2 marca 2013

"Prowincja pełna smaków" Katarzyna Enerlich (#110)

 
TYTUŁ: Prowincja pełna smaków
AUTOR: Katarzyna Enerlich
WYDAWNICTWO: MG
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2013
LICZBA STRON: 249

Kolejna książka o losach Ludmiły. Enerlich przypomina mi Drinkwater - obydwie pisarki skupiają się na życiu domowym, otoczeniu, historii miejsca, w którym zapuściły korzenie. Opisy przyrody mieszają się z przepisami kucharskimi, a we wszystko wplecione są dobre rady i przemyślenia na temat życia w ogóle. Ludmiła stara się nawiązać przyjacielskie stosunki z byłym mężem Martinem, pielęgnuje związek z naukowcem Wojtkiem, opiekuje się kilkuletnią córeczką, rozwiązuje problemy teścia, pisze książkę, a przede wszystkim celebruje codzienne życie na prowincji.
 
Nie dziwię się, że książka jest pełna smaków, gdyż autorka wielokrotnie przytacza opisy obiadów, kolacji i śniadań spędzonych w rodzinnym gronie lub wśród przyjaciół. Mało tego, nie otrzymamy suchych faktów, nic nie mówiących nazw regionalnych potraw, ale zostaniemy obdarowani szczegółowymi instrukcjami związanymi z przyrządzeniem danego dania. Wybierzemy się na grzybobranie, na ryby, na targ, a nawet do przydomowego ogródka, w którym pachnie, jak w najlepszej restauracji. Jedzenie będzie miało duży wpływ na życie bohaterki - podczas obiadu zaprzyjaźni się z byłym mężem, w trakcie kilku posiłków pozna nowe fakty związane z przeszłością swojego teścia, odkryje magiczną moc herbaty, a w trakcie gotowania oderwie się od rzeczywistości i wyciszy. Nadmierna ilość smakołyków sprawi, że zacznie zmienić się jej figura, co zmotywuje ją do ćwiczeń jogi. Joga nie tylko poprawi jej stan fizyczny, ale również duchowy.
 
Losy Ludmiły są ściśle związane z Mrągowem i okolicami. Jak w poprzednich częściach, tak i tutaj poznamy bogatą historię Mazowsza, ze szczególnym skupieniem się na zjawisku wysiedlenia Niemców z terenów Prus Wschodnich, które odbyło się w 1945 roku. Na podstawie relacji Jutty, Ludmiła dowiaduje się, jak jeden dzień odmienił życie tysięcy ludzi, którzy musieli spakować się do nędznej walizki i opuścić rodzinne domy. Paraliż, niemoc, rzeka łez - to wszystko już przeszłość, a jednak nadal działa tutaj i teraz. Trzeba mówić o uczuciach, o własnych doświadczeniach, nie można pozwolić, żeby kolejne pokolenia zapomniały o cierpieniu swoich dziadków, aby mogły docenić własne szczęście, bezpieczeństwo i pełny talerz. Zainteresowałam się również nową partnertką Martina, archeolożką Leną, która opowiada o wynikach swoich badań. Wykopaliska to fascynujący temat - jestem niespełnionym archeologiem -  z przyjemnością poznałam wyniki jej pracy.
 
Fascynujący obraz polskiej wsi. Po lekturze Prowincji pełnej smaków zapragnęłam hodować warzywa, spacerować po lesie i wsłuchiwać się w szum wiatru. Jedynym minusem były niektóre przepisy kulinarne, które nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia - były nudne, rozległe, przy czym brakowało w nich ważnych informacji, jak długość pieczenia i temperatura piekarnika. Rozumiem, że autorka wypełniła książkę andegdotami dotyczącymi kulinariów, żeby zachęcić czytelników do gotowania - i udało się. W trakcie czytania postanowiłam zajrzeć do lodówki i upichciłam zapiekankę ziemniaczaną ze szpinakiem. Mimo wszystko wolałabym, żeby w książce znalazło się więcej ciekawostek dotyczących historii Mazur, niż sposobów postępowania z produktami spożywczymi. Przyjemna lektura, inspirująca i zachęcająca do obcowania z przyrodą, do wyjścia z domu, do dokonywania świadomych wyborów. Popieram Ludmiłę - najchętniej pozbyłabym się telewizora i zamknęła w kuchni, gdzie mogłabym robić to, co kocham - gotować i marzyć.
 
