13 stycznia 2013

"Ewa Luna" Isabel Allende (#87)


TYTUŁ: Ewa Luna
TYTUŁ ORYGINAŁU: Eva Luna
AUTOR: Isabel Allende
WYDAWNICTWO: Muza
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2009

LICZBA STRON: 374

Ewa Luna to dziecko poczęte w desperackim akcie chwilowego uniesienia. Od początku niechciana i zagubiona, istota bez miejsca na ziemi, trafia do wielu domów, skąd wiele razy ucieka. Na swej drodze spotyka Huberta Naranjo, który otacza dziewczynkę niezwykłą troską i postanawia czuwać nad jej przyszłością. Niestety, ale na wskutek niepewnej sytuacji i miejskich zamieszek, Ewa ponownie zostaje skazana na samą siebie. Na swej drodze spotyka interesujące osoby, którym okazuje wdzięczność za sprawą wymyślanych przez siebie historii. Po wielu latach, wypełnionych tułaczką, dziewczyna ponownie natrafia nd Huberta, lecz ich związek odbiega od ideału. On jest aktywnym partyzantem, którego poszukuje całe wojsko, ona zgadza się być dla niego pociechą, ale nie potrafi zrozumieć tej miłości. Oprócz losów Ewy, śledzimy również poczynania Rolfa, który uciekł z Europy, pogrążonej w rozpaczy po II wojnie światowej. Kim będzie Rolf dla Ewy? Czy kobieta będzie potrafiła wykorzystać swój talent do opowiadania historii?

Allende jest wyjątkową pisarką, która jak nikt inny potrafi umieścić zwykłych ludzi w magicznej i mrocznej scenerii, jaką są rubieże Ameryki Południowej. Tym razem nie poczułam gęsiej skórki, apetytu na każde kolejne słowo, ssania w żołądku na myśl o zapachu tej książki. Wszystko działo się bardzo szybko, a mnogość wydarzeń i osób na jednej stronie, to istny rollercoaster, który wzburzał zawartość żołądka. Allende odrobinę przesadziła, powieść jest barwna, ale przypomina to bardziej obraz Pollock'a niż delikatną tęczę biorącą we władanie niebo. Być może nie powinnam tego pisać, ale przeszkadzał mi ciągły (niejednokrotnie skomplikowany) tekst, w którym na próżno doszukiwałam się dialogów. Lubię, gdy iskrzy pomiędzy bohaterami, a napięcie najlepiej buduje się za pomocą słów, padających z ich ust. Tym razem wszystko zostało opowiedziane, przegadane, pozostawione w ciszy własnych przemyśleń. To z pewnością spowalnia akcję, a szkoda, bo temat dotyczący rewolucji powinien chociaż odrobinę ją odzwierciedlać, a tutaj wszystko toczyło się z góry, nie jak odważne dziecko lecz jak przerażony staruszek, próbujący wbić pięty w ziemię.


Oprócz kilku szczególnie nudnych momentów i ogromnej ilości wątków pobocznych, należy docenić kreację głównych bohaterów. Zauważyłam, że Allende stroni od jednobarwnych postaci, tutaj nikt nie jest czarny lub biały. Ewa, dziewczynka wyciągnięta z najgłębszego rowu, próbuje ratować się historiami, które powołuje do życia w swojej głowie, a potem za pomocą słów przekazuje je dalej. Po wielu niepowodzeniach, pracy w różnych domach, znajduje swoje miejsce obok dziwacznego Melecio (który wierzy, że jest kobietą zamkniętą w niewłaściwym ciele). Dziewczyna przeżywa wiele chwilowych zauroczeń, a także kilka wielkich miłości, przy czym zawsze próbuje uszczęśliwić kochanka, dla siebie pozostawiając niewiele więcej, niż kilkusekundowe poczucie spełnienia. W jej życiu pojawia się turecki handlarz z oszpeconą twarzą, młody partyzant czy filmowiec z Europy. Każdy z tych związków jest inny, ryzykowny i więcej w nim smutku, niż radości. Ewa dojrzewa do kilku poważnych decyzji, a my obserwujemy zmiany, jakie zachodzą w niej na przestrzeni lat - to kobieta z krwi i kości, z natury dobra, ale potrafiąca opróżnić nocnik z nieczystościami nad głową wymagającego pracodawcy.

