28 lutego 2013

"Dom duchów" Isabel Allende (#109)

 
TYTUŁ: Dom duchów
TYTUŁ ORYGINAŁU: La casa de los espiritus
AUTOR: Isabel Allende
WYDAWNICTWO: Muza
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2012
LICZBA STRON: 525
 
"Wuj chodził nago po korytarzach i skakał, jak karateka, a drugi leżał przywalony kupą książek, dziadek rozbijał laską aparaty telefoniczne i kwietniki na tarasie, matka wymykała się z domu z pajacowatą torebką, babka poruszała trójnożnym stolikiem i grała Chopina, nie otwierając pianina."*
 
To jest życie Alby, najmłodszej z rodu Trueby. Esteban, jej dziadek, jest głową rodziny i wnikliwym obserwatorem, który rozlicza się z przeszłością i wspomina dobre czasy. Jesteśmy świadkami jego pierwszej miłości do dziewczyny przypominającej syrenę, oraz małżeństwa z jej młodszą siostrą, które zostało zawarte z obowiązku. Dzieci Estebana - jego córka i synowie bliźniacy, to niespokojne dusze, artyści, dobroczyńcy. Ich świat to dom wypełniony duchami i matka, będąca łącznikiem pomiędzy żywymi, a umarłymi. Nic nie jest takie, na jakie wygląda i trzeba nauczyć się, jak odróżniać zjawy od służących.
 
Autorka z ogromnym wyczuciem połączyła rzeczywistość ze światem duchów, w którym solniczki unoszą się nad stołem, a za zasłonami ukrywają się półprzezroczyste zjawy. Realizm magiczny to smakowity kąsek, powieść nabiera niecodziennych kolorów, jest jak niebezpieczny ładunek, wybucha i oślepia. Zazwyczaj sięgam po książki, w których wszystko można dotknąć, wyjaśnić, określić i zamknąć w szufladzie, lecz Allende sprawiła, iż zatęskniłam za magią, za czymś więcej, niż podłoga i ściany. Tutaj duchy pojawiają się rzadko, czasami bez powodu, ale otoczone są atmosferą tajemniczości, czegoś niesłychanie ulotnego, co wywołuje gęsią skórkę i zwiększa czujność. Bardzo realistyczne opisy, jak chociażby poród, wynagradzane są bajkowymi wizjami kobiet z zielonymi włosami i nierealnymi siostrami Mora, które organizują seanse spirytystyczne.
 
Chciałabym również podziękować autorce, za stworzenie cudownych bohaterów. Jak zwykle nikt nie jest biały lub czarny - każdy ma swoje zalety i wady. Nestor rodu potrafi strzelać z karabinu na oślep i machać siekierą , ale również jest zdolny do szeptania słodkich słówek i czułych gestów. Clara, jego żona, to kobieta, która potrafi porozumiewać się z duchami, zaskakuje swoją bezinteresowną dobrocią wobec ubogich, lecz krzywdzi bliskich milczeniem. Blanca, córka Estebana, to dzikie stworzenie, które zostaje poskromione przez dorosłość i zamknięte w pracowni rzeźbiarskiej. Jaime i Nicolas, bliźniacy o odmiennych charakterach, jeden lekarz z misją, drugi miglanc, który aspiruje do roli przewodnika duchowego. W końcu Alba, dziewczynka oszukiwana od urodzenia, nieznająca swojego prawdziwego ojca, istota krucha, prostolinijna, uległa wobec ukochanego mężczyzny. Mogłabym pisać w nieskończoność o poszczególnych bohaterach, którzy są najmocniejszą stroną tej książki, ale zatrzymam się tutaj, abyście mogli poznać ich osobiście.
 
Dom duchów, to miejsce, w którym dzieją się rzeczy dziwne, ale prawdziwe. Trudne relacje pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny podżegane są przez zmiany polityczne i reformy społeczne. Różnica wieku komplikuje sprawy i staje się przepaścią, nad którą nie można zawiesić mostu. Każdy chce decydować o własnym życiu, ale wszyscy są kierowani przez Estebana. Wspaniały język, zabawne sytuacje przeplatane z momentami mrożącymi krew w żyłach, niesamowite przygody i czarujący bohaterowie, czyli okna i drzwi domu, w którym wszystko jest możliwe.
 
* s. 366-367
Ocena: 6 / 6 

26 lutego 2013

"Kobieta w lustrze" Eric-Emmanuel Schmitt (#108)


TYTUŁ: Kobieta w lustrze
TYTUŁ ORYGINAŁU: La femme au miroir
AUTOR: Eric-Emmanuel Schmitt
WYDAWNICTWO: Znak
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2012
LICZBA STRON: 457

Trzy kobiety: Anne, Hanna i Anny. Mistyczka, żyjąca w XVI wieku, arystokratka z urojeniami pasjonująca się teoriami Freuda, aktorka uzależniona od narkotyków i alkoholu. Każda z nich jest inna, ale żadna nie jest szczęśliwa. Wyklęte, niezrozumiane, urodzone w złym miejscu i czasie, dążące do czegoś więcej, niż zwykli śmiertelnicy. Zagubione i kruche, na zewnątrz twarde i szorstkie, skazane na banicję, oplute i zdeptane. Kobiety z ogromnym bagażem problemów, trochę zwariowane, neurotyczne, próbujące wypłynąć na powierzchnię. Anne musi udowodnić swoją miłość do Boga, Hanna walczy o swoje małżeństwo, leżąc na kozetce i opowiadając o uczuciach, a Anny przechodzi przez wszystkie etapy odwyku, osiągając wewnętrzny spokój i odnajdując się w spokojnej roli w filmie na podstawie...życia mistyczki Anne.

Według mnie to najgorsza książka w dorobku autora. Wszystko jest jarmarczne, oblane słodkim syropem, posypane tęczowym konfetti. Jeszcze takiego Schmitta nie widziałam - to dosłownie jakaś kiepska imitacja Coelho. Książka obfituje w opisy stanu ducha, począwszy od nawiedzonej wieśniaczki po aktorkę nimfomankę, a wszystko okraszone złotymi myślami i sprowadzone do wiary w Boga. Za dużo tutaj Boga, Biblii, wiary i poszukiwania własnej tożsamości. Historia mistyczki Anne była wypełniona odniesieniami do wiary chrześcijańskiej - ot, życiorys świętej, niezrozumianej przez ograniczonych wieśniaków, docenionej kilkaset lat po śmierci. Potem było trochę lepiej, gdyż na scenę wkroczyła Hanna, arystokratka zakochana w psychoanalizie. Schmitt musi lubić Freuda, bo to jego druga powieść, w której odnajduję wątek związany z psychoanalizą (pierwsza to "Przypadek Adolfa H."). Losy Hanny śledziłam z zapartym tchem, a nawet z przygryzioną wargą, bo zostałam kilka razy zaskoczona. Natomiast ostatnia bohaterka, alkoholiczka Anny, to wyboista droga poprzez zadymione kluby, szare pokoje hotelowe, nieskazitelne korytarze w prywatnych klinikach.

Ciężko było mi przebrnąć przez tę książkę. Nie gniewam się na Schmitta za stworzenie bardzo średniej fabuły i nudnych bohaterów, ale nie akceptuję stylu, w jakim napisał Kobietę w lustrze. Czy to wina tłumaczenia, czy autor pisał na kolanie w pociągu? Słowa nie pasują do siebie, nie tworzą spójnej całości.

Nie sposób oderwać oczu od cudownej okładki - posiadam limitowaną edycję, która jest chyba najpiękniej wydaną książką, jaką posiadam w swoich zbiorach. Srebrne, połyskliwe napisy, zamszowa okładka i reprodukcja obrazu Catherine Abel, malarki, która wzoruje się na Łempickiej (nie od dzisiaj wiadomo, że to moja ukochana artystka). Muszę przyznać, że treść książki okazała się zakalcem, który ledwo przełknęłam (pomimo kilku zaskakujących momentów), ale oprawa graficzna wynagradzała mi wszystkie chwile, w których nachodziło mnie zwątpienie.

