3 kwietnia 2013

"Belcanto" Ann Patchett (#127)


TYTUŁ: Belcanto
TYTUŁ ORYGINAŁU: Bel Canto
AUTOR: Ann Patchett
WYDAWNICTWO: Rebis
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Poznań 2008
LICZBA STRON: 407

Na przyjęciu urodzinowym, organizowanym w Ameryce Południowej (nazwa państwa jest nieznana) występuje światowej sławy śpiewaczka operowa. Pan Hosokawa, solenizant, jest wielkim fanem muzyki i owej śpiewaczki, przez co czuje się najszczęśliwszym człowiekiem na całej planecie. W otoczeniu wielu osobistości, czyhających na możliwości inwestycjne pana Hosokawy, można wyczuć napięcie. Przyjęcie jest tylko pretekstem, pierwszym krokiem do rozmów o przyszłości, ale gdy nagle gasną światła, interesy przestają mieć znaczenie. Terroryści wkraczają do willi wiceprezydenta. Niestety, na miejscu okazuje się, że prezydent nie dotarł na przyjęcie, gdyż wolał oglądać swój ulubiony serial w telewizji. Terroryście nie rezygnują jednak z przeprowadzenia swojej akcji i po wypuszczeniu kobiet (wyjątkiem jest śpiewaczka operowa, która pozostaje zakładnikiem), oczekują, iż wszystkie ich żądania zostaną spełnione.

Mnogość bohaterów była dla mnie plusem, do tej pory. W "Belcanto" mamy wielu bohaterów, ale żaden z nich nie ciekawi, nie inspiruje, nie wabi i nie stanowi zachęty do dalszego czytania. Oprócz Gena, który spełnia rolę tłumacza (o dziwo włada płynnie wieloma językami) , nie poczułam sympatii do nikogo. Nie mogę napisać, że wszystkie osoby, które pojawiły się na kartach tej powieści, były odpychające, ale nie byłam w stanie ich docenić. Denerwowała mnie ich ociężałość, przeciągłe spojrzenia, lenistwo, akceptacja nowego stanu rzeczy, przed którym powinni bronić się wszystkimi możliwymi sposobami. Jestem zaskoczona, gdyż  "Stan zdumienia" tej samej autorki, to książka, która obezwładniła mnie, powaliła, w której polubiłam wielu bohaterów. Jak widać każdemu może podwinąć się noga, a może odwrotnie - każdy może stworzyć coś wyjątkowego, ale jednorazowo.

"Belcanto" to nie jest głupia i płytka powieść, napisana koślawym językiem. To po prostu nudna książka, w której wszystko trwa, ale nie porusza się do przodu. Brak w niej emocji, uczuć, zwrotów akcji, zaskakująych pytań i bolesnych odpowiedzi, wrażliwych zakładników i brutalnych porywaczy. Nigdy nie spodziewałam się, że atak terrorystyczny może przebiegać w ten sposób. Nierealny obraz, w którym ambasadorzy przygotowują kurczaki na obiad i dostają wszystko, czego zapragną, nie może być rzeczywistością. Śpiewaczka operowa, która otrzymuje nuty i umila czas swoim głosem, to absurd, błędne rozumowanie. Nie jestem przeciwniczką irracjonalnych książek, w których autor folguje sobie i nagina prawdę, ale mam wrażenie, iż zamiarem Patchett było stworzenie czegoś z przekazem, czegoś ponad przeciętność, a przed sobą mam karykaturę, lecz nie jest to śmieszne. To jest nijakie. To jedna z tych książek, których nie będę pamiętać za miesiąc, chociaż czytałam ją przez wiele dni. Książka o niczym, ani śmieszna, ani smutna, osadzona gdzieś pomiędzy, w krainie bylejakości.

