16 stycznia 2013

"Klub wspomnień" Laura Kalpakian (#89)


TYTUŁ: Klub wspomnień
TYTUŁ ORYGINAŁU: The memoir club
AUTOR: Laura Kalpakian
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2004

LICZBA STRON: 352


Kilkanaście osób postanawia wziąć udział w warsztatach pisania wspomnień. Każda z tych osób kieruje się innymi  pobudkami. Niektórzy pragną utrwalić miłe wspomnienia dotyczące ukochanych osób, inni pragną rozprawić się z przeszłością i traktują warsztaty, jak terapię. Nikt nie wie, co przyniesie podróż do zamierzchłych czasów i jaki to będzie miało wpływ na teraźniejszość.

Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak dużą różnorodnością w jednej książce. Nie sposób zapamiętać wszystkich bohaterów i ich historie, gdy w każdej z nich dzieje się  zbyt dużo. Lubię powieści, które rozwijają się w miarę czytania i zaskakują nowymi wydarzeniami, ale tutaj po prostu nie mogłam nadążyć. Czułam się tak, jakbym wsiadła do pociągu, w którym zepsuły się hamulce - świat za oknem nie przypominał niczego, co znam, wszystko zlało się w jedną masę. Nie jestem rozczarowana, spodziewałam się tego po przeczytaniu opisu umieszczonego na okładce. Wiedziałam, że historia będzie dotyczyć kilku osób i ich wspomnień, a w życiu każdego z nas pojawiają się tłumy ludzi, niosących miliony wrażeń i emocji. Nie spodziewałam się jednak, że nie będę potrafiła ogarnąć tego wszystkiego. Jestem zagubiona.

Abstrahując od bogatej fabuły, warto przyjrzeć się kilku problemom, które poruszane są na kartach tej powieści.  Rusty, porzucająca dziecko i próbująca odnaleźć je po wielu latach. Gorzkie spotkanie i niedowierzanie, bo spodziewała się czegoś innego, jej wyobrażenie o córce odbiega od rzeczywistego stanu. Dlaczego żyła marzeniami? Czego spodziewała się po spotkaniu? Caryn, żyjąca na pół gwizdka po stracie męża i dzieci w wyniku katastrofy lotniczej i Nell, jej najlepsza przyjaciółka, która próbuje wydobyć ją na powierzchnię. Ile lat można rozpamiętywać swoją stratę i jak wrócić do normalności? Francine, zapatrzona w swojego męża, jak w obraz, po jego śmierci postanawia złożyć mu hołd w postaci spisanych wspomnień. W trakcie poszukiwań i rozmów z jego znajomymi, dowiaduje się o zdradzie i nieślubnym dziecku, a obraz męża rozsypuje się, jak lustro uderzone kamieniem. Jak mogła poświęcić całe swoje życie dla mężczyzny, który ostatecznie nie doceniał jej starań? Jill, Koreanka adoptowana przez amerykańską parę, próbuje odnaleźć swoją prawdziwą rodzinę i zastanawia się nad przyczyną, jaka zmusiła jej biologiczną matkę do porzucenia niemowlęcia. 

Oprócz anegdot związanych z życiem poszczególnych bohaterek, obserwujemy działanie kliniki dla kobiet, w której toczy się zażarty spór o dokonywanie aborcji. W konflikcie uczestniczy lokalna sekta, która za wszelką cenę pragnie zniszczyć kobiety, które decydują się na usunięcie dziecka. Uff. Nie będę rozpisywać się nad resztą, gdyż zabrakłoby mi dnia na poukładanie wszystkich wydarzeń i wyłuskanie z nich tych najważniejszych. Czy mieliście w dzieciństwie kalejdoskop? Jeśli tak, to wyobraźcie sobie, że trzymacie w dłoniach tę tekturową tubę, przykładacie oko do otworu i obserwujecie ułożenie kolorowych szkiełek. Jest ich mnóstwo, błyszczą i zapierają wdech w piersiach. Gdy już myślicie, że zerknęliście na każde z nich, to drży Wam ręka i nagle wszystko układa się w nowy wzór. Ta książka to kilkanaście skomplikowanych wzorów, które trzeba przeanalizować, żeby zrozumieć ich sens. Kalejdoskop lub gulasz, wszystko wrzucone do jednego garnka. Niby smaczne, ale nie sposób stwierdzić, co znajduje się na łyżce.