Ocena: 3 / 6

25 lutego 2013

"Oliwkowe żniwa" Carol Drinkwater (#107)


TYTUŁ: Oliwkowe żniwa
TYTUŁ ORYGINAŁU: The olive harvest
AUTOR: Carol Drinkwater
WYDAWNICTWO: Literackie
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011
LICZBA STRON: 446 

To bezapelacyjnie najlepsza książka w serii o oliwkowej farmie (co prawda, to dopiero trzecia część i jeszcze kolejne trzy przede mnę, ale dwie poprzednie nie umywają się do "Oliwkowych żniw"). Na pewno w trakcie poszukiwań informacji na temat tej części dowiecie się, że Carol i jej mąż ulegają wypadkowi samochodowemu, który ma wpływ na ich wzajemne relacje. Czytałam wiele książek, w których bohaterowie ulegali wypadkom, ich ciała rozdzierane były przez ostre przedmioty, a twarz zalewana była krwią. Tutaj jednak ładunek emocjonalny zawarty w opisie tych strasznych chwil, był tak wielki, że nie mogłam swobodnie oddychać. Drinkwater jest mistrzynią realistycznych opisów, w doskonały sposób potrafi zbudować napięcie i wzruszyć czytelnika. Czułam się tak, jakbym stała na poboczu drogi i uczestniczyła w ich tragedii - czułam swąd spalonych opon, widziałam drżenie ciała męża Carol i potłuczone szyby, rozsypane na asfalcie, jak kryształowe kieliszki rozbite obcasem. Wypadek był iskrą, która zapaliła lont prowadzący do dynamitu - mąż Carol schował się w ciemnej jaskini i opuścił ją na kilka miesięcy, podczas których kobieta musiała zmierzyć się z prowadzeniem farmy i własnymi demonami.

Carol musi walczyć ze szkodnikami, które uszkadzają mury farmy i rośliny. Dziki, niczym traktory rozgrzebują ziemię, niszcząc ciężką pracę i bezbronną florę.  Autorka jest kobietą o żelaznych zasadach - unika pestycydów, nie zabija zwierząt, potrafi otoczyć opieką ptaka ze złamanym skrzydłem. Niestety, staje przed poważnym wyborem - albo farma, albo dzikie zwierzęta. Postanawia zaprzyjaźnić się z miejscowymi myśliwymi i wędruje z nimi górskimi szlakami, próbując zrozumieć sens polowań, tym samym dając sobie zielone światło na zabicie szkodników. To bardzo ciekawy temat. Prowadzenie farmy wiążę się z trudnymi decyzjami, trzeba odnaleźć równowagę pomiędzy zaspokojeniem własnych potrzeb, a ochroną środowiska. Ogromnym utrudnieniem jest wrażliwość Carol i jej miłość do wszystkiego, do drzew, psów, motyli, ludzi.

Ponadto na farmie zimują pszczoły - Carol doczekała się czternastu uli. Przez wiele godzin wpatruje się w ich niewielkie ciała unoszone przez drżące skrzydełka, odnajdując spokój w delikatnym brzęczeniu. Nadal podróżuje po okolicy, uczestniczy w kilku festiwalach i spotkaniach poświęconych sztuce. Zarządza farmą i ratuje swoje małżeństwo - nie poddaje się nawet wtedy, gdy uszkadza rękę podczas oczyszczania drzew ze szkodliwych pestycydów.

Książka prawie idealna. O radzeniu sobie po traumatycznym wydarzeniu, o walce z własnymi przekonaniami.  Historia Carol to szkatułka wypełniona skarbami: anegdoty o życiu na prowincji mieszają się z historią Francji, trudy związane z życiem w odosobnieniu wygradzane są przez festiwale wina. W tej szkatułce znajdziemy również ususzone kwiaty i zioła, które Carol wysyłała mężowi, wierząc, że wróci i zrozumie, że ich związek jest silniejszy, niż czołowe zderzenie pędzących samochodów. Uwielbiam oliwkową serię, mogłabym czytać te książki bez przerwy, mobilizują mnie do snucia marzeń, mało tego, pchają mnie do ich realizacji. 

 Ocena: 5 / 6

24 lutego 2013

"Wszystkie marzenia świata" Theresa Revay (#106)


TYTUŁ: Wszystkie marzenia świata
TYTUŁ ORYGINAŁU: Tous les reves du monde
AUTOR: Theresa Revay
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011
LICZBA STRON: 431

Recenzja pierwszego tomu

Kolejne pokolenie i świat po wojnie. Wyjątkowa podróż poprzez ruiny berlińskich kamienic, a również niezmordowana wędrówka do jądra własnej duszy. Bogata, wciągająca opowieść o ludzkich dramatach i różnych sposobach radzenia sobie z piętnem przeszłości, z nową rzeczywistością. Kontynuacja losów Kseni i Maxa, ich przyjaciół, dzieci oraz całej Europy, stojącej na progu zrujnowanego świata, w którym nie ma miejsca i czasu na frywolne marzenia, gdyż trudy przetrwania pochłaniają całą energię.

Książka utrzymana jest w zupełnie innym klimacie, niż Biała wilczyca, co jest ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem. Kilku bohaterów to kilku różnych narratorów, którzy oprowadzają nas po zrujnowanym Berlinie, zwracając uwagę na podarte fotografie, porzucone zabawki i bezdomnego, wciśniętego w najciemniejszy kąt pokoju. Córka Maxa i Kseni, Natasza, jest korespondentką francuskiego Le Figaro i z dziennikarskim zacięciem obserwuje strajki i niechęć mieszkańców Berlina Wschodniego. Felix, syn Sary, próbuje odzyskać sklep i dobre imię, walcząc z niechęcią, jaką ludzie żywią wobec wyzwolonych Żydów. Natasza, siostra Felixa i jej smutek, jej odosobnienie i nieufność, chęć rozliczenia się ze zbrodniarzami, którzy uniknęli sądu. W końcu Ksenia i Maxa, ich powroty i kłótnie, kolejne problemy, które podsycane są koszmarnymi wspomnieniami, nie pozwalającymi cieszyć się normalną rozmową i czułym dotykiem. Dzieci, które przeżyły wojnę, wchodzą w dorosłość chwiejnym krokiem, nie wiedząc, co znaczy beztroska. To zniewala i onieśmiela, a każdy ruch musi zostać przemyślany. Dorośli, którzy muszą nauczyć się wszystkiego od nowa, próbując pogodzić się ze stratą najbliższych.

Jestem pod wrażeniem, powieść jest emocjonująca, wciągająca, autorka rozkwitnęła. Bywały momenty, w których serce próbowało wyskoczyć spomiędzy piersi, a wzruszenie ściskało gardło. Rzadko trafiam na książki, w których bohaterowie muszą zmierzyć się z powojenną rzeczywistością oraz osobistymi problemami - z rodziną, z kochankami, z samym sobą. Nie mogłam oderwać się od słów i przewracałam kartki w amoku, tak bardzo chciałam poznać zakończenie. Kilkanaście ostatnich kartek rozbiło mnie na milion kawałków, potłukło oczy i powaliło na kolana. Cieszą mnie różnobarwni bohaterowie, miejsce i czas akcji, ciekawe wątki związane ze sztuką i modą. Brakowało mi książki, która opisałaby w interesujący sposób ludzki dramat rozgrywający się w okupowanym Berlinie. To historia ogromnej miłości, rodzicielskiej, erotycznej, romantycznej, miłości do samego siebie. Nadal nie jestem w stanie zaakceptować postępowania Kseni i uważam, że to jedna z bohaterek, które nie powinno budzić z zimowego snu, ale jej dzieci i przyjaciele wynagradzają wszystko, jej gorycz i chłód.

Ocena: 5 / 6



Książka przeczytana w ramach wyzwania "Z literą w tle" (w tym miesiącu "R").

23 lutego 2013

"Hiszpański smyczek" Andromeda Romano-Lax (#105)

 
TYTUŁ: Hiszpański smyczek
TYTUŁ ORYGINAŁU: The spanish bow
AUTOR: Andromeda Romano-Lax
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2010
LICZBA STRON: 606
 
 Historia zaczyna się niesamowicie - dziecko, uznane za zmarłe, wybucha głośnym płaczem, wprawiając w konsternację notariusza, wpatrującego się w akt zgonu. Życie Feliu to niekontrolowany wybuch fajerwerków ukrytych w drewnianej skrzyni - niby piękne, lecz niebezpieczne ze względu na fruwające drzazgi. Chłopak zostaje nauczony gry na skrzypcach, a podczas jednego z występów poznaje wielkiego mistrza fortepianu, nazywanego Al-Cerraz. Feliu zaczyna od zera i powoli wspina się pod szczeblach kariery - grywa na dworze królewskim, podróżuje po Europie w towarzystwie Al-Cerraza, a potem również ze znaną skrzypaczką Avivą. Mimo wielu ułomności, chorej nogi, niezbyt interesującej aparycji, potrafi ukraść serce każdemu, zostaje szanowanym i popularnym wiolonczelistą.
 
