19 marca 2013

"Morze ognia" Chufo Llorens (#119)


TYTUŁ: Morze Ognia. Władca Barcelony II
TYTUŁ ORYGINAŁU: Mar de fuego
AUTOR: Chufo Llorens
WYDAWNICTWO: Albatros
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Łódź 2012
LICZBA STRON: 800
 
Recenzja I tomu





 
Udana kontynuacja "Władcy Barcelony". Marti Barbana musi zmierzyć się ze śmiercią żony oraz objęciem odpowiedzialności za dorastającą córkę Martę. Na życie Marty czyha Berenguer, jeden z synów hrabiny Almodis, który wchodzi w pakt ze skrytobójcą Mainarem. Marti zostaje oszukany przez Mainara, który pod przykrywką dobrych intencji odkupuje od niego nieruchomość i otwiera luksusowy lupanar. Ponadto pojawiają się problemy związane z flotą, jaką posiada Barbana - jeden z jego statków zostaje porwany przez nikczemnego pirata. Czy Mainar wraz z Berenguerem osiągną swój cel i zniszczą Barbanę? Jak potoczą się losy Marty i komu podaruje swoje serce? Czy Marti odnajdzie w sobie siłę, żeby odegnać ciemne chmury?
 
Llorens jest magikiem, buduje napięcie, jak nikt inny. Nagłe zwroty akcji, przemyślane intrygi, niesamowite pomysły, które zamienia w rząd liter i za pomocą zgrabnych zdań serwuje czytelnikowi. Autor posiada ogromną wiedzę historyczną, ale potrafi dawkować informacje w odpowiednich ilościach, dzięki czemu nie czułam się przytłoczona. Nie znajdziemy tutaj opisów walk, najazdów wrogich państw, taktycznych popisów, za co jestem ogromnie wdzięczna. Gdy sięgałam po pierwszy tom przygód Martiego Barbany byłam pewna, że to powieść dla mężczyzn, jedna z tych, które obfitują w opisy krwawych starć pomiędzy wrogimi armiami. Być może kieruję się schematami, ale muszę napisać szczerze, że szukam czegoś innego w książkach historycznych. Zdecydowanie bardziej interesują mnie ciekawostki dotyczące społeczeństwa, strojów, posiłków, domostw oraz obyczajów, od dworu hrabiowskiego po skromne młyny na obrzeżach miasta. Otrzymałam wszystko. W tej pysznej lekturze autor przemycił fakty i urozmaicił je fikcją, a ja otrzymałam cudowny dar - wiele chwil spędzonych na przyjemności, jaką jest czytanie. 
 
Ubolewam jedynie nad rozległością tego dzieła, gdyż (możecie uwierzyć mi, lub nie) niejednokrotnie zamykały mi się oczy ze zmęczenia, a pod skórą rąk maszerowały stada mrówek. Myślę, że autor nie musiał powoływać do życia tylu bohaterów - historia Martiego i jego najbliższego otoczenia jest wystarczająco interesująca. Czasami również nie mogłam znieść dialogów pomiędzy niektórymi postaciami - wyglądało to mniej więcej tak: - Panie, muszę koniecznie o czymś Ci donieść. - Mów głupcze. - Jestem pewien, że ta wiadomość odmieni Twoje życie. - Nie zwlekaj, mów! - Nie jestem pewien, czy to zniesiesz. - Mówże! (to nie jest cytat, to tylko przykład). Rozumiecie? Każda rewelacja musiała zostać poprzedzona licznymi wątpliwościami jednego z rozmówców, co stanowiło schemat wszystkich istotnych polemik. Mimo wszystko polecam "Morze ognia" oraz "Władcę Barcelony" wszystkim miłośników historii, którzy czerpią przyjemność z czytania książek o walce dobra ze złem, których akcja osadzona jest w ciemnych wiekach średnich.

Ocena: 4 / 6

7 komentarzy:

  1. Zabrzmi dziwnie znajomo: nie moja tematyka;) i jedynie tytułowa Barcelona mnie kusi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakiś czas temu byłam w księgarni i miałam w rękach "Władcę Barcelony". Kusił mnie bardzo przeceną, ale się w końcu nie zdecydowałam. Żałuję...

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeraziły mnie trochę stada mrówek na Twoich dłoniach hehe żartuje. Jeśli mam być szczera, to nie mój klimat. Chyba przeraża mnie jej objętość.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obie części są w moim guście :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Od "Władcy mrówek" odstręcza mnie trochę objętość - zdecydowanie nie jest to książka "do torebki". Powieści historyczne jednak lubię i chętnie przeczytałabym obie książki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Władcę Barcelony mam na półce od jakiegoś czasu, więc na pewno przeczytam. Mam nadzieję, że będzie mi się podobać, to wówczas sięgnę po drugą część :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopiero jeśli sięgnę po "Władcę Barcelony", przeczytam kontynuację. Trochę zniechęcają mnie takie obszerne dzieła, bo nie należę do mistrzów szybkiego czytania i mam obawy, że spędziłabym z taką książką nawet miesiąc ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.