Ocena: 2 / 6
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwania  "Z literą w tle" (w tym miesiącu "K").

18 komentarzy:

  1. tytuł zachęca do przeczytania, jednak już po przeczytaniu akapitu, gdzie napisałaś, że jest wielu bohaterów zastanawiałam się jak autorka temu podołała i jak się taką książkę czyta, no i jak dalej rozwinęłaś człowiek się gubi, mi to skojarzyło się z serialem, gdzie jest wiele postaci i mają wiele przygód, lecz na żadnym z nich nie skupiamy się na prawdę. Bardzo dobra recenzja, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, jest mi niezwykle miło. Szkoda tylko, że książka nie jest zbyt dobra, bo zdecydowanie lepiej mi się pisze, gdy jestem zadowolona z lektury :)

      Usuń
  2. Bardzo obrazowo to ujęłaś.I tak nie znalazłabym czasu na tę książkę.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, nie będę zachęcać Cię do lektury :)

      Usuń
  3. Z opisy fabuły wynika, że faktycznie dużo tego... no, może być ciężko, nie mówię nie, ale nadmiaru zdarzeń, bohaterów i wrażeń nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również, czegoś takiego już dawno nie widziałam, totalny chaos...

      Usuń
  4. Nie wiem, czy mam ochotę na taki literacki kalejdoskop. Z jednej strony czuje się mocno zaintrygowana, lecz z drugiej, zniechęcam mnie nadmiar bohaterów i wydarzeń.Zastanowię się zatem jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie namawiam, to ciężka lektura i nie chodzi mi to poruszane problemy, ale o sposób narracji.

      Usuń
  5. Sekta, która walczy o zniszczenie kobiet dokonujących aborcji? Brzmi jak Polska :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, autorka ewidentnie próbowała zwrócić uwagę na problem związany z brakiem tolerancji i fanatyczną religijnością.

      Usuń
  6. Fabuła intryguje mnie i czuję się naprawdę zaciekawiona, jednak martwi mnie trochę ten nawał bohaterów i historii. Boję się, że mogłabym w końcu zagubić się w "Klubie wspomnień", co zaważyłoby na odbiorze powieści jako całości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zgubiłam się gdzieś w połowie, nigdy wcześniej nie miałam problemów z śledzeniem akcji...

      Usuń
  7. Wbrew pozorom książka jest interesująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, nie mogę napisać, że nie, ale jednocześnie jest bardzo pogmatwana i to mnie zniechęciło.

      Usuń
  8. Kiedyś czytałam książkę, w której poruszonych zostało tyle wątków i występowało tylu bohaterów, że gubiłam się od pierwszych stron. W końcu wzięłam papier, ołówek i zaczęłam zapisywać ważniejsze rzeczy. Jakoś dobrnęłam do końca, ale trwało to bardzo długo. Nie bardzo mam ochotę na taką powtórkę, chociaż trochę mi żal, bo pomysł jest bardzo ciekawy i okładka piękna. Zobaczymy, może kiedyś się skuszę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś, moim zdaniem nie ma sensu czytać książki beletrystyczne z notatnikiem w ręku. To bez sensu. To ma być przyjemność, a nie ciężka przeprawa :)

      Usuń
  9. Początek zapowiadał się tak dobrze, bo spodobała mi się tematyka, ale nie lubię zbyt wielu wątków w książce. Zazwyczaj z takich lektur niewiele pamiętam, a i czyta się to ciężej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już teraz niewiele pamiętam, to straszne, nie lubię takich pogmatwanych książek.

      Usuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.