Na uwagę zasługuje tło historyczne powieści. Wiem, wiem. Ciągle tylko II wojna światowa, Hitler i Stalin. Tutaj jednak poruszyła mnie opowieść snuta z perspektywy hiszpańskiego młodzieńca, świadka wojny domowej, dyktatury Franco i panowania Alfonsa XIII i jego żony, pieszczotliwe nazywanej Eną. Interesuje mnie wszystko, co związane jest z Hiszpanią i cieszę się, że mogłam przypomnieć sobie historię tego państwa w przyjemny sposób, podczas śledzenia losów Feliu. Pod wględem historycznym jest to bardzo dobra książka, w której można odnaleźć mniej popularne tematy związane z dwudziestoleciem międzywojennym i wybuchem II wojny światowej - hiszpańska scena muzyczna, hiszpańscy artyści, hiszpański głód i hiszpański dyktator, tak bardzo podobny do niemieckiego.
Hitler, Franco, Mussolini
 
Na kartach powieści pojawiają się autentyczne nazwiska, jak chociażby Picasso. To zaskakujące, jak wielką sławą cieszył się Feliu, który mógł pozwolić sobie na podglądanie kłótni kochanki i żony Picassa. Pomimo tego, że śledzimy głównie losy Feliu, mam wrażenie, że jest to opowieść o kobietach. Matka Feliu, poświęciła się dla jego kariery i pracowała w fabryce, żeby zarobić na lekcje muzyki. Aviva, skrzypaczka i przyjaciółka wiolonczelisty, oddała do adopcji dziecko, żeby nadal tkwić w świetle reflektorów. Ten wybór zaważył na całym jej życiu, na zawsze pogrążając ją w rozpaczy i zmuszając do nieustannych poszukiwań własnego szczęścia. Królowa Ena tkwiła w cieniu swojego męża, zakochana w dźwiękach, próbująca odnaleźć w nich zapomnienie. Między nimi Feliu, wrażliwy, dobry, chłonący wszystkie smutki i czekający z otwartymi ramionami na moment, w którym zabraknie słów i będzie potrzebny dotyk.
 
Powieść jest trudna, pomijam bogate opisy koncertów muzycznych czy analizy poszczególnych partytur. Myślę, że jest to zawoalowana forma rozliczenia się z przeszłością Hiszpanii, na którą ogromny wpływ miał Franco i Alfons XIII. Na początku książki byłam zafascynowana losami Feliu, jego podróżami i przygodami, lecz już w połowie poczułam znużenie - dużo za dużo polityki, przez którą nie mogłam przebrnąć bez ziewania. Ogromna ciekawość topniała, jak kostka lodu ułożona na parapecie, wystawiona na działanie promieni słonecznych. Czuję ogromny niedosyt, bo byłam pewna, że Hiszpania i muzyka porwą mnie do tańca i zmotywują do snucia marzeń - niestety, książka okazała się przeciętna, momentami ciekawa, kiedy indziej nużąca.

Ocena: 3 / 6
 

Książka przeczytana w ramach wyzwania "Z literą w tle" (w tym miesiącu "R").

22 lutego 2013

STOSIK (#19) - czyli zdobycze książkowe


Kochani!

Dzisiaj na szybko, chwalę się zdobyczami z biblioteki. Muszę przyznać, że wpadłam do gmachu zdyszana i pełna energii - miałam wiele planów i jeszcze więcej oczekiwań. Niedawno naszła mnie ochota na Kunderę - na półce pusto. Ruszyłam w stronę Atwood - pozostał tylko prostokątny ślad, wokół kurz. Poczłapałam w stronę nowości - patrzę: poradniki dotyczące hodowli roślin i wychowywania dzieci (o matko i córko). Ruszyłam (raczej podpełzłam, bo ogarnęło mnie znużenie) do regału z powieściami obyczajowymi - nic, dosłownie nic, co mogłoby przyspieszyć bicie serca. Spojrzałam tęsknie w kierunku drzwi, ale napotkałam wzrok mojej ulubionej Pani Bibliotekarki (prowadzającej DKK) i ruszyłam z kopyta.

Sięgnęłam po Tokarczuk, bo fascynuje mnie jej miłość do mitologii i dawnych wierzeń. Podziwiam jej miłość do książek i niesamowitą wyobraźnię, padło na "Bieguni" - wspaniałe wydanie, stylizowane mapy i rysunki. Potem skoczyłam, jak żabka w stronę regału z powieścią angielską i złapałam Smith "O pięknie" (niedawno stałam się szczęśliwą właścicielką "Białych zębów" i postanowiłam dorwać jeszcze inną powieść tej autorki) oraz "Drogę do nieba" Fischer (świetne ilustracje, mocne, niepokojące, odważne). Na koniec Llosa i jego "Marzenie Celta" - nie będę nikomu mydlić oczu, fascynuje mnie fabuła i zniewala okładka, a nazwisko elektryzuje i jest obietnicą dobrej lektury. Byłam pewna, że wypad zakończy się katastrofą, ale teraz wiem, że to sukces. W dłoniach ciążą tajemnicze książki, opasłe tomiska, które umilą mi popołudnia i noce.

19 lutego 2013

"Kwietniowa czarownica" Majgull Axelsson (#104)


TYTUŁ: Kwietniowa czarownica
TYTUŁ ORYGINAŁU: Aprilhaxan
AUTOR: Majgull Axelsson
WYDAWNICTWO: W.A.B.
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2002
LICZBA STRON: 492 

Desiree jest kwietniową czarownicą, potrafi przejąć kontrolę na człowiekiem lub zwierzęciem. To jej sposób na pogodzenie się z bezruchem - jest przewlekle chora, unieruchomiona i przykuta do szpitalnego łóżka od wielu, wielu lat. Postanawia zaopiekować się trzema kobietami, sierotami, które zostały przygarnięte przez jej rodzoną matkę. Obserwuje je i za pomocą kilku listów zbliża do siebie. Pomaga im rozliczyć się z przeszłością, zapomnieć o przykrym dzieciństwie, a przede wszystkim zmusza je do rozmowy, która jest kluczem do wszystkiego.

Axelsson jest czarownicą, to ona miesza fikcję z rzeczywistością, magię i krojenie chleb. W jej powieści ukryto kilka kobiet, a każda z nich zaskakuje czymś innym, Takiego bogactwa ludzkich charakterów nie znalazłam w żadnej powieści jej autorstwa, chociaż każda była dla mnie źródłem przyjemności.  Począwszy od Ellen, kobiety, która wyrzekła się własnego dziecka, żeby po latach otoczyć opieką sieroty, po Birgittę, córkę alkoholiczki, która również poddała się nałogowi i spadła na samo dno, każda postać fascynuje i nie pozwala zmrużyć oka. To opowieść o porzuceniu, chorobie, o smutnych dzieciach i jeszcze smutniejszych dorosłych. Każda z "sióstr" niesie ze sobą ciężki bagaż doświadczeń, opasły worek, poprzecierany w kilku miejscach, wypchany przedmiotami ocierającymi się o plecy.
 
Ciocia Ellen została zmuszona przez społeczeństwo do porzucenia dziecka. W czasach, gdy była w ciąży, negatywnie reagowano na wszelkie odmienności i nie wspierano rodziców chorych dzieci. Łatwiej było oddać i zapomnieć, lecz Ellen nie do końca potrafiła poradzić sobie z własną decyzją. Postanowiła wspierać niechciane dzieci, tworząc dla nich tymczasowy dom. Niestety, nie była w stanie odciąć się od przeszłości, która dopadła ją pewnego dnia i powaliła na ziemię. Christina i Margareta, były niechciane, niekochane, aż w końcu odsunięte i wciśnięte w najciemniejszy kąt. To Ellen dała im nadzieję i pokierowała je w odpowiednim kierunku, dzięki czemu Christina została lekarzem, a Margareta fizykiem. Birgitta była naznaczona piętnem matki alkoholiczki i obojętnych dziadków. Jej atrakcyjny wygląd okazał się pomocny przy zdobywaniu tego, czego pragnęła najbardziej - papierosów, piwa, narkotyków. Wychowywana w patologicznym domu, nie była w stanie żyć w zgodzie z innymi, chroniła się za maską obojętności i toczyła się w dół. Jest przykładem na to, że każdego można zniszczyć i nawet najmocniejsi uginają się pod ciężarem złych doświadczeń. Na koniec muszę wspomnieć o Desiree, kwietniowej czarownicy, która obiecała sobie, że połączy siostry i pozwoli im wyjaśnić sobie wszystkie niedopowiedzenia. Jej dobro, jej pogodzenie się z losem, jej wiara - to wszystko powinno być dla nas przykładem.

