabędź, Kaari Utrio (z antykwariatu, I tom cyklu historycznego)
11. Pokój, Emma Donoghue (z antykwariatu, długo polowałam na ten tytuł, uwielbiam okładki zintegrowane)
12.  Magnetyzerka, Barbara Ewing (od mojej siostry)


Na koniec przedstawiam Wam moje zamówienie ze strony Wydawnictwa Literackiego, które otrzymałam dzisiaj. Dostałam wiadomość od Kingi, w której poinformowała mnie o promocji na stronie wydawnictwa - odnalazłam kilka książek z mojej listy (dziękuję Ci kochana). Przeceny są duże, także było warto zajrzeć na ich stronę. Niestety, zamiast "Sezonu na winobranie" Patrici Atkinson otrzymałam "Sezon na oliwki" Carol Drinkwater (notabene posiadam tę książkę, teraz mam dwa egzemplarze). Musiałam złożyć reklamację. To było moje pierwsze zamówienie bezpośrednio z ich strony i straciłam zapał do robienia kolejnych. Wiem, że takie błędy zdarzają się ciągle, ale jednocześnie uważam, że można ich uniknąć. Abstrahując od ich pomyłki, jestem zadowolona z tej ciepłej przesyłki - sami widzicie, otrzymałam słońce zaklęte w literach.

13. W dojrzewającym słońcu, Patricia Atkinson
14. Kuchnia Franceski, Peter Pezzelli
15. Tysiąc dni w Wenecji, Marlena De Blasi
16. Tysiąc dni w Toskanii, Marlena De Blasi
17. Utalentowana, Nikita Lalwani

Mieszkanie pęka w szwach. Na szczęście w tym miesiącu postanowiłam oddać kilkadziesiąt książek do biblioteki i uniknęłam katastrofy. Czasami muszę odgruzować się i...zrobić miejsce na nowe nabytki, bo dobrze wiecie, że nie umiem powstrzymać się przed kupowaniem. :)

19 marca 2013

"Morze ognia" Chufo Llorens (#119)


TYTUŁ: Morze Ognia. Władca Barcelony II
TYTUŁ ORYGINAŁU: Mar de fuego
AUTOR: Chufo Llorens
WYDAWNICTWO: Albatros
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Łódź 2012
LICZBA STRON: 800
 
Recenzja I tomu





 
Udana kontynuacja "Władcy Barcelony". Marti Barbana musi zmierzyć się ze śmiercią żony oraz objęciem odpowiedzialności za dorastającą córkę Martę. Na życie Marty czyha Berenguer, jeden z synów hrabiny Almodis, który wchodzi w pakt ze skrytobójcą Mainarem. Marti zostaje oszukany przez Mainara, który pod przykrywką dobrych intencji odkupuje od niego nieruchomość i otwiera luksusowy lupanar. Ponadto pojawiają się problemy związane z flotą, jaką posiada Barbana - jeden z jego statków zostaje porwany przez nikczemnego pirata. Czy Mainar wraz z Berenguerem osiągną swój cel i zniszczą Barbanę? Jak potoczą się losy Marty i komu podaruje swoje serce? Czy Marti odnajdzie w sobie siłę, żeby odegnać ciemne chmury?
 
Llorens jest magikiem, buduje napięcie, jak nikt inny. Nagłe zwroty akcji, przemyślane intrygi, niesamowite pomysły, które zamienia w rząd liter i za pomocą zgrabnych zdań serwuje czytelnikowi. Autor posiada ogromną wiedzę historyczną, ale potrafi dawkować informacje w odpowiednich ilościach, dzięki czemu nie czułam się przytłoczona. Nie znajdziemy tutaj opisów walk, najazdów wrogich państw, taktycznych popisów, za co jestem ogromnie wdzięczna. Gdy sięgałam po pierwszy tom przygód Martiego Barbany byłam pewna, że to powieść dla mężczyzn, jedna z tych, które obfitują w opisy krwawych starć pomiędzy wrogimi armiami. Być może kieruję się schematami, ale muszę napisać szczerze, że szukam czegoś innego w książkach historycznych. Zdecydowanie bardziej interesują mnie ciekawostki dotyczące społeczeństwa, strojów, posiłków, domostw oraz obyczajów, od dworu hrabiowskiego po skromne młyny na obrzeżach miasta. Otrzymałam wszystko. W tej pysznej lekturze autor przemycił fakty i urozmaicił je fikcją, a ja otrzymałam cudowny dar - wiele chwil spędzonych na przyjemności, jaką jest czytanie. 
 