Ocena: 2 / 6

23 komentarze:

  1. Za nudę dziękuje, a po Twojej recenzji z daleka będę książkę omijać

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię nudzić się podczas czytania, a jak widać - w tym przypadku może tak się stać. Zatem odpuszczę sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie nie lubię nudnych książek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaskoczyłaś mnie. Pamiętam Twoją recenzję "Stanu zdumienia", po przeczytaniu której byłam pewna, że Ann Patchett to wyjątkowa autorka, o ogromnym potencjale. Cóż, nie mam czasu na nudne książki (bo tych ciekawych jest przecież tak dużo!), więc "Belcanto" raczej sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Strasznie jestem ciekaw tej Ann Patchett! Zachwyty nad "Stanem Zdumienia" na wielu blogach a z drugiej strony umiarkowane i po trosze zniechecające opinie o "Belcanto". Lubię takie kontrasty:)
    A tak na marginesie- świetny blog! Będę zaglądać tu częściej, zwłaszcza że chociażby marcowe lektury i Twoje opinie o nich baardzo mnie interesują!

    OdpowiedzUsuń
  6. Autorka chyba trochę przecholowała, skupiła się na jednym, zapomniała o drugim. Nie czytałem jeszcze żadnej z jej książek, ale nazwisko nie jest mi obce - w blogowym świecie często pojawiają się recenzje tego co napisała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. no to chyba się nie skuszę, skoro ksiązka jest tak nudna nudna a bohaterowie odpychaja..

    OdpowiedzUsuń
  8. A myślałam,że tylko ja mam podobne zdanie do Twojego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś miałam ogromną ochotę na poznanie tej powieści, ale nie kupiłam jej od razu, a potem jakoś tytuł uleciał mi z pamięci. Widzę, że nie powinnam żałować nieznajomości tej książki, więc raczej tego stanu nie będę zmieniać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niewiele brakowało, a na mojej półce znalazłaby się ta książka. Dobrze, że przed zakupem poszukałam recenzji. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No pięknie. Zaskoczyłaś mnie swoją recenzją i oceną... Pod wcześniejszą opinią książki Ann Patchett napisałam, że nie czuję do niej żadnej magii, żadnej więzi i widzę, że moje przeczucia się potwierdzają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością zapraszam Cię na konkurs (na moim blogu), w którym do wygrania jest książka Gabrieli Gargaś "Jutra może nie być" :)

      Usuń
  12. Szkoda, że przeżyłaś czytelniczy zawód. Ja także ostatnio byłam rozczarowana kilkoma powieściami, więc rozumiem twoje rozgoryczenia. Dzięki za cynk. Będę omijać te nudną pozycje z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  13. A mnie bardzo się podobała ta historia. Nie wydarzenia były tu najważniejsze. Do głowy mi nie przyszło, żeby je analizować pod kątem ich prawdopodobieństwa. Autorce udało się oddać przeżycia ludzi w sytuacji ekstremalnej, ludzi, którzy mieli tylko dziś, tu i teraz, ludzi, który znaleźli się w niewoli, ale w pewnym sensie uwolnili się od swego dotychczasowego życia, od tego, co ich ograniczało. Znalazłam w tej opowieści magię.

    OdpowiedzUsuń
  14. Belcanto sobie odpuszczę, nie czytałam jeszcze "Stanu zdumienia", więc tego będę szukać w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  15. O! Ciekawie przeczytac krytyczna recenzje, bo zazwyczaj wiekszosc achuje i ochuje na temat Belcanto. Bede musiala przekoanc sie sama, jak to jest z ta ksiazka, bo naprawde mnie zaintrygowalas:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Z tego co widzę, to książka jest kompletnie niewiarygodna. Nie zajrzę do niej.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie moje klimaty, zresztą szkoda czasu na słabe książki, skoro jeszcze tyle dobrych przed nami do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Szkoda, że okazała się nie być tak interesujaca jak gwarantowano. Fabuła ciekawie brzmi, ale widzę po Twojej recenzji, ze jest niedopracowana... Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie moja tematyka, ale twoja opinia jest dla mnie na tyle ważna, że i tak raczej nie sięgnęłabym po tę książkę:) Natomiast w dalszym ciągu mam wielką chęć na "Stan zdumienia" i wiem, że to będzie pasjonująca lektura. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  20. Ojoj, szkoda... Cóż, nawet najlepszym zdarza się popełnić coś nudnego :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie lubię, kiedy książka mnie nudzi, dlatego po tę raczej nie sięgnę skoro istnieje takie ryzyko :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Dobrze, że piszesz otwarcie o tej książce, bo faktycznie jest dość słaba :)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo, za każdą ciekawą myśl.