Książka jest niesamowita, napisana z rozmachem, przy użyciu twardych słów, przypominających skorupkę orzecha i miękkich określeń, niosących na myśl biszkopt zanurzony w słodkiej herbacie:

Kładź swą dłoń na mojej jeśli chcesz
Ale ja nie z tych co zostają
by w miłości nurzać się po kres
Jam jest z tych co znikają *

 * s. 267
 
Ocena: 6 / 6

17 lutego 2013

"Poradnik pozytywnego myślenia" (2012) - recenzja filmu (#6)


TYTUŁ ORYGINALNY: Silver Linings Playbook
PRODUKCJA: USA
PREMIERA: 2012
 
Pat (B. Cooper) zostaje zwolniony z zakładu dla umysłowo chorych i pod opieką rodziców dochodzi do siebie po zdradzie żony. Podczas kolacji u przyjaciela spotyka Tiffany (J. Lawrence), młodą wdową, która bezceremonialnie proponuje mu seks. Pat nadal wierzy, że jego związek z żoną ma szansę przetrwać i odpycha od siebie Tiffany. Wiadomość, że Tiffany zna jego żonę i mogłaby przekazać jej list, jest niczym objawienie. Cena za tę usługę jest wysoka - Pat musi zostać partnerem Tiffany w konkursie tańca.

Film walentynkowy, mój piątkowy wypad do kina. Spodziewałam się dużej dawki humoru i kilku wzruszających momentów, nie zawiodłam się. Aktorzy fantastyczni, stanęli na wysokości zadania. Byli szczerzy, przekonujący, cieszyłam się razem z nimi i martwiłam się ich losem. Mimo wielu zalet, film momentami był zbyt...amerykański! Nazwy drużyn sportowych przesuwały się przed moimi oczami, jak stado dzikich ptaków. Miewałam momenty, gdy przymykałam oczy, żeby uchronić się przed tym oszałamiającym widokiem. Nie chcę wspominać zbyt wiele o zakończeniu, ale sam pomysł z konkursem tanecznym nie był trafiony. Lawrence porusza się topornie i taniec w jej wykonaniu bardziej śmieszy, niż zachwyca (pragnę tutaj zwrócić uwagę na fakt, że Tiffany jest prawdziwą pasjonatką tańca, a Pat jest amatorem). Poza tym finałowy numer był rozczarowujący (rozumiem, że tak miało być).

Biorąc pod uwagę przekaz emocjonalny tego filmu, to można byłoby dużo pisać. Mamy tutaj relacje pomiędzy synem, a rodzicami, szczególnie pomiędzy synem a ojcem, którzy po wielu latach przyznają się do popełnionych błędów i obiecują sobie poświęcać więcej czasu. Obserwujemy Pata i jego nieustającą obsesję na punkcie żony. Jego demony, jako chociażby piosenka usłyszana na ślubie, której dźwięki otaczały również żonę i kochanka, gdy przyłapał ich razem pod prysznicem. Tiffany i jej żałoba, infantylne wybory kolejnych partnerów, napady histerii i nieokrzesane zachowanie. Ojciec Pata, nałogowy hazardzista, męczony przez nerwicę natręctw, skrupulatnie układający piloty w rządku i miętoszący chusteczkę podczas oglądania telewizji. Film obfituje we wzruszające momenty, które mobilizują umysł do porządków we własnych szufladkach. W tym tkwi moc Poradnika, w połączeniu dowcipnych dialogów i sytuacji z traumatycznymi przejściami poszczególnych bohaterów. Dobre kino, nie najlepsze, ale warte uwagi. 


15 lutego 2013

"Biała wilczyca" Theresa Revay (#103)


TYTUŁ: Biała wilczyca
TYTUŁ ORYGINAŁU: La louve blanche
AUTOR: Theresa Revay
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011
LICZBA STRON: 478 

Ksenia musi uciekać z Piotrogrodu. Po śmierci ojca zostaje głową rodziny i opiekuje się rodzeństwem, chorą matką i starą piastunką. W Paryżu osiąga sukces i zostaje rozpoznawalną modelką. Nawiązuje romans z fotografem Maxem, któremu nie potrafi wyznać miłość. Owocem ich płomiennego romansu jest Natasza, o istnieniu której Max nie ma pojęcia przez wiele lat. Ksenia wychodzi za mąż za dużo starszego prawnika, Gabriela i próbuje wieść normalne życie, lecz nadchodząca wojna i kolejne "przypadkowe" spotkania z Maxem wprowadzają chaos w jej uporządkowaną egzystencję.

Muszę to napisać - główna bohaterka to diablica. Niezdecydowana, tłumiąca uczucia, silna osobowość, która rządzi bliskimi i przyjaciółmi. Gdzieś tam, głęboko w sercu jest miękka, jak puchowa poduszka, ale na zewnątrz ubrała stalowy płaszcz, od którego odbijają się nawet promienie słoneczne. Skomplikowany charakter. Rozumiem, że w młodym wieku została wystawiona na ciężką próbę, musiała otoczyć opieką młodsze rodzeństwo i zapewnić im warunki do życia. Po przybyciu do Paryża rzuciła się w wir pracy i walczyła o każdy kawałek chleba, jak odważna wilczyca, broniła swoich młodych. Z pewnością umocniło ją to w przekonaniu, że nie można okazywać słabości i nie wolno ufać nikomu, bo ostatecznie pozostanie znowu sama i bezbronna. Mimo wszystko poczułam ogromny smutek na myśl, że broniąc własnego serca pozwoliła pęknąć kilku innym. Skrzywdziła Maxa, którego nie raczyła poinformować o ciąży, a potem swojego męża Gabriela, wchodząc z nim w związek bez śladu miłości. Ksenia to kobieta, którą nie powinno się naśladować, to przestroga, apel, dla nas, kobiet niezdecydowanych i nie potrafiących rozmawiać o uczuciach.

Cieszę się, że autorka nie skupiła się historii miłosnej, a wyolbrzymiła sytuację gospodarczą i polityczną krajów europejskich w przededniu wojny. Jako czytelnik mogłam śledzić losy Sary, zamożnej Żydówki, która została doprowadzona na skraj nędzy przez śmiałe poczynania Hitlera. Ubolewam jednak nad następującymi sprawami - autorka w mechaniczny sposób nakreśliła tło powieści, przez co książka adresowana jest przede wszystkim dla miłośników historii, których nie zniechęcają żmudne opisy sytuacji politycznej, mnogość nazwisk i suche fakty. Plusem jest przytoczenie autentycznych nazwisk (ot, choćby uwielbiana przeze mnie Josephine Baker), gdyż powieść nabrała smaczku (w mojej pracy dyplomowej badałam obyczaje dwudziestolecia międzywojennego i śledziłam ścieżki artystyczne wielu znakomitości, dla mnie to niezwykła gratka odnajdywać te postaci na kartach książki beletrystycznej). Natomiast nie każdemu może to pasować i wręcz może być to męczące.

To nie jest historia miłosna, to raczej głęboka analiza przyczyn wybuchu II wojny światowej, podróż przez galerie sztuki, inne spojrzenie na artystyczny półświatek, ze skupieniem się na przemyśle tekstylnym i domach mody. Nie czuję się zauroczona, bywały momenty, w których oczy zachodziły mgłą, momenty piękne, drżące od nagromadzonych emocji, ale przeważały chwile, gdy ze stron powieści zionęło chłodem, niczym znad księgami z rachunkami. Moim zdaniem nie wolno sugerować się hasłem z okładki: Pokochasz tę książkę tak, jak Jeźdźca miedzianego, bo to zupełnie inna książka. Jeździec miedziany to książka porywająca, grająca na uczuciach, zmuszająca do łez, niesamowicie poruszająca historia zakazanego uczucia. Biała wilczyca to obraz zimy, błękitny i szary, na próżno tutaj oczekiwać, że serce będzie wyrywać się z piersi. 

Ocena: 4 / 6

 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwania  "Z literą w tle" (w tym miesiącu "R").

14 lutego 2013

"Złuda" Carmen Laforet (#102)


TYTUŁ: Złuda
TYTUŁ ORYGINAŁU: Nada
AUTOR: Carmen Laforet
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2007
LICZBA STRON: 270

Andrea przyjeżdża do Barcelony z tobołkiem wypełnionym marzeniami. Planuje studia na uniwersytecie, które pomogą jej rozpocząć światowe życie. Zatrzymuje się w mieszkaniu babki, w którym przebywają dwaj wujkowie, żona i dziecko jednego z nich, tajemnicza służąca i apodyktyczna ciotka. Dziewczyna nie spodziewa się wygód i ciepłego przyjęcia, ale to, co widzi na miejscu, przypomina koszmar. Wujkowie kłócą się nieustannie, rzucają przedmiotami w innych domowników, ciotka snuje plany o wstąpieniu do klasztoru i wszystko kontroluje, służąca chichocze na dźwięk każdego krzyku, a babcia łapie się za głowę i lamentuje nad losem wszystkich wokół. Mało tego, jej nowa przyjaciółka niebezpiecznie zbliża się do jednego z wujków, akurat tego, który podejrzewany jest o szaleństwo, a w kieszeni nosi rewolwer...