Ubolewam jedynie nad rozległością tego dzieła, gdyż (możecie uwierzyć mi, lub nie) niejednokrotnie zamykały mi się oczy ze zmęczenia, a pod skórą rąk maszerowały stada mrówek. Myślę, że autor nie musiał powoływać do życia tylu bohaterów - historia Martiego i jego najbliższego otoczenia jest wystarczająco interesująca. Czasami również nie mogłam znieść dialogów pomiędzy niektórymi postaciami - wyglądało to mniej więcej tak: - Panie, muszę koniecznie o czymś Ci donieść. - Mów głupcze. - Jestem pewien, że ta wiadomość odmieni Twoje życie. - Nie zwlekaj, mów! - Nie jestem pewien, czy to zniesiesz. - Mówże! (to nie jest cytat, to tylko przykład). Rozumiecie? Każda rewelacja musiała zostać poprzedzona licznymi wątpliwościami jednego z rozmówców, co stanowiło schemat wszystkich istotnych polemik. Mimo wszystko polecam "Morze ognia" oraz "Władcę Barcelony" wszystkim miłośników historii, którzy czerpią przyjemność z czytania książek o walce dobra ze złem, których akcja osadzona jest w ciemnych wiekach średnich.

Ocena: 4 / 6

17 marca 2013

"Ostatni raz" Anna Gavalda (#118)


TYTUŁ: Ostatni raz
TYTUŁ ORYGINAŁU: L'echappee belle
AUTOR: Anna Gavalda
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2010
LICZBA STRON: 117

Garance wybiera się w podróż wraz z bratem i jego żoną na ślub kuzynki. Droga jest ciężka, gdyż bratowa Garance to kobieta pedantyczna, zrzędliwai negatywnie nastawiona do rodziny męża. Na ślubie spotykają Lolę i razem z nią postanawiają uciec do rodzinnego zamku, gdzie czeka na nich Vincent. Garance, Simon, Lola i Vincent to wyjątkowe rodzeństwo, które odnajdzie w sobie nawzajem pocieszenie.
 
Świetni bohaterowie - Garance, młoda dziewczyna, która marzy o karierze, za wszelką cenę pragnie wrócić do wspaniałych czasów dzieciństwa. Lola, dojrzała kobieta, matka dwójki dzieci, rozwódka, poświęca się innym. Simon (biedny facet, współczuję mu, jego żona doprowadzała mnie do wściekłości) w szponach strasznego małżeństwa. Vincent, pan na włościach, oprowadza wycieczki po rodzinnym zamku i jest zakochany po uszy w dziewczynie, która odrzuca jego awanse. Każdy z nich jest inny, ale razem są niezniszczalni, nietykalni i tworzą jedność (tutaj można zerknąć na okładkę i uśmiechnąć się pod nosem, bo pomarańcza i jabłko przytulają się do siebie tworząc wyjątkowy owoc, dziwaczny, ale harmonijny). Ich dialogi rozśmieszały mnie do łez. To właśnie rozmowy są najważniejsze w tej książce i na nich skupiła się autorka. Za pomocą słów, które wrzuciła do gardeł poszczególnych osób, odmalowała wyjątkowy obraz rodzeństwa, które darzy się miłością i szacunkiem.
 
Uwielbiam styl Gavaldy. Prosty, mocny przekaz ubrany w skromną sukienkę, bez zbędnych dodatków i świecidełek. Ogromna dawka humoru i dystans, książka napisana bez zadęcia, lekka (wspomnę, że to tylko sto stron i trochę), po brzegi wypełniona uczuciami. Jakimi? Wszystkimi, jakie możemy sobie wyobrazić - od nienawiści po miłość. Dla każdego, kto ma brata lub siostrę, będzie to podróż do czasów dzieciństwa, bodziec do sięgnięcia po stare albumy ze zdjęciami. Ze wzruszeniem wspominam przygody, które przeżyłam z siostrą u boku - czasami było wesoło, czasami smutno, ale zawsze magicznie i wyjątkowo. Gdy byłam młodsza nie doceniałam siostry i uważałam, że życie byłoby lepsze, gdybym była sama (tutaj należy wspomnieć o zazdrości, chciałam mieć całą miłość mamy dla siebie), ale teraz nie wyobrażam sobie, żeby spełniły się moje dawne marzenia. Rodzeństwo to cenny dar, o który warto dbać i chronić, żeby nie upadł na twardą ziemię i nie rozbił się, jak kryształowy wazon.
 
Gavalda jest bardzo inspirująca, w swoich książkach ukrywa tytuły książek, filmów i piosenek, które warto byłoby poznać (mam zamiar obejrzeć "Tylko nie w usta" dzisiaj wieczorem). Myślę, że warto sięgnąć po Ostatni raz, po historię ludzi, którzy spotykają się w wyjątkowym momencie. Każdy z nich jest na zakręcie i dopiero w objęciach brata lub siostry odnajduje odpowiedź, dzięki czemu jest w stanie zacząć wszystko od nowa. Ja jestem wzruszona i mile zaskoczona.
 
Ocena: 5 / 6