Czytałam, że nie jest to najlepsza powieść Allende. Zgadzam się z tym. Żałuję, że autorka nie przytoczyła kilku historii, które powstały w umyśle Ewy Luny. Po zapoznaniu się z fabułą książki, byłam pewna, że poznam kilka ciekawych opowieści, nieco magicznych i nierealnych, które zaspokoją moje pragnienie na odrobinę realizmu magicznego. Niestety, nic z tego. Wszystko było bardzo prawdziwe, mokre od potu i czerwone od słońca, co można uznać za ogromny plus biorąc pod uwagę poruszany problem konfliktu pomiędzy panującą władzą, a partyzantami. Ja czuję niedosyt, ale nie tracę zapału i nadal wpatruję się w grzbiety książek Allende, które czekają na mnie cierpliwe, niczym nierozpakowane upominki.

Ocena: 3 / 6

18 komentarzy:

  1. Historia zapowiadała się tak ciekawie, dlatego szkoda, że Allende nie wykorzystała wszystkich swoich literackich możliwości. Może inne dzieła tej autorki będę znacznie lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również w to wierzę - jestem wręcz pewna, że Allende jeszcze niejednokrotnie mnie zaskoczy :)

      Usuń
  2. "Ewę Lunę" czytałam bardzo dawno temu, na fali zauroczenia realizmem magicznym, podobała mi się, ale niestety nie mogła się równać, ani z Marquezem, ani z "Domem duchów" Allende (tak na marginesie to świetna książka). Mimo wszystko chciałabym kiedyś do niej wrócić, ale dopiero kiedy przeczytam nieznane powieści Allende (Podmorska wyspa i Portret w sepii stoją na półce i czekją już jakiś czas).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oto chodzi - Dom duchów to jedno z moich marzeń, na szczęście do spełnienia, bo leży na półce :) Myślę, że w tej książce niewiele realizmu magicznego, stąd też moje lekkie rozczarowanie.

      Usuń
  3. Brzmi ciekawie. Może i jest sporo niedociągnięć, potencjał nie do końca wykorzystany, ale jednak mam na nią ochotę. I zaryzykuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, na pewno nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę, gdyż Allende to bardzo wartościowa pisarka.

      Usuń
  4. Miałam ostatnio tę książkę w ręce i zastanawiałam się nad kupnem, ale ostatecznie zrezygnowałam. I chyba dobrze zrobiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie, być może Tobie spodobałaby się bardziej :)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomysł na fabułę był pomysłowy, ale potencjał to nie wszystko. Nie czytałam tej powieści , ale mam podobnę zdanie co ty, że dialog tworzy klimat odczuwania tego co jest i będzie - czyli napięcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo cenię sobie dobre dialogi, ale nie pogardzę książką, która ich nie ma (Pchli pałac, chociażby), wtedy tylko wymagam ciekawszego sposobu narracji.

      Usuń
  7. Na razie planuję przeczytać "Dom duchów", ale mam wrażenie, że "Ewę Lunę" widziałam u siebie w bibliotece. Jeśli tak, to będę chciała ją przeczytać. Martwią mnie tylko trochę nudne momenty i wątki poboczne, ale myślę, że mimo wszystko warto zapoznać się z tą książką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto sięgnąć po cokolwiek, co powstało spod rąk tej pisarki - ja polecam "Córkę fortuny", ale "Dom duchów" podobno bije wszystko na głowę :)

      Usuń
  8. Mimo niedociągnięć fabularnych które czasem się trafią, uwielbiam wszystkie książki Allende za sposób w jaki pisze, niesamowicie realny i plastyczny. Realizm magiczny w jej wykonaniu to dla mnie mistrzostwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, z tego też względu nie zniechęcam się i nadal mam w planach inne jej książki :)

      Usuń
  9. Kolejna powieść Allende, a ja nadal nie znam jej twórczości. Pamiętam, że poprzednia książka tej autorki, o której pisałaś, zrobiła na Tobie większe wrażenia i bardziej skłaniam się właśnie do "Córki fortuny".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo cieszę się, że pamiętasz moją poprzednią recenzję :) "Córka fortuny" sprawiła mi więcej przyjemności. :)

      Usuń
  10. A ja jakoś nie umiem polubić Allende. Starałam się, starałam się... i nic. Do tej pory przeczytałam dwie jej książki: "Paulę" oraz "Sumę naszych dni".

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.