Książka kusi - na okładce kilka słów od Zafona, wewnątrz przedmowa Mario Vargasa Llosy. Ogromnym zaskoczeniem jest czas, w którym powstała powieść - pierwsze wydanie z1945 roku. Dlaczego zaskoczenie? Autorka posługuje się współczesnym językiem, bez zbędnych ceregieli i wydumania. Powieść czyta się jednym tchem, jest jakby wyjęta spomiędzy nowości wydawniczych, nie różni się od nich poziomem i poruszanymi problemami. Tutaj muszę wspomnieć o Colette (Czyste, nieczyste z 1941 roku), która odrzuca mnie archaicznymi opisami i na pozór frywolnymi stwierdzeniami, podczas gdy wszystko okute jest w ciemną burkę niedomówień. Colette jest ciężkostrawna i nużąca, być może jej książki poruszały ziemię 70 lat temu, ale dzisiaj nie drgnie nawet policzek. Tymczasem Laforet jest wspaniała, pod każdym względem prześcignęła swoją epokę. 

Barcelona, lekko gotycka, jak w dobrze znanym Cieniu wiatru, tutaj widziana jest z perspektywy młodej dziewczyny, przyzwyczajonej do życia na prowincji. Razem z nią wymykamy się na wieczorne spacery, obserwujemy ulicznych żebraków i zadzieramy głowy, żeby podziwiać katedrę. Bohaterka jest intrygująca, na pozór cicha i przestraszona, z czasem rozwija skrzydła i rzuca piorunami na nieświadomych niczego śmiertelników. Zatrważający obraz rodziny, gdzie nieprzerwanie trwa konflikt pokoleń, gdzie bracia knują za plecami matki, gdzie mężowie rzucają żonami o ściany. Miłość pomiędzy rodzeństwem jest toksyczna, bywa niezwykle czuła, a za chwilę brutalna, wypełniona przekleństwami i krzykiem. Jest w tym wiele prawdy, niewielka przestrzeń życiowa potrafi uczynić wrogów z największych przyjaciół. Poza tym bardzo trudno wrócić do poprzedniego stanu, gdy już raz zostanie wykrzyczany cały żal i padną słowa, których nie można cofnąć - o dziwo te zapadają w pamięć najbardziej.

Autorka przedstawiła obraz hiszpańskiej rodziny, zmęczonej głodem, targanej niepowodzeniami, w której bulgocze, niczym w kotle czarownicy. W to wszystko zostaje wrzucona młoda kobieta, która po części ratuje wszystkich wokół, ale również doprowadza niektóre sprawy do końca, czasami tragicznego i przerażającego. Powieść nie straciła na sile, dzisiaj nadal możemy odnaleźć się w przedstawionej rzeczywistości. Ciemne zaułki, kamienice obdarte ze złudzeń, smętni mieszkańcy, awantury unoszące się wraz z papierosowym dymem, artyści o wielkich ideałach i szarzy robotnicy bez marzeń. Ciekawe spojrzenie na rodzinę, na przyjaźń i miłość, ironiczne, ale ciepłe.

Ocena: 4 / 6

13 lutego 2013

"Martha Marcy May Marlene" (2010) - recenzja filmu (#5)


TYTUŁ ORYGINALNY: Martha Marcy May Marlene
PRODUKCJA: USA
PREMIERA: 2010 

Przerażający obraz kobiety, która postanowiła porzucić życie w sekcie, uciekając przed siebie, dosłownie. Przez las, wzdłuż drogi, do najbliższego miasta z budką telefoniczną, z której wykonuje telefon do siostry. W nowym domu nie potrafi poradzić sobie z przeszłością, w snach nawiedzają ją bolesne wspomnienia, gwałt, ubezwłasnowolnienie. Sekta, jak koszmar. Jest lider, który dzierży berło i posłuszne owieczki, które wierzą w każde jego słowo. Teoretycznie wiodą spokojne życie na farmie, którą próbują dostosować do własnych potrzeb, aby nie być zależnym od reszty świata. Praktycznie to mężczyźni jedzą pierwsi, a posiłek podawany jest tylko wieczorem, mężczyźni mogą sięgać po kobiety, jak po orzeźwiającą lemoniadę, mężczyźni napadają na domy, nie bojąc się niczego i nikogo. 

Martha jest pod urokiem nowej sytuacji, ale w trakcie kolejnego wtargnięcia na cudzą posesję zostaje złamana widokiem właściciela, zadźganego nożem przez członkinię sekty. Przeraża ją widok krwi oraz lekcje strzelania z broni palnej. Zaczyna rozumieć, że to nie jest dobre, gdzieś po drodze zbłądziła i musi wrócić no normalności. Życie z siostrą, którą nie widziała od lat, jest trudne. Nikt nie wie, co działo się z Marthą i nikt nie rozumie jej dziwnego zachowania. Dziewczyna pływa nago, bo się spać sama, moczy się w nocy, budzi się z krzykiem i w każdym widzi wroga. Piętno sekty odcisnęło się na jej umyśle, jak podeszwa buta na świeżym cemencie. 

Niesamowity film, bardzo poruszający. Akcja rozwija się powoli i nie jesteśmy w stanie zauważyć żadnych oznak nieprawidłowego zachowania - sielanka, farma, uprawa warzyw, kobiety i mężczyźni żyjący w symbiozie. Z każdym snem Marthy dowiadujemy się czegoś nowego, a wszystko wygląda coraz gorzej. Życie po kilku latach spędzonych w sekcie okazuje się być zbyt trudne dla delikatnej Marthy. Od złych wspomnień nie można uciec. Niesamowity obraz, pouczający i niezwykle dosadny. Szokujący i nie pozwalający zmrużyć oczy.
 

12 lutego 2013

"Dom z pyłu i snów" Brenda Reid (#101)


TYTUŁ: Dom z pyłu i snów
TYTUŁ ORYGINAŁU: The house of dust and dreams
AUTOR: Brenda Reid
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011
LICZBA STRON: 431

Heavenly przybywa na Kretę w towarzystwie męża. Krótkie wakacje przeradzają się w dłuższy pobyt, który upływa na odnawianiu rodzinnego domu. Angielka zostaje sama, gdyż Hugh musi wrócić do pracy w ambasadzie, ale już wkrótce odnajduje bratnią duszę w miejscowej dziewczynie Anti i zakochuje się w młodym Greku. W powietrzu krążą wieści na temat II wojny światowej, ale mieszkańcy wyspy żyją w przekonaniu, że nikt nie jest w stanie im zagrozić, co usypia ich czujność i obnaża w oczach wroga.

Książka jest specyficzna, bez wątpienia jest to zasługa dwóch narratorek - Angielki, uzależnionej od męża oraz Greczynki, próbującej uwolnić się od partnera, pragnącej żyć samodzielnie. Każda z nich musi zmierzyć z innymi problemami - Heavenly jest przyzwyczajona do wygodnego życia, a jej jedynym marzeniem jest posiadanie dziecka, podczas gdy Anti próbuje być dobrą matką dla swoich córek i aktywną gospodynią, dzięki czemu może pozwolić sobie na godne życie. To ciekawy zabieg ze strony autorki, gdyż każde wydarzenie możemy prześledzić z dwóch perspektyw, skupiając się na wszystkim, co najważniejsze.

Autorka porusza problem zdrady, molestowania dzieci, przygląda się ludzkim reakcjom na wieść o wojnie. Domyślam się, że nie każdemu spodoba się styl, w jakim napisana jest tak książka - bywa do bólu prosta i nad wyraz pompatyczna, a wszystko zależy od bohaterki i sytuacji. Każda z kobiet zupełnie inaczej reaguje na te same sytuacje, przez co łatwo wyłuskać różnice pomiędzy nimi. Jedna, przyzwyczajona do dotyku jedwabiu, wykwintnych posiłków, jest niezadowolona z aktywności seksualnej męża i nawiązuje romans z młodym architektem, który pomaga jej w przebudowie domu. Druga, wydana za mąż przez matkę, jest nieszczęśliwa i poniżana, a jej córki wystawiane na niebezpieczeństwo i żądzę okrutnego męża. Każda przeżywa swoje problemy w odmienny sposób, ale ja, jako czytelnik potrafię zrozumieć tylko Anti. To ona wykazała się odwagą, uwolniła dzieci spod jarzma przemocy, to ona musiała walczyć o dom i zwierzęta oraz nie bała się wziąć udział w walkach z Niemcami. 

Warto zwrócić uwagę na niepowtarzalny klimat - niesamowity obraz Grecji. Pasterze mieszkający w jaskiniach, białe, proste domostwa, śródziemnomorska kuchnia, szum wody. Wydaje mi się, że autorka poradziła sobie z przedstawieniem greckiej prowincji, wplatając w to wątki dwóch kobiet, bardzo różnych, a mimo wszystko bardzo podobnych. Heavenly i Anti zostały przyjaciółkami, były dla siebie wsparciem i siłą napędową. To bardzo ciekawa opowieść o kobiecej przyjaźni, która nie pozwala utonąć we wzburzonym morzu wypełnionym rekinami-mężczyznami.  Mimo kilku niedociągnięć (czasami bohaterki zaskakiwały mnie swoją naiwnością i brakiem reakcji na przemoc) uważam, że Dom z pyłu i snów jest interesującą lekturą, słoną od łez i oliwek, słodką od wzruszeń i miodu.