Ocena: 4 / 6
 
 

 
Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Pani Dorocie, reprezentującej Wydawnictwo MG.

15 komentarzy:

  1. Muszę się zabrać za tę serię, bo u Ciebie czytam już kolejną pozytywną recenzję. Bardzo lubię historie, które dzieją się na prowincji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gotowac uwielbiam, wiec moze kiedys siegne i po ta ksiazke, wszak tworczosc pani Enerlich jest mi kompletnie nieznana.

    OdpowiedzUsuń
  3. kurrkkka, ja właśnie czytam "Prowincję pełną marzeń", co za pech, że dowiedziałam się z Twojej recenzji, że Ludmiła się rozwiedzie (i w ogóle weźmie ślub) z Martinem :/ ;(

    OdpowiedzUsuń
  4. Na mnie powieść wywarła ogromne wrażenie. Zdecydowanie jest najlepsza z całej sagi mazurskiej.
    Sporo regionalnych historii było w poprzednich częściach. Cieszę się, że teraz Autorka skupiła się na smakach.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka wygląda nader apetycznie :) Nie znam poprzednich książek pani Enerlich, ale zaciekawiłaś mnie, nie umiem gotować, ale bardzo lubię programy i książki kulinane.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio trochę odnalazłam się w takim klimacie, kojarzy mi się z domem babci...
    ciekawa recenzja
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Odkąd zobaczyłam w zapowiedziach tę książkę, to bardzo chciałam ją przeczytać. Twoja pozytywna recenzja tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to niezwykle przyjemna, optymistyczna lektura. Będę miała ją na uwadze, jak również inne dzieła Enerlich.

    OdpowiedzUsuń
  8. Apetyczna książka :-)
    Jestem ciekawa tej powieści nie tylko ze względu na przepisy, ale też na interesujące losy Ludmiły. Mam nadzieję, że lektura przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mniam....Nabrałam ochoty i na truskawki i na książkę Pani Enerlich :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszędzie widzę dziś recenzje nowej książki Katarzyny Enerlich:) A to chyba znak, że najwyższy czas poznać tę pisarkę! Lubię czasem spędzić trochę czasu w kuchni, a przepisy, jakimi urozmaicana jest fabuła jakiejś powieści, zazwyczaj inspirują mnie do kulinarnych popisów. Tak było w przypadku książki "Pod słońcem Toskanii". Może uda mi się znaleźć chwilę w tym miesiącu na "Prowincję pełną smaków". Bardzo bym chciała, chociaż lista moich lektur powiększa się w zaskakującym tempie, a czasu ciągle brak:(

    OdpowiedzUsuń
  11. A dla mnie właśnie przepisy kulinarne stanowiły największe zaskoczenie w tej książce. Do tej pory jak o nich pomyślę, robię się głodna :) I te poetyckie słowa. Jestem po prostu oczarowana...

    OdpowiedzUsuń
  12. Karolko, cieszę się, że miło spędziłaś czas z książką K. Enerlich. Kochana, ta część prowincji z założenia miała być kulinarna, ale jeśli chciałabyś dostać więcej historii Mazur to sięgnij po inne części prowincji, a także inne powieści tej autorki. Tam obok fabuły typowo obyczajowej znajdziesz multum smaczków historycznych w najlepszym wydaniu:) Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  13. "(...) - najchętniej pozbyłabym się telewizora i zamknęła w kuchni, gdzie mogłabym robić to, co kocham - gotować i marzyć". Zapomniałaś o czytaniu! W kuchni świetnie się czyta:)
    Prz okazji zapoznam się z tą książką. Jestem ciekawa tych przepisów.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. A mnie miło i ciepło się zrobiło, gdy przeczytałam tę recenzję. Dziękuję Autorce za dobre słowo. Niech wróci jako dobro... z nawiązką.. Kasia Enerlich www.prowincjapelnamarzen.blog.pl

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.