Ocena: 3 / 6
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwania  "Z literą w tle" (w tym miesiącu "R").

9 lutego 2013

"Niewidoczna góra" Carolina De Robertis (#100)


TYTUŁ: Niewidoczna góra
TYTUŁ ORYGINAŁU: The invisible mountain
AUTOR: Carolina De Robertis
WYDAWNICTWO: Albatros
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011
LICZBA STRON: 456 

Montevideo, stolica Urugwaju, w centrum więzienie, a wokół niego domy, niewielkie, beżowe, zbudowane rękoma ojców i mężów. Trzy kobiety, kolejne pokolenia, nowe marzenia i wiele dróg ku ich realizacji. Szum wody, zapach surowego mięsa, czarny tusz na opuszkach palców, dotyk twardego pistoletu, wsuniętego pod prześcieradło - to opowieść o wszystkim, o tych najlepszych chwilach, gdy nasze serce zaczyna bić dla drugiej osoby i tych najgorszych, gdy ta osoba odwraca się do nas plecami.

Pajarita i Eva, to pierwsze dwa stopnie na schodach prowadzących do celu. Historia Pajarity jest magiczna, nie dająca wyjaśnić się słowami - porzucona przez ojca niedługo po pierwszych urodzinach, zostaje odnaleziona na szczycie drzewa, na którym przetrwała kilka miesięcy. Brudna i zdziczała, ale żywa. Jako dorosła kobieta zajmuje się hodowlą leczniczych ziół, aż pewnego dnia do miasteczka przybywa Ignazio, zatrudniony jako stajenny wędrownej trupie. Eva jest owocem ich związku - nie przypomina swej matki, jest poetką, uwodzicielką, przemierzającą ulice na niebotycznie wysokich obcasach. Kobieta uzależniona od mężczyzn i pisania wierszy.

Koleje losu Salome wycisnęły ze mnie wszystkie łzy - na początku nie potrafiłam nawiązać nić porozumienia z tą odważną, czasami naiwną kobietą. Męczyły mnie jej przemyślenia związane z obaleniem rządu, a przygotowania do rewolucji wydawały się chaotyczne i z góry skazane na klęskę. Dopiero jej pobyt we więzieniu i wszystko, czego tam doświadczyła, sprawiły, iż spojrzałam na nią pod innym kątem. Salome okazała się najsilniejszą ze wszystkich kobiet, które autorka powołała do życia na kartach powieści - doświadczenie zdobyte przez poprzednie pokolenia, pozwoliły jej funkcjonować, spacerować w łachmanach po więziennym placu, jeść ze szczurami z tej samej miski czy zamykać oczy i serce, gdy strażnicy przychodzili do celi "wziąć to, co im się należy". Niesamowita wola przetrwania, nie będę zdradzać wszystkiego, ale jest wiele powodów, za które można byłoby zbudować pomnik ku pamięci Salome. 

Niewidoczna góra przypomina najlepsze dzieła Allende, dżungla, rewolucja, silne kobiety, walka o przetrwanie, a wszystko pod cienką warstwą magicznego pyłu, pięknie napisane i pozwalające zapomnieć o świecie wokół. Kolorowy Urugwaj, splamiony krwią i potem, gdzie dźwięki muzyki zostały stłumione przez krzyki torturowanych ludzi. Człowiek otwiera szerzej oczy po przeczytaniu takiej książki, uświadamia sobie, ile łez musiało wypłynąć z zaropiałych oczu, żeby świat mógł wyglądać tak, jak teraz. Skupiamy się na konfliktach w Europie, wspominając okrucieństwa, które dotknęły naszych przodków, zapominamy lub odsuwamy od siebie informacje związane z resztą świata. Trzeba czytać takie książki, mądre historie o cudownych kobietach, zdolnych do wszystkiego, do budującej miłości i niszczycielskiej nienawiści.

Ocena: 5 / 6

8 lutego 2013

STOSIK (#18) - czyli zdobycze książkowe LUTY 2013 + niespodzianka

Kochani!

Luty to miał być spokojny miesiąc, w planach miałam dwie, może trzy powieści...Oczywiście nie mamy nawet połowy miesiąca, a ja już uzbierałam kilkanaście książek. Tym razem nie przyznaję się do winy, bo duża część to prezent od kochanej Madzi (Magdalenardo). Madzia to Anioł, nie człowiek. Zgodziła się zrobić zakupy w moim imieniu w zaprzyjaźnionej księgarni, gdzie zakupiła mi sześć książek, każda za 2 złote. Dzisiaj odebrałam paczkę z rąk listonosza i ugięły się pode mną ręce - myślę sobie "ciężkie te książki" - rozrywam karton, a tam 11 książek! Madzia "dorzuciła" kilka pozycji, które mogłyby mi się podobać. Oprócz tego znalazłam kilka herbat i gorącą czekoladę. 

Madziu, dziękuję Ci, nie zasłużyłam na to wszystko!

Na koniec stycznia zrobiłam zakupy na stronie Znaku, gdzie trwała wspaniała promocja (50% taniej). Zdobyłam Nurowską, o której marzyłam od dawna oraz Smith (wspaniałe wydanie w zintegrowanej oprawie) i kilka innych, ciekawych pozycji. Pyszności, cudeńka, cieszą oczy i serce. 


1. Drzwi do piekła - Maria Nurowska
2. Dom na krawędzi - Maria Nurowska
3. Dziewczyna z portretu - David Ebershoff
4. Dziewczyna w błękitnej sukience - Gavnor Arnold
5. Stan zdumienia - Ann Patchett
6. Białe zęby - Zadie Smith


7. Świetlista dolina - Terry Kay (moje zamówienie, które zrealizowała Madzia)
8. Ukryte prawdy - Elsebeth Egholm (jw.)
9. Jedyna wolność - Marina Mayoral (jw.)
10. Statek z papieru - Scott Spencer (jw.)
11. Gwiazda mórz - Joseph O'Connor (jw.)
12. Synowie - Pearl S. Buck (jw., druga część trylogii chińskiej, muszę skompletować pozostałe)
13. Gdzieś na Południu - William Kowalski (prezent od Madzi)
14. Potęga huraganu - Paul Quarrington (jw.)
15. Kazirodztwo - Christine Angot (jw.)
16. Guzik Puszkina - Serena Vitale (jw.)
17. Zabiorę cię ze sobą - Niccolo Ammaniti (jw.)

Regały skrzypią, półki gną się, a ja siedzę na fotelu i uśmiecham się do książek!

7 lutego 2013

"Magiczna gondola" Eva Völler (#99)


TYTUŁ: Magiczna gondola
TYTUŁ ORYGINAŁU: Zeiten Zauber. Die magische Gondel
AUTOR: Eva Völler
WYDAWNICTWO: Egmont
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2012
LICZBA STRON: 464

Anna jest zwykłą nastolatką, która spędza wakacje w magicznej Wenecji. Pewnego dnia wybiera się wraz z rodzicami na pokaz gondoli, a przez przypadek wpada do wody, tuż obok czerwonej łodzi (tutaj możemy zacząć się niepokoić, bo w Wenecji wolno pływać tylko czarnymi gondolami). Dziewczyna budzi się w ciemnym zaułku, naga i obolała. Obok niej stoi Sebastian, chłopak, którego Anna zauważyła kilka dni wcześniej, gdy brał udział w bójce na noże. Wszystko wokół wygląda niepokojąco, noc rozjaśnia żar pochodni, zamiast światła latarni, a ludzie odziani są w szaty, zdarte z manekinów w muzeum. Jest 1499 rok. 

Jestem zaskoczona, autorka w doskonały sposób poradziła sobie z zarysowaniem tła historycznego powieści. Obyczaje, architektura, stroje - wszystko zostało opisane plastycznym językiem, dzięki czemu poczułam atmosferę Wenecji sprzed wieków. Niejednokrotnie pisałam, że jestem zafascynowana siecią kanałów i pałacami, które zbudowano nad brzegiem Grand Canale. Z perspektywy czasu jestem gotowa napisać, że renesansowa Wenecja to moje ulubione miasto i najdoskonalsze tło dla powieści historycznych. Sklepy z maskami, ziołami, gondole, ciemne zaułki, wystawne przyjęcia, romantyczni kochankowie, wszystko okryte koronką tajemnicy, to wspaniała sceneria do snucia niezwykłych opowieści. Zazdroszczę Annie, bo podróż w czasie (mimo drewnianego wychodka i innych niewygód) jest moim marzeniem - chciałabym chociaż przez jeden dzień cofnąć się w czasie i zobaczyć na własne oczy, jak wyglądało życie ówczesnych ludzi. W tym upatruję sukcesu tej powieści, myślę, że każdy skrycie marzy o podobnej podróży, pełnej przygód i...miłości!

Oczywiście nie obyło się bez kilku minusów. Wolałabym, żeby bohaterka była odrobinę starsza, bardziej dojrzała, abym nie musiała czytać wzmianek o portalach społecznościowych czy tęsknocie do szkoły. Gdyby Magiczna gondola przypominałaby Carnevale, to poczułabym się usatysfakcjonowana, niestety, w trakcie przewracania kolejnych stron czułam, że powieść kierowana jest do młodszych czytelników. Nie jest to ogromną wadą i nie czuję się rozczarowana, ale autorka mogłaby nie wspominać o Miley Cyrus czy Zmierzchu, dla zachowania dobrego smaku. Natomiast jestem wdzięczna autorce za niewielki ładunek emocjonalny związany z rodzącym się uczuciem pomiędzy Anną i Sebastianem, bo dość już powstało ckliwych historii. Tutaj nie miłość jest najważniejsza, ale tło historyczne, intrygi oraz radzenie sobie w obcej rzeczywistości. Powieść czyta się jednym tchem, można stracić poczucie czasu - nie zalecam gotowania obiadu w międzyczasie, bo niewiele z niego pozostanie. Na koniec napiszę: myjcie zęby - każdy, kto przeczytał Magiczną gondolę, to zrozumie.

Ocena: 4 / 6

6 lutego 2013

"Sercątko" Herta Müller (#98)


TYTUŁ: Sercątko
TYTUŁ ORYGINAŁU: Herztier
AUTOR: Herta Müller
WYDAWNICTWO: Czarne
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Wołowiec 2009
LICZBA STRON: 211

Smutna rzeczywistość, czas dyktatury Nicolae Ceauşescu, Rumunia, Niemieccy studenci żyjący w cieniu  samobójczej śmierci koleżanki, znalezionej w szafie z szyją obwiązaną skórzanym paskiem. Herta i jej trzech kolegów, ich życie w państwie, w którym nie wolno myśleć samodzielnie, życie toczy się w szarych fabrykach, gdzie człowiek zostaje jednym z wielu trybików w ogromnej maszynie. Młodość autorki, jej rodzina, szalona babka, apodyktyczna matka i niepogodzony z losem dziadek, smak niedojrzałych śliwek i duszna atmosfera ciasnej izby. Müller rozlicza się z przeszłością, wspominając wszystko, wspaniałe chwile, gdy wczesną wiosną sączyła wódkę prosto z butelki i mroczne momenty, gdy opuszkami palców sunęła po guzie, rosnącym pod pachą swojej najlepszej przyjaciółki, pieszczotliwie nazywając go "orzechem". 

Niepokojąca, mroczna, jak dom wyłaniający się zza szarej mgły. Müller nie produkuje zdania, ona łączy słowa w pary, tworząc coś na kształt białego wiersza. Czasami trzeba przeczytać to samo dwa razy, lub nawet trzy, żeby po pierwsze zrozumieć sens dosłowny, a po drugie dogrzebać się do ukrytego znaczenia. Jest to pracochłonne, mózg nie odpoczywa, ani na chwilę nie traci kontaktu ze słowami, przetwarza je, jak w procesie recyklingu, zmienia wszystko i dostosowuje do nowych warunków. Nie jest to prosta proza, nie można wszystko odbierać dosłownie, należy przemyśleć każdy akapit, nie zwracając uwagi na schematy. Dla mnie to była uczta, na której podano milion dań - należy z rozwagą podchodzić do takiej rozpusty, bo można skończyć z rozstrojem żołądka.

Noblistka, kobieta po przeżyciach, odrzucona przez państwo, ludzi, czasami nie rozumiejąca samą siebie. Kobieta, która wylała na kartki całą swoją frustrację, strząsając na papier czerwono wino z kryształowego kieliszka. Czerwień jej słów jest w stanie rozpalić każdego, kto otworzy serce na prawdę i będzie próbował zrozumieć, jak to jest stać rozebranym do naga w pokoju przesłuchań, przed obcym mężczyzną. Jak to jest chować marzenia głęboko w ziemię, w ciemność studni, daleko od ciekawskich oczu niebezpiecznych typów z psami u nogi. Według mnie jest to książka warta uwagi, pozwalająca zrozumieć rzeczywistość, w której nie liczymy się my, ale nasze dłonie, zdolne do pracy. Nasze umysły, nawet ich najmniejsza aktywność nie byłaby mile widziana, a wręcz zostałaby zdeptana, zakopana i zapomniana. Nie ma mowy o wolności słowa, bieganiu bez celu, głośnym komentowaniu władzy, ściany mają uszy, a nawet pomiędzy drzewami nie można czuć się bezpiecznie. Książka dla wymagających, mocne słowa i ważny temat.

Ocena: 5 / 6

5 lutego 2013

"Dom marzeń" Erich Maria Remarque (#97)



TYTUŁ: Dom marzeń
TYTUŁ ORYGINAŁU: Die Traumbude
AUTOR: Erich Maria Remarque
WYDAWNICTWO: Rebis
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Poznań 2004
LICZBA STRON: 174

Fritz Schramm, to człowiek, który potrafi zdobyć sympatię każdego mieszkańca niewielkiego miasteczka Osnabruck. Malarz, poeta, myśliciel, przyciąga do siebie zagubione dusze, którym próbuje wskazać odpowiednią drogę. Jest nazywany pieszczotliwie "wujaszkiem", a wszystkich przyjaciół traktuje, jak członków rodziny, organizując spotkania przy słodkich sucharkach i mocnej herbacie. Jest świadkiem uczucia, jakie rodzi się pomiędzy Ernstem i Elizabeth, którzy zostają wystawieni na wielką próbę. Czy czas i odległość zniszczą tą miłość?

Powieść wypełniona jest cudownymi wierszami, głębokimi przemyśleniami dotyczącymi aktualnych problemów i spostrzeżeniami, wyszlifowanymi przez nieubłaganie płynący czas. Fritz jest prawdziwym artystą, poświęconym sztuce i bujającym w obłokach. W każdym, nawet najmniejszym przejawie piękna upatruje się boskiej mocy i pozwala ujść wszystkim słowom aprobaty, które cisną się na język. Potrafi pomóc każdemu - zdeprawowanej Trix, młodej pannie, która uciekła z domu, żeby wieść żywot kochanki u boku zepsutego i bogatego mężczyzny; delikatnej Elizabeth, która postanawia poświęcić się dla chorych dzieci; Pauli, która igra z ogniem i uwodzi młodych mężczyzn; a przede wszystkim Ernstowi, który zamroczony pożądaniem, porzucił przyjaciół i wpadł w ramiona śpiewaczki operowej. Pomimo wielu problemów i rozchwianych emocjonalnie przyjaciół, Fritz nie traci pogody ducha i tylko w samotności oddaje się wspomnieniom, tęsknie wpatrując się w portret ukochanej Lu:

Tyś moje niebo, cisza cisz -
Mój raj na łez padole.
O, przymknij moje oczy, zniż,
Ogarnij twym spokojem.*

Powieść została skończona w 1920 roku i stanowi swoisty zapis osobistych przeżyć autora. Remarque sugeruje, że życie mężczyzny jest zależne od kobiety, która z pozoru słaba i cicha, potrafi opętać i rozpalić ogień za pomocą kilku sztuczek: tajemniczego uśmiechu, spojrzenia rzucanego spod przymkniętych powiek, delikatnie ochrypłego głosu. Nawet śmierć nie jest w stanie ochłodzić prawdziwej miłości, a wybranka serca żyje w mężczyźnie, nawiedzając go podczas samotnych nocy i bladych poranków. Ponadto autor dokonał podziału kobiet na dwa rodzaje: te dobre, uczciwe i skromne oraz te mroczne, ciemnowłose, którym do twarzy jest z papierosem wetkniętymi pomiędzy pokryte czerwienią wargi. Oczywiście, jak łatwo jest domyślić się, te drugie są zmorą mężczyzn, to przez nie pękają serca i traci się zdrowy rozsądek. Remarque w piękny sposób opisał rozterki dręczące zakochanych, chociaż momentami było to zbyt melodramatyczne.

Mam również dobrą radę - jeśli w Wasze ręce wpadnie wydanie z 2004 roku, to nie czytajcie opisu na okładce, bo odkrywa całą treść książki, a zarazem odbiera całą przyjemność z odkrywania kolejnych stron powieści. Nie umiem pogodzić się z kiepskimi blurbami, w  których "dobre dusze" streszczają całą zawartość książki, lub posługują się utartymi frazesami, jak chociażby "rewelacja, powieść roku, musisz to przeczytać". Cenię sobie opisy, które w delikatny sposób sugerują, co odnajdę w środku - potrzebuję tylko kilku informacji na temat fabuły i nastroju danej powieści. Pomijając niefortunne wydanie, pragnę polecić Wam Dom marzeń - ta niewielka książeczka niesie ze sobą zapach lata, biszkoptów, kawy i delikatną woń róż, a wszystko to skumulowane jest w niewielkim pokoju, w którym jedni umierają, a inni budzą się do życia.

*s. 158

Ocena: 4 / 6
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwania  "Z literą w tle" (w tym miesiącu "R").

4 lutego 2013

"Obiecaj mi" Harlan Coben (#96)


TYTUŁ: Obiecaj mi
TYTUŁ ORYGINAŁU: Promise me
AUTOR: Harlan Coben
WYDAWNICTWO: Albatros
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2007
LICZBA STRON: 415 

Książka Cobena to pozycja, którą przeczytałam w ramach spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki. Sama nie wybrałabym powieści sensacyjnej, gdyż nie jestem zainteresowana wartkimi zwrotami akcji, hukiem strzelanin, bohaterami z kryminalną przeszłością i niewyjaśnionymi zbrodniami. Jest to dla mnie nowe doświadczenie. Obiecaj mi to historia Myrona (nazwisko znane z kilku innych powieści Cobena), który pomaga przyjaciołom w odnalezieniu ich nastoletniej córki. Dziewczyna znika w niewyjaśnionych okolicznościach, a wokół dzieją się dziwne rzeczy - każdy skrywa jakiś sekret. Myron musi zmierzyć się ze swoją przeszłością, a także dotrzymać obietnicy: sprowadzić córkę przyjaciół do domu, całą i zdrową.

Szybka akcja, błyskotliwe dialogi, tajemnice i niedomówienia, to główne atuty książki. Autor skupił się na dialogach pomiędzy poszczególnymi bohaterami, ignorując przestrzeń, w której zostali osadzeni. Ta książka to tak naprawdę zapis utarczek słownych i fizycznych. Warto przeanalizować problemy poruszone przez autora. W jakim stopniu mamy wpływ na naszą przyszłość? Czy możemy ufać naszym dzieciom? Jak dobrze znamy samych siebie i swoją rodzinę? Czasami okazuje się, że niewinna twarz, głos pełen skruchy i najmocniejsze alibi nie są jednoznacznym dowodem uczciwości. Coben udowadnia, że nie możemy nikomu ufać, ani tracić czujności, bo nawet najbladszy ślad może okazać się kluczem do rozwikłania zagadki. Zakończenie jest mocne i nie do przewidzenia, co jest wielkim plusem powieści sensacyjnych z wieloma podejrzanymi w tle.

Nie wątpię, że Coben jest mistrzem w swoim gatunku - dla każdego wielbiciela sensacji ta książka okaże się fenomenem. Ja jestem zwolenniczką spokojnych powieści - nie mam na myśli tutaj nudnych bohaterów z niewielką ilością problemów.  Unikam historii, w której bohaterowie ratują się świadomą agresją, w grę wchodzą fizyczne konfrontacje, a nawet broń palna. Obiecaj mi jest rarytasem dla mężczyzn, którzy otaczają się pięknymi kobietami i oczekują wartkiej akcji. Ja, kobieta z duszą poetki nie jestem w stanie docenić starań autora - nie robi na mnie wrażenie zaskakujące zakończenie, sieć intryg i męskie dylematy, równoważniki zdania, zamiast cennych uwag dotyczących poszczególnych sytuacji. Jeśli nie jesteście fanami książek napisanych prostym językiem, gdzie nie liczy się słowo, a jego konkretne znaczenie, to nie sięgajcie po Cobena. Kryminały i powieści sensacyjne potrafią namieszać w głowie, urozmaicają szarą egzystencją, pobudzają krążenie, ale nie skłaniają mnie do głębszych refleksji i nie pozostają ze mną na dłużej - wolę czytać książki, które wpełzają pod skórę na zawsze. Książka otrzymuje ode mnie 2, gdyż zasługuje na uwagę, ale mogłabym ocenić ją na 1 bez wyrzutów sumienia, bo to nie mój świat i nie moja bajka.

Ocena: 2 / 6

2 lutego 2013

"Lodowa pułapka" Kitty Sewell (#95)


TYTUŁ: Lodowa pułapka
TYTUŁ ORYGINAŁU: Ica trap
AUTOR: Kitty Sewell
WYDAWNICTWO: Świat Książki
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2008
LICZBA STRON: 414

Dafydd jest uznanym chirurgiem, który kilkanaście lat temu spędził rok w Moose Creek na północy Kanday, gdzie zimą temperatura spada czterdzieści stopni poniżej zera, a łzy potrafią  zamarznąć, zanim wypłyną z oka. Mieszka w Wielkiej Brytanii z żoną, która za wszelką cenę pragnie zajść w ciążę - tym bardziej szokuje wiadomość, że w Moose Creek mieszkają dzieci Dafydda, które rzekomo spłodził z przełożoną pielęgniarek, Sheilą. Kobieta wmawia mu, że została przez niego zgwałcona podczas jednego z przyjęć. Dafydd nie może uwierzyć tym zarzutom, ale dowodem staje się test DNA, który potwierdza jego ojcostwo. Mężczyzna postanawia wrócić do Moose Creek, żeby stawić czoło przeszłości i wyjaśnić sprawę związaną z "jego" dziećmi.

Powieść jest bardzo wciągająca. Za sprawą lekkiego, lecz dosadnego języka, jesteśmy w stanie płynąć po słowach, jak łódką z nurtem rzeki. Autorka w doskonały sposób poradziła sobie z zimową scenerią, nie oszczędzając czytelnika, skupiała się na opisach odmrożeń czy uszkodzeń ciała na skutek spotkania z niedźwiedziem. Realistyczne opisy to ogromna zaleta, człowiek zaczyna doceniać spokój życia w mieście, gdzie po drogach nie biegają hordy wilków, gotowych rozerwać na strzępy każde napotkane stworzenie. Miałam nadzieję, że w trakcie lektury będę mogła zerkać na biel śniegu za oknem, niestety, pogoda rozczarowała mnie (jak zwykle) i mogłam tylko wspominać, jak wpadałam w zaspy, zaśmiewając się do bólu brzucha. Na szczęście wspomnienie zimna i zmarzniętych dłoni jest nadal świeże, dlatego też mogę napisać, że to idealna lektura na tę porę roku - razem z bohaterem możemy ogrzewać stopy przy kominku, popijając grzane wino.

Do ostatniej strony nie miałam pojęcia, jaka jest prawda, co jest ogromnym plusem tej książki. Już dawno nie byłam tak zaintrygowana czytaną historią. Miałam mętlik w głowie - czy główny bohater jest prawdziwym ojcem bliźniąt, jak do tego doszło, jak ułoży się jego życie w tej zimnej krainie. Oprócz wątków związanych z domniemanym ojcostwem, Dafydd musi poradzić sobie z problemami zaprzyjaźnionego lekarza, który popadł w nałóg alkoholowy i uzależnił się od leków uspokajających. Muszę przyznać, że męska przyjaźń bywa fascynująca - mężczyźni z natury pełni rezerwy, zamknięci w sobie potrafią razem płakać, pocieszać się mocnym uściskiem, dzielić ze sobą troski, bez nerwowego szczebiotania i niepotrzebnych pisków. Dafydd musi również nauczyć się żyć ze świadomością, że jego małżeństwo było farsą, a "kochająca" żona szybko ułożyła sobie życie bez niego. To zmusza do refleksji - na ile jesteśmy szczęśliwi ze swoimi partnerami, czy wierzymy, że związek będzie nadal trwał, nawet po odkryciu zdrady czy innej, równie wstydliwej informacji? Czy jesteśmy w stanie walczyć o siebie nawzajem, czy wybierzemy łatwą drogę, prowadzącą do rozstania?

Lodowa pułapka jest specyficzną książką - bywały momenty, że śmiałam się do łez, ale również nie obyło się bez chwil, gdy krzywiłam się i odwracałam wzrok od tekstu (mam tutaj na myśli opisy amputacji odmrożonych kończyn). Wbrew pozorom nie jest to łatwa i przyjemna lektura, to trudna droga mężczyzny, który został wciągnięty w niebezpieczną grę. Nie chciałabym być na miejscu Dafydda, podziwiam jego opanowanie, a jednocześnie zastanawiam się, na ile jesteśmy panami naszego życia i jak dobrze znamy siebie samych.

Ocena: 4 / 6